Wszystkie recenzje z kategorii 23 stycznia 2017

Florentin – restauracja z pogranicza kultur

Florentin – restauracja z pogranicza kultur

Florentin

Florentin to jedna z najmodniejszych dzielnic Tel Awiwu, zamieszkana głównie przez młodych ludzi, często kojarzonych z artystyczną Bohemą miasta. We Florentin się bywa, jada i lansuje. Spotkać się ze znajomymi w jednej z tutejszych kawiarni, barów, galerii sztuki jest „cool” i „hip”. Florentin po prostu jest „trendy” i wyznacza trendy!

Czy restauracja Florentin w Warszawie ma podobne aspiracje? Tego podczas kilku wizyt w tym miejscu jeszcze nie dane było mi stwierdzić. Jednak odwołanie się nazwą do południowego skrawka Tel Awiwu nie wydaje się być przypadkowe…

.

 

Florentin onieśmiela tylko z zewnątrz.

 

.

Lokal działa niewiele ponad miesiąc. Mieści się w przepięknie odnowionej Kamienicy Branickich przy ulicy Smolnej 40, w której ponoć wkrótce, po sąsiedzku ma otworzyć się hotel. Kamienica jest strojna z zewnątrz, ale nowoczesna i funkcjonalna w środku, o czym przekonacie się mijając wejście do restauracji i rzucając okiem na przepiękne, przeszklone, wewnętrzne patio.

Restauracja jest naprawdę duża, ale dzięki kunsztowi architekta, który podzielił ją i optycznie i fizycznie na mniejsze części nie przytłacza i pozwala znaleźć nisze stosowne do okazji, upodobań i typu spotkania. Wystrój prosty ze sporym ale bocznie usytuowanym barem i centralną „stacją sommelierską” pośrodku. Dominuje drewno stołów i jasnej podłogi, jest też sporo miedzianych detali. I ciepło i chłodno zarazem. W kontraście do pyszniącej się detalami, podświetlonej fasady kamienicy z przełomu wieków, wnętrze pozytywnie zaskakuje skromnością. Jest naprawdę przyjazne i może służyć na wszelkie okazje.

.

 

Florentin

Florentin

Florentin

Florentin

.

Jednak jak pewnie wiecie  FoodSnob nie ocenia wnętrz tylko to co mu w nich podają. Dlatego też magnesem, który mnie tu przyciągnął był znany wszystkim z Soul Kitchen Bistro i Top Chefa Wit Szychowski vel Pan Tasak. Jego, niestety zbyt krótko trwające kulinarne popisy na Nowogrodzkiej utkwiły mi na tyle mocno w pamięci, że każde miejsce gdzie Szef zaczyna gotować ma niejako z góry „punkty za pochodzenie” 😉

.

Wit i Abdel – kucharze z różnych podwórek.

.

Wit Szychowski to Szef Kuchni rodem z Warszawy. Kiedyś podczas lunchu w Soul Kitchen Bistro mój syn długo zastanawiał się skąd zna jego twarz. Okazało się, że Wit zanim został znanym , młodym warszawskim Szefem był nadzieją warszawskiego skate boardingu, bożyszczem dużo młodszych nastoletnich adeptów sztuki skakania na desce, na granitowych murkach wokół Capitolu czy pomnika Witosa. Cóż patrząc na jego kuchnię i karierę zawodową, trudno oprzeć się wrażeniu, że w niej również jest coś „streetowego” i buntowniczego.

Wit Szychowski kuchnię Florentin dzieli z kolegą z zupełnie niewarszawskiego podwórka. Abdel Dary jest bowiem Marokańczykiem, który przez sześć lat pracował w resortowych restauracjach w Tajlandii a ostatnie półtora roku spędził w rosyjskim Sant Petersburgu.

Nie bez przesady można więc powiedzieć, że za sterami kuchni Florentin stoi duet bardzo egzotyczny i stanowiący mix kultur i doświadczeń. Ten duet jak głosi „manifest” restauracji opublikowany na Facebooku miał zmierzyć się ze współczesną kuchnią Izraela.

„… menu jest kompilacją dań wywodzących się z tradycji Izraelczyków pochodzenia marokańskiego, jemeńskiego, etiopskiego czy perskiego. Sięgamy do bogatych tradycji kulinarnych Afryki Północnej i krajów Bliskiego Wschodu, by wydobyć z nich oryginalne smaki, techniki gotowania i połączyć z polskimi, sezonowymi produktami.”

.

We Florentin zacznij od mezze.

.

Jak przystało na restaurację odwołującą się do kuchni bliskowschodniej karta zaczyna się od mezze. I jeśli mogę coś zasugerować Wy też od nich zacznijcie. Mezze w karcie tylko na pierwszy rzut oka wydają się banalne. Jest humus, są pikle… Ale to tylko pozory. Mezze we Florentin to propozycja bardzo autorska, odwołująca się nie tylko do tradycji kuchni bliskiego wschodu ale czerpiąca również z „domowych” doświadczeń obu szefów.

Znajdziemy tu oczywiście takie „żelazne” pozycje jak wzmiankowany humus, labneh czy muhammara ale możemy w ich przypadku liczyć nie tylko na niezły smak ale i odrobinę autorskiej interpretacji. W muhammara (16 zł) czyli paście z ostrej papryki z orzechami włoskimi, oliwą i czosnku można wyczuć czuć odrobinę kuminu. Labneh (18 zł) podawany jest z pistacjami, połówkami żółtych i czerwonych pomidorków posypanych obficie zatarem. Zatar czyli mieszanka przypraw zawierająca zmielony sumak (o nim dalej), prażone ziarna sezamu, tymianek, majeranek i oregano pojawia się zresztą jeszcze w kilku innych daniach. Nic dziwnego – przyprawa ta jest popularna nie tylko w Izraelu, Libanie, Egipcie czy Turcji ale również w Maroku skąd pochodzi Abdel.

Wśród mezze nie brak też stuprocentowo autorskich propozycji. Genialne „Puree z pieczonej dyni piżmowej” (16 zł) uwodzi słodyczą pochodzącą z syropu z daktyli i smakiem białego i czarnego sezamu. Nutę słodyczy znajdziecie też w wytrawnej paście z selera z prażonym kalafiorem, orzechami i … rodzynkami (16 zł).

Mezze, można zamawiać osobno lub w zestawach dla dwóch (30 zł) i czterech osób (60 zł), które pozwalają na zapoznanie się z prawie całym przekrojem tego części karty. Do wszystkich podawana jest pita i domowe pieczywo ze śliwką.

Florentin

Florentin: zestaw meze dla dwóch osób (30zł) od góry: Humus/ miks jerozolimski; Muhammara – papryka/ orzechy włoskie; Labneh/ pistacje/ zatar/ pomidory; Puree z dyni piżmowej/ sezam/ sezam z daktyli; Pasta z selera/ prażony kalafior

.

Wegetariański raj Florentin.

.

Nie da się ukryć, że menu Florentin jest niezwykle interesujące dla wszystkich zwolenników diety bezmięsnej. Osiem na dziesięć przystawek to oferta właśnie dla wegetarian. Wśród nich, dania naprawdę wybitne.

Pierwsza przystawka, której nie sposób pominąć to „Pieczony bakłażan/ tahini/ granat/ suszone pomidory/ kolendra” (26 zł) Połówka miękkiego, upieczonego, bakłażana obłożona jest kilkoma płatkami suszonego pomidora, którego wewnętrzna cześć przed suszeniem posmarowana została mieszanką harrisy i słodkiego soku z granatu. Dwie łyżeczki greckiego jogurtu, łyżka pasty tahini z prażonego łuskanego sezamu i trochę kolendry stanowią dodatek dobrze tonizujący ostro-słodki smak pomidorów.

.

Florentin

Florentin:„Pieczony bakłażan/ tahini/ granat/ suszone pomidory/ kolendra” (26 zł)

.

Ich smak jest na tyle intrygujący, że wybaczam pomyłkę przy następnym daniu czyli w „Dyni hokkaido/ karmelizowanych pomidorach/ jogurcie greckim” (18 zł), w którym zamiast karmelizowanych znalazły się suszone pomidory przygotowane w taki sam sposób jak w bakłażanie. Kelner tłumaczył to pomyłką w karcie i obiecał jej zmianę, jak „tylko kuchnia się dotrze”. Szczęśliwie danie i tak się broni a zdecydowanie limonkowy w smaku (czyżby sumak?) jogurt grecki i orzechy arachidowe „współpracują”.

.

Florentin

Florentin:„Dynia hokkaido/ karmelizowane pomidory/ jogurt grecki” (18 zł)

.

Zupełnie inna jest „Wędzona gruszka/ grillowana sałata rzymska/ pistacje/ syrop klonowy”. Gruszka dość długo traktowana aromatyzowanym ziołami dymem z wędzarki intryguje wyrazistym smakiem. Delikatnie potraktowana ogniem sałata rzymska wiele zyskuje dzięki polaniu syropem klonowym i posypaniu drobinkami pistacji.

.

Florentin

Florentin: „Wędzona gruszka/ grillowana sałata rzymska/ pistacje/ syrop klonowy” (18 zł)

.

Trochę mniej przekonuje mnie „Portobello/ ser pleśniowy/ miechunka/ sałata rzymska. Zestawienie podsmażonej pieczarki z serem jest dość banalne, choć trzeba przyznać, że skarmelizowana miechunka robi co może by je podkręcić. Jej słodko-kwaśny smak z odrobiną goryczki z rozsypanych ziarenek jest tu bardzo na miejscu.

.

Florentin

Florentin:„Portobello/ ser pleśniowy/ miechunka/ sałata rzymska” (22 zł)

.

Mam za to słabość do przystawki „Konfitowany seler/ pomidory/ szczypiorek/sumak” (14 zł) Danie z pozoru ciężkie dzięki sumakowi dodanemu do jogurtowego serka Labneh nabiera lekkości. Selerowi „konfit” spoczywającemu na jogurtowym łożu towarzyszą dwie połówki cudownie zamarynowanych w oliwie szczypiorkowej brązowych pomidorów. Uwierzcie mi, że za ich smak dałbym się pokroić! Na szczęście to nie jedyne danie, któremu towarzyszą. Przystawka jest lekko słodkawa, korzenno –ziemista (pomidor i seler) ale i lekko kwaśna (sumak) z kropka nad „i” w postaci szczypiącego w język szczypiorku.

.

Florentin

Florentin:„Konfitowany seler/ pomidory/ szczypiorek/sumak” (14 zł)

.

.

 

Florentin dla mięsożerców.

 

.

Wśród przystawek są tylko dwie mięsne za to jedna z nich jest co najmniej wybitna. „Pastilla-kurczak/ ciasto filo/ migdały/ cukier puder/ cynamon” to tradycyjne danie kuchni marokańskiej ponoć przywiezione do Afryki Północnej z Andaluzji, po wygnaniu stamtąd Arabów w XV wieku. Klasyczna pastilla (zwana też bastelą) robiona jest z typowego dla kuchni maghrebu ciasta ouarka. We Florentin pastilla to raczej rodzaj ciastka z ciasta filo, kryjącego wewnątrz farsz złożony z warstw zmielonych migdałów, gotowanego jajka i kawałeczków kurczaka z odrobina natki. Całość posypana od góry cukrem pudrem i cynamonem tworzącym efektowną kratkę jest słodka, orzechowa i po prostu pyszna. To zdecydowanie mój numer jeden wśród przystawek.

.

Florentin

Florentin:„Pastilla-kurczak/ ciasto filo/ migdały/ cukier puder/ cynamon” (28 zł)

.

Również druga, mięsna przystawka ma lekko słodkawy smak. „Marynowana wołowina/grillowana pietruszka/orzechy laskowe” (32 zł) słodycz zawdzięcza syropowi klonowemu, który oprócz kawałeczków orzechów włoskich uzupełnia tytułowe składniki. Kawałki pysznego mięsa spoczywają malowniczo na podgrillowanych, skarmelizowanych korzeniach pietruszki. Rzecz godna uwagi, choć według mnie nie mogąca równać się z pastillą.

.

Florentin

Florentin:„Marynowana wołowina/grillowana pietruszka/orzechy laskowe” (32 zł)

.

Choć przystawką nie jest to ze względu na mięsny składnik wymienić tu muszę jedną z dwóch zup w karcie: słynną berberyjską Harirę (18 zł). Ten kolejny, mocno marokański wątek w kuchni Florentin wart jest zarekomendowania szczególnie teraz gdy za oknem chłód. Skomponowana na bazie ciecierzycy i soczewicy z odrobiną szafranu i warzyw korzennych gęsta zawiesista zupa z kawałkami jagnięciny ma zdecydowanie rozgrzewający charakter. (jej nazwa pochodzi od arabskiego słowa „harr,” czyli gorący).

.

Florentin

Florentin:„Harira – ciecierzyca/ jagnięcina/ soczewica” (18 zł)

.

.

Florentin – dania główne – mięsożercy 1:0

.

Szefowie uznając, że przystawkami i mezze oddali co należne wegetarianom dział dań głównych zbudowali w zdecydowanie bardziej wyważonych proporcjach.

Z czterech dań będących ukłonem w stronę mięsożerców sprawdziłem trzy.

Choć spoczywająca na puree z gruszki cielęcina („Cielęcina/ harissa/ grillowana papryka/ pure z gruszki” 48 zł) była idealnie różowa i soczysta, to danie nie zawróciło mi w głowie. Dodana do nich sałatka z grillowanych paseczków papryki z harissą była interesująca ale całość przeszła bez echa.

.

Florentin

Florentin: „Cielęcina/ harissa/ grillowana papryka/ pure z gruszki” 48 zł

.

Za to „Policzki wołowe/ bulgur/ rodzynki/ zatar/ puder z marchewki” (38 zł) mimo, że główny produkt – policzki powoli staje się gastronomicznym banałem zelektryzowały moje kubki smakowe.

Podawany we Florentin policzek wołowy gotowany jest przez 8 godzin w wywarze rosołowymi. Szef nie sięga do coraz bardziej popularnej w przygotowaniu tego produktu techniki souse vide. Wywar po gotowaniu redukowany jest do konsystencji sosu, w którym rozkosznie kąpie się gruboziarnisty bulgur z rodzynkami. (Bulgur to rodzaj kaszy z ziaren pszenicy, najczęściej pszenicy twardej, sporządzony z gotowanych i następnie wysuszonych ziaren zboża). Całości, smaku dodaje znany nam już zatar. Mięso posypane jest nie tyle pudrem, jakby wskazywała nazwa co drobnymi wiórkami z suszonej marchewki.

.

Florentin

Florentin: „Policzki wołowe/ bulgur/ rodzynki/ zatar/ puder z marchewki” (38 zł)

.

Przy gotowaniu souse vide dodane do zapakowanego próżniowo mięsa przyprawy mają znacznie silniejszy wpływ na jego smak. Tu mięso zachowuje swój bazowy smak ale dzięki temu jego łatwo oddzielające się włókienka cudownie komponują się z kaszą i sosem, w którym wcześniej się gotowało.

Policzki mają jednak wielkiego konkurenta o palmę pierwszeństwa wśród „głównych” mięs. „Gicz jagnięca/ karmelizowana cebula/ rodzynki/ seler/ mięta/ szafran” (66 zł) to prawdziwa rozkosz dla podniebienia mięsożercy. Mięciutkie, pieczone mięso z właściwą proporcją tłuszczyku spoczywa „in corpore” na łożu ze skarmelizowanej cebuli z szafranem i rodzynkami. Za dodatki służą mu pieczone połówki selera. I tyle. Aż tyle! Polecam.

.

Florentin

Florentin: „Gicz jagnięca/ karmelizowana cebula/ rodzynki/ seler/ mięta/ szafran” (66 zł)

.

.

Florentin z warzywami i rybami na główne

.

Nieco mniej zachwyciły mnie ryby. Nie znaczy to, że o którejś z dwóch występujących w karcie można napisać źle. To raczej kwestia oczekiwań, które urosły po zapoznaniu się z poprzednimi daniami.

„Okoń morski/ czarna soczewica/ szpinak” (42 zł) cieszył perfekcyjnie wysmażoną rybą, pikantną, duszoną soczewicą i lekko podsmażonym szpinakiem. Nieco słabiej oceniam drugie danie rybne, którym była „Troć/ mule/ pernod/ portobello/ pomidory” (48 zł) . Ryba znów wysmażona w punkt , ale całość jak dla mnie była nieco zbyt sucha. W dodatku zamiast muli (ach te byki w karcie ;)) były vongole. Pernod po którego anyżkowym smaku tak wiele sobie obiecywałem gdzieś odparował na dobre a pomidory kolejny raz pojawiły się w wersji „suszymy z granatem i harissą”.

.

Florentin

Florentin:„Troć/ mule/ pernod/ portobello/ pomidory” (48 zł)

Florentin

Florentin: „Okoń morski/ czarna soczewica/ szpinak” (42 zł)

.

Za to prawdziwym powodem do dumy może być „Stek z dyni piżmowej/ marynowane pomidory/ ser pleśniowy/ estragon” (28 zł). Zabawnie krojony plaster dyni ze skórką, zapieczony z niebieskim serem pleśniowym złożony został ma podkładzie z serka philadelfia polanego odrobina przepysznego oleju z pestek dyni. Znany z wcześniejszych dań marynowany w oleju szczypiorkowym pomidor uzupełniał słodycz dyni i ostry posmak sera orzeźwiająca kwaśną nutką. Po co mi ryby, po co mi mięso skoro proste warzywo może dać tak wiele!

.

Florentin

Florentin: „Stek z dyni piżmowej/ marynowane pomidory/ ser pleśniowy/ estragon” (28 zł)

.

.

Florentin to również desery.

.

Jak zawsze nieobiektywnie nie doceniając roli deserów w karcie polecić mogę jedynie chałwę i to zamówioną na dwoje do kawy. Nie zdziwcie się , że nie ma je w karcie – po prostu stanowczo jej zażądajcie. Jej trzy, półcentymetrowej grubości plastry złożone z kandyzowanymi w syropie czereśniami to akurat tyle, żeby wraz z czarną kawą godnie zakończyć posiłek. Jeśli Wam mało możecie zamówić „Mus jerozolimski / granat/ sezam” (20 zł) w którym dzieje się wszystko co może dziać się w bliskowschodnim deserze. A może i więcej? Oprócz tytułowego musu z serka philadelfia, pół na pół z lekko słoną fetą, znajdziecie tu i sezamowy płatek i kleksy czekolady i kandyzowane w syropie czereśnie! Jest tu też ziemia jadalna, crunch orzechowy i sporo orzeźwiających kuleczek granatów. Słodko, kwaśno, słono! Wariacka karuzela smaków. Nie do pogardzenia jeśli ktoś lubi desery.

.

Florentin

Florentin: „Mus jerozolimski / granat/ sezam” (20 zł)

Za to nie zamawiajcie na pewno „Bazyliowej pannacotty / dżemu pomidorowego” . Pomysł fajny ale zbyt duża zawartość żelatyny, utrzymującej „babeczkowy” kształt powoduje, że pannacotta ma kompletnie gumową strukturę.

.

Florentin

Florentin: „Bazyliowa pannacotta / dżem pomidorowy” (18 zł)

.

.

Florentin – czy będzie, tu się chadzało?

 

.

Florentin to również 25 różnych koktajli oraz około 110 win w karcie, z których, przynajmniej na razie tylko niespełna 10% dostępna jest na kieliszki. Tym niemniej takie zasoby w barze i piwniczce plus doskonała lokalizacja i funkcjonalne wnętrze będą zachęcały do biesiad dużych i małych.

.

Florentin

Florentin

.

Mnie Florentin będzie jednak przyciągała kuchnią. To kolejny po MOD i Regina Bar sukces odważnej kulinarnej fuzji odległych doświadczeń i produktów. O ile formalnym pretekstem dla kulinarnego odlotu w Regina Bar był styk nowojorskiego Chinatown i Little Italy, tu gastronomiczna jazda bez trzymanki odbywa się pod sztandarem porównywanej do nowojorskiego Soho dzielnicy Tel Awiwu.

Ale zgodnie z obietnicą kreatorów tego miejsca, pod dachem Florentin tradycyjne przepisy różnych kuchni bliskowschodnich łączą się nie tylko „przez ulicę” ale sięgają daleko: do kulinarnej tradycji Maghrebu i do europejskich, polskich produktów jak dynia, seler czy inne warzywa korzenne.

Florentin ma ogromny potencjał. Choć kuchnia się jeszcze dociera widać wielki talent Wita Szychowskiego i co ważniejsze przy takim przedsięwzięciu tworzącego się ducha zespołu. Florentin trzymam za Ciebie kciuki!

 

 

 

 

 

 

Florentin
Szef Wit Szychowski
Smolna 40,Warszawa
facebook: https://www.facebook.com/FlorentinWarszawa/
telefon: 22 127 34 21
godziny otwarcia:
pon-sob: 12:00-23:00
niedz: 12:00- 22:00
Casual FoodSnob , ,

Ćma by Mateusz Gessler – pit stop nie tylko podczas nocnych eskapad.

Ćma by Mateusz Gessler – pit stop nie tylko podczas nocnych eskapad.

Ćma by Mateusz Gessler

Święta już dawno za nami. Szał firmowych śledzików też, więc w restauracjach mnóstwo wolnych stolików.  Nawet zatłoczona zwykle Hala Koszyki zaczyna świecić pustkami. Łatwo znaleść miejsca w środkowej, ogólnodostępnej części i nie trzeba rezerwować stolików nawet w tych najbardziej popularnych restauracjach jak opisywany kilka tygodni temu Port Royal.

 

Ćma by Mateusz Gessler – najładniejsza restauracja Hali Koszyki

 

Nie trzeba też rezerwować stolików w Ćmie Mateusza Gesslera, najmłodszej bo otwartej dopiero 1 grudnia restauracji w Hali Koszyki. Nie trzeba choć warto, bo klasycznych stolików tu niewiele a popularność tego „celebryckiego” miejsca jest ogromna.  Na szczęście Mateusz Gessler we współpracy z architektkami Magdą Kryńską i Zuzanną Bujacz – Jaworską oraz z artystami z kolektywu MONSTFUR i Tomaszem Górnickim, stworzył lokal nie tylko piękny ale i niezwykle funkcjonalny. Długi blat baru/bufetu okalającego otwartą kuchnię świetnie współgra z „przekąskowym” menu Ćmy. Nie dość tego! Restauracja doskonale wpisuje się w mój wymarzony „barowy” klimat Hali i tworzy cudowną atmosferę ulicznego bistro. Uwielbiam siedzieć przy barze Ćmy od strony wejścia wsłuchując się w gwar „wydawki”. Lubię posiedzieć po drugiej strony i pogadać z kelnerami, krzątającymi się przy naczyniach. Fajnym i już zdecydowanie bardziej kameralnym miejscem są stoliki pod ogromną ćmą zdobiącą, niczym herb jedną ze ścian restauracji.

.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler

.

Lubię też większość z przekąsek podawanych na różnokolorowych talerzach, choć uprzedzam z góry smakoszy, że Ćma by Mateusz Gessler to nie miejsce, gdzie można znaleźć jakieś niespotykanie wybitne smaki czy wyrafinowane dania. Za to sporo tu dobrych produktów i bardzo porządnych prostych danek często z regionalnym rodowodem. Oczywiście w jednostronicowym menu (stanowiącym podkładkę pod talerze) zdarzają się też prawdziwe perły.

 

Ćma by Mateusz Gessler i jej talerzyki.

 

Uwielbiam studiować wszelkie „manifesty” i „deklaracje ideowe” restauratorów. Czasem rzeczywistość kompletnie rozmija się z planami i marzeniami, czasem odpowiada im idealnie. Tak właśnie jest w restauracji  ĆMA by Mateusz Gessler,  której twórca w swoim credo na Facebooku pisze:

„Najlepsze i najświeższe towary, potrawy przygotowywane … na miejscu …  to filary … filozofii, nowoczesnej, miejskiej kuchni, która łączy tradycyjne rozwiązania z coraz szybszym tętnem rytmu ulicy.”

Taka właśnie jest ĆMA:  miejska, szybka i nowoczesna ale trzymająca poziom produktu i odwołująca się do tradycji miejsca. W menu dominują przekąski czyli polskie tapas. To odwołanie do hiszpańskich tapas widać nawet w podziale menu, w którym różnokolorowe talerzyki (po hiszpańsku tapa) dzielą małe danka w cztery różne cenowe grupy.

 

Ćma by Mateusz Gessler  w wersji ekonomicznej.

 

Najprostsze i najtańsze (10 zł) są talerzyki białe,  Wśród nich można znaleść bardzo interesujący w porze śniadania „gzik wielkopolski” czyli twaróg ze śmietaną wymieszany ze szczypiorkiem i rzodkiewką podawany z gorącym ziemniakiem. Są tu też arcyproste jajka zielononóżki z domowym majonezem, który szeroką wstęgą przykrywa cztery ułożone obok siebie połówki ugotowanego na twardo kurzego jajka.  Ja jednak penetrując tę część menu zdecydowanie najbardziej rozsmakowałem się w  domowym salcesonie ozorkowym i tymbalikach z perliczki.

Salceson ozorkowy jest dla mnie niczym waleriana dla kota. Uwielbiam go w każdym wydaniu (włoski, polski, niemiecki) byleby spełniał kilka trywialnych kryteriów: był bez konserwantów, nie za twardy i …smaczny. Tutejszy salceson spełnia dwa spośród nich. Jest domowy i smaczny ale mógłby być nieco mniej twardy. Odrobinę przeszkadza mi również zbyt mocno ścięta galareta, która pogłębia wrażenie „twardości” Ale smak i zabawny sposób podania nieco to rekompensuje.  Grube, centymetrowe plastry salcesonu tworzą wraz z przeplatającymi go trójkącikami chleba i musem chrzanowym o kwaśnym posmaku zabawny stosik zwieńczony listkami botwinki.

 

 

ĆMA by Mateusz Gessler

ĆMA by Mateusz Gessler – talerzyki białe (10 zł) – Domowy Salceson Ozorkowy

 

 

Tymbaliki w dawnych, gorszych nie tylko dla gastronomii czasach zwane były galaretką i robione były z kurczaka z dodatkiem jajka, marchewki i obowiązkowo zielonego groszku. Tymbaliki w Ćmie są nieco bardziej wyrafinowane. Kurczaka zastąpiła również hodowlana ale o niebo szlachetniejsza perliczka, jajko kurze musiało ustąpić jaju przepiórczemu. Delikatne mięso, jajko i kawałek papryki spaja, niezwykle tym razem delikatna, galaretka a kropki pikantnego musu z odrobiną chrzanu japońskiego podbijają smak. Całość stanowi zgrabne, smaczne i szybko podane maleństwo. W sam raz pod kieliszek… czegoś stosownego do takiej przekąski.

