Ceviche Bar

Są takie miejsca, w których jesteś pierwszy raz, próbujesz niespełna połowy dań z karty ale mimo to czujesz, że wiesz już o tej kuchni wszystko. I musisz, po prostu musisz pokazać światu swoją euforię po tym spotkaniu. Takim miejscem jest Ceviche Bar Martina Gimeneza Castro.  Chefa znanego przede wszystkim z  Restauracji Salto, wcześniej z Hoża by Mondovino i oczywiście z pierwszej edycji TopChefa.Lokal mieszczący się przy „restauracyjnym patio” budynku Cosmopolitan mimo, że gdy dotarłem tu po raz pierwszy od otwarcia minęło zaledwie pięć dni zastałem wypełniony do ostatniego stolika. Przez to, albo raczej dzięki temu zająłem miejsce przy barze, mając przyjemność obserwowania jak sam „El Jefe” Castro, od kilku dni ogarniający dwa miejsca na raz przygotowuje zamówione delicje.

 

 

Ceviche Bar nie tylko rybą stoi…

 

 

Ceviche Bar

Ceviche Bar

 

 

Na rozgrzewkę wybrałem dwa różne empanadas, figurujące w krótkiej karcie, w mini rozdziale „especiales de la casa”. Oba argentyńskie pierożki były siebie warte. Oba tak samo rozkoszne, choć jeden krył w zapieczonym cieście farsz z mięsa wołowego, a drugi łechtał kubki smakowe rozkosznym kukurydziano – serowym nadzieniem.

Ceviche Bar

Ceviche Bar; Empanadas

 

 

 

 

 

Gorące smaki ryb „gotowanych na zimno”

 

 

 

Potem przyszła kolej na tytułowego bohatera czyli ceviche w różnych odsłonach. Różnych nie tylko ze względu na rodzaje używanych ryb i owoców morza ale i na sposób ich marynowania. I tu dochodzimy do sedna! Ceviche to zasadniczo kawałki ryb marynowane w sosie z limonki, cebuli , chili i różnych dodatków. Ale to danie rodem z Peru (tam a dokładnie w Cusco przed kilku laty miałem przyjemność pierwszego, bliskiego i niezapomnianego spotkania z ceviche) może być przyrządzane na dwa sposoby.

Klasycznie – po „staro” peruwiańsku, gdzie ryba przez kilka godzin „gotuje się na zimno” jak pięknie nazwał marynowanie Pan Barman i na sposób nowoczesny, będący de facto mixem doświadczeń peruwiańskich i japońskich, gdzie ryba trafia do marynaty tuż przed podaniem. Tak też, jak mogłem zaobserwować z swojej loży przy barze, przygotowuje je Mistrz Castro.

Kawałki ryb, wcześniej sprawionych i wyfiletowanych lądują w różnych miksturach.I tak: okoń morski tu zwany cudnie „robalo” marynuje się w chilli, czerwonej cebuli, kolendrze i sezamie. Ten ostatni nadaje półsurowej rybie charakterystyczny smaczek. Arcypyszny tuńczyk, pławi się w chilli i limonce ale z dodatkiem palonej kolendry co fajnie urozmaica  znany smak tej ryby. Corvina (kolejne odkrycie – po polsku po prostu „ryba orzeł”!!!) jest oryginalna nie tylko ze względu na główny składnik, ale i przez dodatki : togarashi, złożoną z siedmiu składników, japońską mieszankę przypraw, yuzu-czyli skórkę niewielkiego cytrusa z japonii i tajską bazylię, zdradzające jednoznacznie wpływy kuchni wschodniej Azji.

Ceviche Bar

Ceviche Bar – Robalo

2015-10-08-20-15-31

Ceviche Bar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.

.

Leche de tigre – must try!

 

.

Pośród zamówionych ceviche zabrakło tych marynowanych z udziałem leche de tigre czyli mleka tygrysiego. Szot tej marynaty można zamówić jako oddzielne danie, co oczywiście natychmiast zrobiłem. Leche de tigra nie tylko służy do marynowania ryby ale jest też w Peru bardzo często podawane jako samodzielne danie, popularne szczególnie wśród osób cierpiących z powodu kaca.

2015-10-08-20-17-27

Ceviche Bar: Leche de tigre

Sposobów jego przyrządzania jest pewnie tyle ilu jest południowoamerykańskich chefów na świecie. Ten z Ceviche Baru poznałem dzięki życzliwej „duszy” z lokalnej obsługi. Resztki ryb z filetowania, zostawia się na kilkanaście godzin w naczyniu z sokiem z kwaśnych cytrusów, cebulą i chilli (i pewnie masą innych tajnych ingredientów). Po mniej więcej dwóch dniach odcedza i podaje w formie żółtawego napoju lub dodaje się do marynowanej krewetki, dorady, łososia. Spróbujcie!!! Ale zostawcie też miejsce na „tiraditos” czyli peruwiańskie dania również z surowej ryby lub owoców morza ale podawane w ostrym sosie. Z wyglądu są podobne nieco do sashimi lub carpaccio. W karcie znajdziecie trzy tiraditos.  Spośród nich nam dane było spróbować „vieras” czyli nieco mdławych przegrzebków z dodatkiem czarnych oliwek, imbiru i glonów wakame. Rzuciliśmy się też na rozkosznego niczym najlepszy deser „atuna” – tuńczyka z czarną quinoa, sezamem i salsą chilli i słodkiego i ostrego zarazem.

2015-10-08-20-34-38

Ceviche Bar : traditos atuna

2015-10-08-20-15-13

Ceviche Bar: traditos vieras

Cóż powiedzieć więcej? Żal opuszczać takie miejsce. Żal, że w karcie drugie tyle dań nie tkniętych! Żal, tej scenografii, muzyki i atmosfery z innych szerokości geograficznych! Wreszcie, żal, że przez konieczność prowadzenia samochodu nie dane mi było skosztować pisco sauer słynnego peruwiańskiego coktailu z surowym białkiem!

Ale nic to! Jeszcze nie raz tu zawitam, jeszcze niejedno tu zjem i … wypiję. Bo to naprawdę godne, casualowe miejsce dla FoodSnoba.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *