Wszystkie recenzje z kategorii 12 lutego 2016

L’Arc, Warszawa

L’Arc, Warszawa

To mógł być niezapomniany wieczór, którego skutkiem bez wątpienia byłaby wysoka ocena i nadzwyczajna recenzja! Niestety! Choć L’Arc działa od dawna i miał całkiem niezłe oceny wybraliśmy się do niego dopiero teraz, podczas post przeprowadzkowego penetrowania knajpek z naszego, nowego sąsiedztwa.  L’Arc czekał na swoją kolej nieco dłużej niż inne mokotowskie knajpy onieśmielając nieco elegancją i cenami w karcie. W końcu przyszedł ten moment gastrofazy, w którym niezbędne do pełni szczęścia są owoce morza.

Te które nam zaserwowano, mogę śmiało zaliczyć do najlepszych owoców morza jakie dane mi było jeść w Warszawie a nawet nie gorszych od wielu z tych zjedzonych we Francji i we Włoszech. Dzięki własnemu ostrygarium podają tu świeże ostrygi w kilku gatunkach, które serwowane są z winegretowym sosikiem. Czego tu nie ma! Na półtuzinową porcję przypada po jednej sztuce pacyficznej ostrygi Fine de Claire, ostrygi irlandzkiej, normandzkiej „dwójki”, ostrygi marennejskiej z wyspy Oleron, ostrygi europejskiej z ujścia rzeki Belon i wachlarzowatej, ostrej ostrygi Regal. Delicje niespotykane gdzie indziej! Niestety jak na delicje przystało odlotowo drogie.
img_7735

Ośmiornica sous vide na grzance czosnkowej z sosem nantua była perfekcyjnie miękka a sos zbudowany na bazie beszamelu, kremówki i raków fantastycznie uzupełniał jej smak.

img_7733
Nawet zwykłe mule, przyrządzane w L’Arc na trzy sposoby: w winie, po prowansalsku i z prawdziwkami i serem smakiem i jakością wybijały się wysoko ponad przeciętną.
Tak więc kulinarny kawałek francuskiego raju w przyjemnym, niewielkim wnętrzu.

img_7737
A jednak nie wyszliśmy z L’Arc zadowoleni…

Francuscy kelnerzy znani są z nieco nonszalanckiego serwisu a czasem (przynajmniej w stosunku do cudzoziemców) wręcz z gburowatości. Chciałbym myśleć, że to chęć stworzenia jeszcze bardziej francuskiego klimatu w l’Arc stoi za wyjątkową słabością serwisu. Ale tak nie jest!. Prawda jest taka, że osoba obsługująca nas była po prostu niekompetentna i niewyszkolona. Nasze mule wylądowały przez pomyłkę na stoliku obok, i zostały słusznie oprotestowane przez siedzących tam klientów. My niestety nie usłyszeliśmy w tym momencie słowa „przepraszam” a na domiar złego nie dostaliśmy naszego dania przez następne kilkadziesiąt minut obserwując jak nasza kelnerka przynosi dania osobom składającym zamówienia po nas. Gdy w końcu przyszła nasza kolej, okazało się, że Pani pomyliła zamówienie i stara się „uszczęśliwić” mnie jeszcze jedną ośmiornicą, której nie zamawiałem. Dodajmy do tego, że do końca nie doczekaliśmy się zamówionego pieczywa mimo, że o niego grzecznie prosiliśmy. Na końcu okazało się, że niekompetencja Pani kelnerki dotyczy również spraw finansowych – zapomniała dopisać do naszego rachunku dwóch (z czterech) kieliszków szampana. I choć podziękowała nam za uczciwość, to na jakiekolwiek inne formy grzecznościowe związane z zadośćuczynieniem za zły serwis nie mogliśmy liczyć.

Szkoda naszego wieczoru i wydanych pieniędzy. Szkoda też oceny obniżonej w dół. Jedzenie na piątkę, serwis na dwa. Właściwie powinno być 3,5. Ale górą smak i mistrzostwo chefa.

Przy okazji: chcieliśmy sprawdzić, czy nadal szefuje tu znany z Top Chef i Hell’s Kitchen Dariusz Kuźniak. Niestety Pani Kelnerka nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, kto jest chefem kuchni. Odpowiedziała, że nie zna jego nazwiska…
No cóż…No comments!

Fine Dining FoodSnob

Rozbrat 20-Bakery & Wine Corner

Pojawienie się na warszawskiej scenie gastronomicznej Rozbrat 20 zelektryzowało warszawski światek gurmandzistów. Za sprawą postów na fejsbuku, entuzjastycznych notek i recenzji blogerów restauracja Rozbrat 20 z miejsca otrzymała stempelek „najlepszej śniadaniowni w mieście” i prawie od razu zapewniła sobie niezłą przedpołudniową frekwencję. Rzeczywiście, w ostatnią sobotę bez wcześniejszej rezerwacji nie dane by nam było zjeść tu śniadania. Od 10:00 aż do wyjścia w południe wszystkie stoliki w obu salach były non stop oblężone.