 

 

Ćma by Mateusz Gessler

ĆMA by Mateusz Gessler – talerzyki białe (10 zł) – Tymbaliki z perliczki

 

.

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki zielone za 15 zł)

.

 

Polska kuchnia przekąskowa kiedyś galaretą stała. O galaretce z kurczakiem już wspomniałem, schab po warszawsku (czyli też w galarecie) to danie pewnie warszawskie z nazwy ale za to mocno popularne w czasach gastro-PRL-u (i wciąż na stole mojej Drogiej Teściowej).  W Ćmie można zmierzyć się z galaretą na dwa inne sposoby. Po pierwsze możemy spotkać się z klasycznymi nóżkami  w galarecie, tu w wydaniu top bo z cielęciny.  Podane z dzbanuszkiem octu i chrzanem mogą zadowolić każdego amatora tradycyjnej polskiej przekąski. Nie żebym miał za nie umierać, ale też nie ma powodów do wstydu: właściwa konsystencja galarety, naprawdę smaczne strzępki cielęciny. Da się również zjeść  w galaretce z consomme. Ten rodzaj jak to mawiano dawniej „galantyny”  spoczywającej na „podstawce” z ciasta, kryje w sobie dość miękkie choć mało aromatyczne mięso. Ostry dressing i chipsy z topinambura dopełniają całości.

 

 

ĆMA by Mateusz Gessler

ĆMA by Mateusz Gessler – talerzyki niebieskie (20 zł) – Nóżki cielęce z octem i chrzanem.

 

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki zielone (15 zł): Wołowina w galaretce z consomme

.

Bez żelatyny nie byłoby również ryby faszerowanej. W Ćmie w okresie świątecznym dane mi było spróbować całkiem niezłego, luzowanego karpia po żydowsku, z właściwą dozą słodyczy pochodzących między innymi z rodzynek wtulonych w farsz.  To również mocny punkt Ćmy.

.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler: talerzyki zielone (15 zł) – Karp po żydowsku

.

Spośród „zielonych” talerzyków na gorąco trudno mi zdecydować się na wybór najlepszego. „Nasza biała z emulsją chrzanową” uwodziła i jakością kiełbasy i smakiem sosu chrzanowego, w którym była podgrzana. Za to „Bagietka z tukiem” (och jak ładnie nazywają na Wielkopolsce szpik kostny!) wzbudzała większą ciekawość tym rzadkim w Polskich restauracjach specjałem (W Warszawie na pewno można zjeść pyszny szpik w ED RED). Szpik choć tłusty … jak szpik i znacznie mniejszy chyba jednak wygrywa z „Białą”. Ale to osąd miłośnika „piątej ćwiartki”.

.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki zielone (15 zł): Nasza biała z emulsją chrzanową”

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki zielone (15 zł) – Bagietka z tukiem.

.

Półka wyżej czyli co Ćma ma niebieskich talerzykach?  (20 zł)

.

Dwadzieścia złotych za danie przekąskowe to ciagle w Warszawie nie najwyższa półka. W Ćmie za te pieniądze da się zjeść parę przyjemnych „danek”. Pomijam świąteczną „Rybę po grecku” niezłą ale nie wyróżniającą się niczym szczególnym. „Rozbef po angielsku z wołowiny z musem chrzanowym” bronił się i kolorem i miękkością mięsa ale po ekscesach z chrzanem i emulsją chrzanową przy poprzednich daniach  trochę trącił nudą.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki niebieskie (20 zł): Ryba po grecku.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki niebieskie (20 zł) – Rozbef po angielsku z wołowiny z musem chrzanowym.

.

Za to Vol au vent z grasicą wspięło się na wyżyny. Do wcześniej wypieczonych foremek z ciasta francuskiego włożono znakomity farsz i zapieczono. Na farsz składała się chrupka z wierzchu i miękka w środku grasica wcześniej wrzucona na mocno nagrzaną patelnię (wiadomo dlaczego), a potem, po zamknięciu porów flambirowana koniakiem. Po dodaniu sporej ilości śmietany (no dietetyczne danie, to to nie jest), soli i odrobiny cynamonu całość zredukowano. Jadłem raz, wrócę jeszcze wiele razy na to danie i to nie koniecznie w trakcie nocnych eskapad.

.

.

Ćma by Mateusz Gessler - talerzyki niebieskie

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki niebieskie (20 zł) – Vol au vent z grasicą.

.

Trochę mizerniej ale też nieźle wypadła „Kaszanka Grzegorza Ryszkiewicza z jabłkiem”. Konstrukcja przekąska nieco dziwiła: na podpieczonym jabłku, spoczywała bagietkowa grzanka a na niej solidny plaster gorącej kaszanki. Ja nie narzekałem, bo jabłka do kaszanki nie lubię (nie tylko zresztą do kaszanki) więc mogłem je łatwo pominąć. Za to karmelizowana cebula i młody tymianek były i fizycznie i smakowo na właściwym miejscu.

.

.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki niebieskie (20 zł) – Kaszanka Grzegorza Ryszkiewicza z jabłkiem.

.

..

Czerwone talerzyki „na bogato” (25 zł)

 

 

Spośród pięciu- sześciu danek z tej części menu podczas moich kolejnych wizyt  pogardziłem nazbyt oczywistymi „Naszymi długodojrzewającymi wędlinami” i langustą opisywaną czasami jako „Ogon z langusty z emulsją śmietanową”. O tej ostatniej mówi się w celebryckiej Warszawce, że jest za sucha. 🙁 Spróbowałem za to trzech innych reprezentantów „czerwonych talerzyków” zaczynając od podanego z ziemniakami „bigosu myśliwskiego z ziemniakami”. Zachwalany przez samego właściciela okazał się naprawdę dobry choć do wybitności (a tym może pochwalić się tylko bigos domowy babć i mam każdego z nas) trochę brakowało.

 

.

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki czerwone (25 zł) – Bigos Myśliwski z dziczyzną.

 

 

Za to każdy miłośnik węgorza może być zachwycony jego wersją wędzoną dymem z jabłoni na zimno z truflami w domowym cieście. Węgorz podany z sosem tatarskim to kolejne danie na które chętnie wrócę do Ćmy. Wbrew obawom danie nie jest tak tłuste jakby się mogło wydawać po lekturze menu.

 

 

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki czerwone (25 zł) – Węgorz wędzony dymem z jabłoni na zimno w domowym cieście.

 

 

W restauracji prowadzonej przez Polaka i Francuza w jednej osobie nie może zabraknąć Foie Gras. Tutejsze jest niezłe, choć słabsze niż to podawane w pobliskich Kieliszkach na Hożej.  W Kieliszkach nazywa się „Foie Gras po królewsku” za to w Ćmie, starają się je podać „po królewsku” co powoduje, że talerz wygląda wręcz jak nie z tego miejsca i nie z tej epoki.