Lektura krótkiego menu a jeszcze bardziej podane dania upewniły nas w przekonaniu, że jeśli chodzi o śniadania to Rozbrat 20 może stawać śmiało w szranki z wszystkimi znanymi nam śniadaniowniami z ulubionymi Sam-ami na czele.

Znajdziecie tu śniadania klasycznie podawane w formie jajecznicy, omleta i sadzonego, jak i ciekawostki w rodzaju jajka w koszulce na grzance z avocado. Nas szczególnie urzekła boudin noir z kaczym jajem czyli robiona na miejscu, francuska kaszanka bez kaszy za to z kawałkami słoninki, podawana na ciepło ze smakowitym sadzonym kaczym jajkiem. Jestem fanem kaszanek z całego świata więc wiem co mówię, chwaląc ten tutejszy frykas.

Po kaszance na stół wjechał Rueben Sandwich (niech was nie zmyli literówka w karcie), jakby żywcem wzięty z Nowego Jorku: płaty pastrami spoczywające na kiszonej kapuście pomiędzy dwiema przypieczonymi, grubymi kromkami żytniego chleba z wiórkami szwajcarskiego sera i pysznym sosem. Rewelacja, choć w oryginalnej, historycznej wersji (ten sandwich ma 100lat!!) zamiast pastrami serwowana jest wołowina konserwowa. Ale nic to w obliczu użytego chleba: żaden nowojorski Rueben Sandwich nie śnił nawet o takim pieczywie.

Bo wypiekane na miejscu pieczywo to jedna z najsilniejszych stron Rozbrat. Jest płatne, co powoli przy śniadaniach stało się standardem ale zamówić je trzeba koniecznie! Warto do tego domówić śniadaniowy twarożek z miodem, dżemem i syropem klonowym i jesteśmy w raju! Nie udało nam się spróbować pasty z węgorza (zabrakło) ani domowej owsianki ale i tak wyszliśmy pełni szczęścia , rezerwując stolik na wieczór w celu przetestowania zmieniającej się ponoć co dzień karty kolacyjnej.

Ku naszemu zdziwieniu wieczorem w Rozbrat 20 wiało pustką. Miejsce jeszcze nie wylansowało się jako niezłe miejsce na wieczorny wypad albo padło ofiarą zbyt mocnego lansowania go jako śniadaniowni. Może jedno i drugie? Może wieczorne pustki spowodowane były słabą promocją na profilu fesjbukowym (oj! tam Rozbrat 20 myli się ze Świętej Pamięci R20) i takimi drobiazgami jak oddzielne karty na śniadania i lancze i oddzielne na kolacje. Dość powiedzieć, że na początku oprócz przemiłej Pani Menedżer i obsługi byliśmy tylko my.

Nie zniechęceni tym faktem dokonaliśmy wyboru dań z krótkiej karty wieczornej. Anucha poprzestała na dwóch przystawkach (śledź w oleju lnianym i parfait z Foie Gras) a ja zdecydowałem się na pieczony boczek z Mangalicy na przystawkę i klasyczną polędwicę wołową a la Rosini. Wszystkie zamówione dania były więcej niż niezłe a w przypadku śledzia mieliśmy małą dyskusję, czy lepszy jest tutejszy czy ten z l’enfaint.

Pieczone przez dwie i pół godziny kawałki węgierskiej świnki podane z sosem z madeiry (wcale nie słodkim) rozpływały się w ustach. Na duxelle z pieczarek (posiekane i podsmażone kawałki grzybów z szalotką ziołami odpowiednio zredukowane) spoczywało sadzone jajko. Leżący na grzance, trafiony idealnie w medium rare kawał polędwicy miał wszystko co Rossini mieć musi: i kawałek fois gras, i płatki trufli i szpinak . Perfekcyjnie przygotowane danie jednak niczym nie zaskakiwało. Właśnie zaskoczenie (po zaskakującym śniadaniu) było tym czego nam zabrakło podczas kolacji. Wszystko było naprawdę dobre i efektownie podane ale nie wyróżniające się pomysłem. Może gdy przejdziemy przez kaczkę i comber jagnięcy nasza opinia się zmieni. Z racji powinowactwa z Butchery mięso powinno być silna stroną Rozbrat 20.

Tak więc na pewno będziemy tu wpadać, obserwować proces dojrzewania miejsca i kupować chleb i wino… Bo oprócz świetnego pieczywa znajdziecie tu tez zacny i znany z racji koneksji rodzinnych właścicieli w Kieliszkach na Próżnej zestaw win na kieliszki i w butelkach. Imponujący dwudziestobutelkowy wine dyspenser, konserwujący wino w otwartych butelkach to widok dość niezwykły w polskich restauracjach i zdecydowanie gwarantujący jakość wina na kieliszki.

Śniadanie, kolacja 4 lutego 2016

 

Casual FoodSnob
Go Top