 

Ćma by Mateusz Gessler.

Ćma by Mateusz Gessler – talerzyki czerwone (25 zł) – Foie Gras z truflą i karmelizowana figą.

 

 

Ćma by Mateusz Gessler – co poza talerzykami?

 

 

Ze skruchą wyznaję, że jak dotąd nie tknąłem w Ćmie żadnego dania z pieca czy z grilla.  Ani Pieczeń ze świni złotnickiej” (35 zł) ani „Kaczka duszona w grzybach” nie trafiły na mój talerz.  Raz nie wywołały we mnie entuzjazmu nazwami ,  przy kolejnych okazjach nie trafiały na dość duży głód!  Nie skusiłem się też na „Stek z grilla’ (68 zł) i „Rybę dnia z grilla” (68 zł). Tu obiecuję poprawę, bo „Tuńczyk z Malediwów” wzbudził moją ciekawość poznawczą. Za to uznawszy, że nocna pora to czas na pokrzepiającą zupę przetestowałem dwie z kilku zmieniających się rotacyjnie pozycji w tej części menu.

Przedświąteczny „Barszcz z kulebiakiem” (18 zł) był co najwyżej poprawny, choć barszcz był na zakwasie a kulebiak miał tyle farszu ile lubię. Za to „Flaki po Warszawsku z pulpetami” (18 zł) okazały się naprawdę wyborne: aromatyczne, doskonale doprawione z wkładką w postaci szpikowych pulpetów, rozpływających się w wywarze podczas podgrzewania w piecu. To naprawdę bardzo warszawska zupa i niezwykle stosowna w miejscu czynnym 24 godziny na dobę.

 

 

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – Barszcz z kulebiakiem (18 zł)

Ćma by Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler – Flaki po warszawskiu (18 zł)

 

 

Na koniec z bólem i żalem muszę ostrzec przed tutejszym tatarem. Ten żelazny, jak mi się wydawało punkt działu „Zawsze w karcie” rozczarował sposobem potraktowania mięsa i jego doprawienia. Zmasakrowane maszynką, mdłe i nijakie odbiegało od standardów jakie narzucam tej przecież banalnej do przygotowania przekąsce. Tym bardziej, że wzorców dobrego tatara nie mało od choćby ten siekany grubo na modłę francuską w pobliskim Bez Tytułu.

 

 

Ćmaby Mateusz Gessler

Ćma by Mateusz Gessler: Befsztyk tatarski (36 zł)

 

 

Resume czyli dlaczego będę dalej latał z Ćmą?

 

Estetycznie i „atmosferycznie” w punkt. Bez wątpienia jest to najładniejsza ze wszystkich dotąd otwartych restauracji w Hali Koszyki. Piszę „dotąd”  bo ciągle czekamy na otwarcie kolejnej restauracji Gesslera – Warszawskiego Snu, zapowiedzianego na luty 2017.

„Funkcjonalnie” lepiej niż dobrze. Sprawdzony ale i dopracowany po doświadczeniach Warszawy Wschodniej (również 24/7) koncept w fantastycznym miejscu. Nie ma  drugiego miejsca czynnego 24 godziny przez 7 dni w tygodniu na tym poziomie, wliczając w to pierwowzór Mateusza Gesslera czyli jego Warszawą Wschodnią. Już dziś można powiedzieć, że jest i będzie to bez wątpienia hit i miejsce pielgrzymek rozrywkowych Warszawiaków.

Gastronomicznie? Jeśli rozumie się funkcję tego miejsca i jego koncepcję to trzeba uznać realizację za udaną. Oczywiście jeśli traficie na koniec zmiany, kiedy personel z serwisu i kuchni pada na twarz moga zdarzyć się różne przygody i podczas obsługi (oj jak na bistro to czasem się czeka) i na talerzu. Jest jednak kilka perełek w menu, na które warto wpadać celowo i świadomie a nie tylko w ramach szukania przystani podczas nocnych rejsów. Dlatego ja będę używał Ćmy i przy jednej i przy drugiej okazji, licząc że dane mi będzie spotkać na wydawce samego Szefa. Bo to jednak najlepsza gwarancja jakości tego co trafi na talerz.

 

IMG_0381

 

Ćma by Mateusz Gessler
Szef: Mateusz Gessler
Hala Koszyki, Koszykowa 63, Warszawa
facebook: https://www.facebook.com/CmabyMateuszGessler
czynne: całą dobę, siedem dni w tygodniu

 

 

 

 

 

 

 

Casual FoodSnob, Street FoodSnob , , ,

Kieliszki na Hożej – czy można przebić dobry pierwowzór?

Kieliszki na Hożej – czy można przebić dobry pierwowzór?

Kieliszki na Hożej to młodsza i mniejsza siostra istniejącej już od prawie półtora roku restauracji Kieliszki na Próżnej. Ale w tym wypadku „młodsza i mniejsza”, nie oznacza wcale, „słabsza i gorsza”. Wręcz przeciwnie! Wydaje się to już niemal pewne, że w rodzinie restauracji znanego warszawskiego restauratora Daniela Pawełka pojawiła się nowa gwiazda, której blask dorówna sławie Butchery&Wine, Brasserie, Rozbrat 20 czy wreszcie wzmiankowanych Kieliszków na Próżnej.

Choć te ostatnie parę dni temu zostały uhonorowane tytułem „Knajpa roku 2016” Co jest Grane 24 to mimo wielkiej sympatii do Próżnej obawiam się, że poziomem kuchni, atmosferą i urodą wnętrza ustępują lokalowi na Hożej. Oczywiście oba miejsca mają wiele wspólnego. Łączą je ci sami właściciele: Daniel Pawełek, Beata Gawęda i Paweł Demianiuk. Wnętrza są dziełem tej samej projektantki – Bibiany Szyszko-Stein. I wreszcie łączy je  tak samo bogaty wybór win – właściwie w 100% dostępnych na kieliszki. Różnią się tak naprawdę tylko jednym – osobą Szefa Kuchni.

.

Kieliszki na Hożej- podobne ale inne!

 

Choć Szefowie obu restauracji mają zupełnie inne doświadczenia zawodowe, wspólnota „konceptu” obu miejsc generuje spore podobieństwo w budowie ich menu. Dominują w nim małe talerzyki i przystawki choć Kieliszki na Hożej w odróżnieniu od Próżnej wystartowały z nieco mocniejszym zestawem dań głównych. W obu kartach znajdziemy zaledwie trzy przekąski, które bywalcy Próżnej kochają i cenią. Mowa oczywiście o „talerzykach” – Marynowanych warzywach (8zł) , słynnej „Konserwie wieprzowej domowej roboty” (10 zł) i o słynnej przystawce z Próżnej, jaką jest klasyczny „Tatar wołowy z majonezem chrzanowym” (32 zł).

Ale na tym koniec kulinarnych podobieństw. Reszta dań to autorska kuchnia Szefa Dawida Balany, osoby młodej ale niezwykłej i to nie tylko przez unikalną drogę zawodową jaką przeszedł. Jako jedyny w Polsce absolwent prestiżowej l’Ecole de Cuisine Alaina Ducasse’a (ukończonej z pierwszym po trzech latach wyróżnieniem) prezentuje kuchnię z mocnym wpływem francuskiego a szczególnie Ducasse’owego zamiłowania do sosów, w których nie stroni od wroga wszystkich dietetyków świata czyli masła. Z kolei z Norwegii w której pracował po ukończonej z wyróżnieniem szkole przywiózł głębokie znawstwo pracy z rybami i odrobinę skandynawskiego ascetyzmu. Z obu tych miejsc czerpie też przywiązanie do jakości produktu i ich wszechstronnego wykorzystania. Szefując wcześniej w warszawskiej restauracji „Nowa Próżna” pokazał że nie ucieka od doświadczeń kuchni polskiej. To wszystko nakłada się na dość niezwykłą i energetyczną osobowość i sprawia, że w daniach autorstwa Balany jest niezwykły splot prostoty i wyrafinowania, kuchni gorącej i chłodnej zarazem.

.

Kieliszki na Hożej. Rzeczy małe, smaki wielki.

.

Zacznijcie choćby od takiego „Przysmaku Szefa” (9 zł). Prościutkie a jakże złożone w smaku maleństwo. Zwykła „maczanka do chlebka” na bazie wszystkiego tego co zostaje na blasze po pieczeniu, smażeniu drobiu i tego domowego i dzikiego użytego do sporządzenia innych dań. Sos z domowym chlebem, wypieczonym w bratniej piekarni Rozbrat 20 staje się źródłem rozkoszy podniebienia i wielkim zwiastunem delicji, kryjących się w reszcie karty.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej: Przysmak Szefa

A jest co zwiastować! Nawet wśród prościutkich „talerzyków” można znaleźć wybitne smaki. Na przykład taki „Jeleń podsuszany w soli i jałowcu” (12 zł). Niby nic! Plasterki jeleniego mięsa marynowane przez 4 godziny w pieprzu, soli i jałowcu a następnie trzymane 24 godziny w temperaturze 4 stopni. Do tego lekkie chipsy z topinambura i świeżo skrojona pieczarka. I co? Tak jak w przypadku „Przysmaku Szefa” nie sposób się oderwać od starannego „skarpetowania” miseczki, tu masz ochotę na wyłowienie z talerza palcami każdej drobiny pysznego danka.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Jeleń podsuszany w soli i jałowcu.

.

Kieliszki na Hożej – przystawki po polsku i nie tylko.

 

.W przystawkach Szefa Dawida Balany również trudno znaleźć słabe punkty. Po niektóre sięgałem kilka razy nie dlatego, że nie byłem pewny swoich pierwotnych ocen ale dlatego, że nie mogłem się oprzeć przy kolejnych wizytach. Cześć z nich bazuje na mocno polskich smakach, inne sięgają do doświadczeń francuskich i skandynawskich Szefa. Weźmy taką „Cebulę faszerowaną wieprzowiną, kaszą gryczaną i grzybami” (15 zł). Nie brzmi sexy? Nie dajcie się zwieść! Wydrążona podpieczona cebula nadziewana łopatką wieprzową, boczkiem z mangalicy confit i kaszą nie jest wcale za ciężka a nawet jeśli trochę to jej smak rozgrzeszy Was za tę rozpustę! Podana z konfiturą z cebuli, krążkami chrupiącej cebuli na wierzchu i popcornem z kaszy spoczywa na wywarze cebulowo-grzybowym pokazując, co wytrawna ręka Szefa może zrobić z kilku prostych, polskich produktów.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Cebula faszerowana wieprzowiną, kaszą gryczaną i grzybami.

Arcypolska i arcysmaczna jest też „Kiszka ziemniaczana” (26 zł), która ujawnia, że nawet tak proste danie kuchni podlaskiej można wprowadzić na wyżyny wyrafinowanego smaku. Chrupka skórka, uwodzicielski aksamit wnętrza odrobina kapusty. Nic więcej.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Kiszka ziemniaczana.

Polskiego rodowodu nie może się też wyprzeć „Kartoflanka z czarną truflą” I to mimo, że trufli w Polsce i w polskiej kuchni co kot napłakał. Kartoflanka jest dość gęsta, jesienna z porem i warzywami pokrojonymi na małe szczapki julienne. Umami ze świeżej czarnej trufli podkręca smak, do którego dokłada się jeszcze świeża pietruszka i oliwa pietruszkowa. Jako miłośnik ciepłych pór roku, jedząc tę zupę mogę zgodzić się na to, by jesień i zima trwały tyle ile trwają! Trudno, byle by talerz był pełen.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Kartoflanka z czarną truflą.

 .

Kieliszki na Hożej – przystawkowe petardy z francuską duszą.

 

Francja by Dawid Balana w menu Kieliszków atakuje najpierw „Kaczym skrzydłem z podrobami” (19 zł). Co, znowu słabo brzmi? Nie francusko? Nie dajcie się zwieść. Skonfitowane skrzydło ze starannie obraną kostką spoczywa obok ziemniaczanego, chrupiącego krokieta faszerowanego mięsem confit ze skrzydła i przecudnie esencjonalnymi podrobami. Podany do nich sos (rodzaj jus – Bonjour Monsieur Ducasse) to redukcja kacza z pomarańczą. Całość wykończona jest cząstkami cytrusa i piment de espelette. Ta ostatnia to jedyna francuska przyprawa posiadająca niczym wino swoją apelację AOC. Ta mała papryczka jest lokalną odmianą chili uprawianą w baskijskiej gminie Espellete w Pirenejach Atlantyckich.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Kacze skrzydło z podrobami.

Inspirację Francją i Ducassem odnalazłem tez w doskonałym „Pasztecie w cieście” (42 zł) zbudowanym na bazie trzech różnych rodzajów ptactwa (w tym pulardy) oraz w naprawdę niezłym „Foie Gras po królewsku” (29 zł). No dobrze, przyznam się, że na tę ostatnią przystawkę nieco kręciłem nosem po pierwszym kontakcie.  Jednak widząc smutek na twarzy Szefa pytającego o opinię wróciłem do niej przy drugiej lub trzeciej wizycie, całkowicie zmieniając zdanie. Foie Gras jest podane w formie parfait, opatulonego tym cudownym, niezdrowym ale jakże pysznym żółtym tłuszczykiem. Do wątróbkowego musu podane są świeże, lekko kwaskowe figi i wyraźniej słodki dżem figowy z odrobiną pachnotki (oxalisu) na wierzchu. Ten mix sprawia, że foie gras jest skontrowane niezwykle subtelnie bez dominacji żadnego ze smaków dodatków. Nie jest za słodko, nie jest za kwaśno – jest owocowo i w punkt!

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Foie Gras po królewsku (porcja degustacyjna)

 .

Śledź śledziowi nierówny!

 

Pracując w Norwegii z kilkunastoma rodzajami śledzia Dawid Balana jak mało kto zna się na tej rybie. Jak twierdzi przygotowując nowe menu a w nim „Śledzia marynowanego” (23 zł) przetestował wielu dostawców w poszukiwaniu produktu idealnego. Jego wysokim wymaganiom sprostał śledź z Morza Północnego, mrożony/glazurowany lodem na statku bezpośrednio po złowieniu. Zamarynowany, z lekko korzenną nutą podawany jest z połówkami ziemniaków, które wchłonęły odrobinę marynaty oraz z macą-chrupkiem z mąki żytniej. Kilka listków koperku wieńczy dzieło. Wierzcie mi, ten śledź nie musi się wstydzić swojego plebejskiego pochodzenia.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Śledź marynowany

.

Kieliszki na Hożej „na główne”

 

Prawie od samego początku dania główne w krótkiej karcie Kieliszków na Hożej reprezentowane były przez cztery kompozycje. Dwa dania rybne, jedno wegetariańskie i jedno przygotowane z myślą o mięsożercach. Te pierwsze dość często się zmieniają, bo jeśli Szef podaje rybę to w 100 % musi być najwyższej jakości i odpowiadać najwyższym standardom świeżości. Sztandarowym daniem rybnym jest „Troć wędrowna z sosem maślanym, kalafiorem i oliwą pietruszkową” (59 zł).

Idealnie wysmażony filet z lekko przyrumienioną skórą pod widelcem rozpada się na cząstki zachowując w nich soczystość i sprężystość. Kalafior niemal tylko zblanszowany, rozkosznie chrupiący spoczywa w bogatym smakowo, maślanym sosie. Prawdziwa uczta dla rybnego hedonisty! Ale i „Gotowany morszczuk z boczniakami i szpinakiem” (62 zł) potrafi zawrócić w głowie. Ryba niezwykłej delikatności wprost rozpływa się w ustach, zaś smażone płatki boczniaków przyjemnie chrupią. Dodatek szpinaku i szczypioru dodaje całości charakteru a podany do dania sos to esencja na wywarze z morszczukowych głów.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej – Gotowany morszczuk z boczniakami i szpinakiem.

Przy tym rybnym zawrocie głowy „Sezonowe warzywa smażone na patelni” (39 zł) i „Kurczak wielski z ziemniakami, czarną truflą i pak choi” (59 zł) zdecydowanie przegrywały przy każdym zamówieniu. Wszystkich wegetarian przepraszam i proszę o kredyt zaufania dla Kieliszków na Hożej. Z kolei mięsożerców odsyłam do recenzji Magdy Grzebyk z „Krytyki kulinarnej”, której kurczak nad wyraz przypadł do gustu.

.

Kieliszki deserowe.

 

Jak wiadomo z treści moich postów nie należę do fanów deserów. Dlatego z łatwością przeszedłem do porządku dziennego nad faktem, że w karcie restauracji Kieliszki na Hożej znaleźć można zaledwie dwa desery. Nie uroniłem również łzy nad tym, że pierwszy z nich: „Babka cytrynowa z herbatą i pigwą” (19 zł) nie uwiódł i nie potrafił zmienić moich upodobań.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej. Babka cytrynowa z herbatą i pigwą.

Więcej szans miała „Galaretka z buraka z florentynką” (19 zł).  Ciekawa bo zgodnie z trendem obserwowanym w różnych nowo otwartych restauracjach zbudowana na bazie warzywa a co za tym idzie bardziej wytrawna niż typowy deser. Na galaretce zrobionej na bazie barszczyku spoczywał creme fraiche zmieszany z bitą śmietaną, posypany proszkiem z buraka. Całość wykończona była krążkami skarmelizowanego żółtego buraka i kawałkami klasycznej migdałowo-karmelowej florentynki. Cóż, może Was desery Kieliszków zachwyca bardziej.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej. Galaretka z buraka z florentynką.

 .

Kieliszki na lunch

 

Choć swoich kilka wizyt w Kieliszkach poświęciłem na rozpoznanie bojem karty głównej, nie sposób pominąć tutejszej ciekawej oferty lunchowej. Podobnie jak w Kieliszkach na Próżnej lunch menu jest „ujawniane” z góry na cały tydzień. I tu i tam zamawiając zestaw za 35 zł nabywamy prawo do wyboru 1 talerzyka, 1 przystawki oraz dania głównego przypisanego do danego dnia. To na ogół zupełnie inne ale równie ciekawe kompozycje. Szkoda, że nie zajawiane regularnie na Facebookowym profilu restauracji, na którym brakuje również aktualnej karty na dany tydzień. Panie Pawle, Panie Dawidzie może jednak dałoby się to zmienić?

 >

Kiedy i z kim tu wpadać?

 

Kieliszki na Hożej to miejsce zdecydowanie kameralne. Przy stolikach i barze może usiąść nie więcej niż 30 osób. Dlatego bezwzględnie planując spędzenie tu wieczoru należy dokonać wcześniejszej rezerwacji. Sala podstawowa to piękne, klimatyczne miejsce na randkę z żoną i nie tylko 😉 lub na spotkanie w kameralnym gronie. Z kolei na półpiętrze naprzeciwko maleńkiej kuchni i „wydawki” można ciekawie i rozrywkowo spędzić wieczór przy nieco większym kilkuosobowym „ chef’s table”. Siedząc tu możecie liczyć na osobisty serwis i wyjaśnienia Szefa Dawida Balany.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej

I tu i tam o Wasze podniebienia zadba Paweł Demianiuk, dobierając wina do potraw i Waszych gustów spośród setek butelek spoczywających na regałach i w wielkiej metalowej „wannie” wypełnionej do połowy lodem.

Kieliszki na Hożej

Kieliszki na Hożej

Nad barem, przy którym również można jadać, podobnie jak na Próżniej wisi prostokątna piramida kieliszków stanowiąca kolejny łącznik między bratnimi restauracjami. No a jeśli mowa o braterskiej rywalizacji?

Nie ukrywam, że w pojedynku „Kieliszków” Hoża jest moim faworytem. Zanim jednak dojdzie do oficjalnego pojedynku między Szefami, albo choćby do kolacji na „cztery ręce” (na co bym bardzo namawiał Właścicieli) dla recenzenckiej uczciwości przed wydaniem ostatecznego wyroku wpadnę jeszcze kilka razy na Próżną. O czym, oczywiście nie omieszkam donieść wszystkim FoodSnobowym czytelnikom.

 

Casual FoodSnob , , , , ,
Go Top