Ed Red w Warszawie. To hasło elektryzowało Warszawiaków od kilku miesięcy. Nic dziwnego, że nie czekając na koncesję na wino i „dotarcie się” personelu nowej restauracji pognałem do Hali Mirowskiej już w dniu otwarcia.  Tym bardziej, że minął rok od czasu gdy wspólnie z przyjaciółmi odwiedziłem królestwo Szefa Adama Chrząstowskiego w Krakowie. Pisząc recenzję z tamtej wizyty nie kryłem początkowego zaskoczenia, graniczącego wręcz z rozczarowaniem. Rozpuszczony autorską, fine diningową kuchnią Chrząstowskiego, który wcześniej szefował w krakowskiej Ancorze, spodziewałem się czegoś zupełnie innego.

Tym razem było inaczej. Po zeszłorocznych doświadczeniach szedłem do Red Eda oczekując znakomitego produktu: doskonale dojrzałej wołowiny i podrobowych delicji podanych prosto ale w zaskakujących kompozycjach smaków. I oczywiście nie zawiodłem się.

 

Ed Red w Warszawie – wnętrze z historią

 

img_0534

 

Wstyd przyznać ale Halę Mirowską i piętro szpecącej jej front przybudówki znam od czterdziestu lat (tak!). W czasach PRL-u był tam sklep z paskudnymi tekstyliami a u jego schyłku PEWEX, gdzie za dolary, lub ich bonowe ekwiwalenty można było nie tylko obejrzeć ale i spróbować rozlicznych delicji z lepszego świata.  Dziś z tych lat zostało zachowanych świadomie kilka detali wystroju. Żelazne schody prowadzące na piętro (kiedyś były to schody p-poż), seledynowa, olejna lamperia żywcem wyjęta z tamtych klimatów, PRL-owskie lampy na ścianie czy wreszcie kawałki oryginalnej, starej lastrikowej podłogi to tylko mała reprezentacja artefaktów tych zamierzchłych czasów. Po wejściu do szatni z numerkami, żywcem wyjętej ze scenografii filmów Barei, otwiera się widok na ogromną i długą salę, zamkniętą z jednej strony otwartą kuchnią a z drugiej drzwiami do dwóch VIP-roomów.

 

 

Ed Red – wnętrze z klimatem

 

 

Dzięki talentom architektów sala mimo wielkości nie przytłacza. Podzielona optycznie i fizycznie centralnym podwyższeniem ze stolikami, zachwyca różnorodnością miejsc do siedzenia i jedzenia. Oprócz miejsc na wspomnianym podwyższeniu, można usiąść pod oknami w wygodnych, tapicerowanych „lożach”. Tuż obok  mamy rząd  prostych drewnianych stolików, które dzięki kółkom i szynom w podłodze można konfigurować w stół dowolnej długości. Współczesna mozaika na ścianie przedstawiająca walkę bokserów to odwołanie do pojedynków pięściarskich, które jeszcze kilkanaście lat temu odbywały się w drugiej, bliźniaczej hali targowej. Wiele tu elementów nowoczesnych ale odwołujących się do przeszłości,  takich jak przepiękny neon ze sztandarowym hasłem Ed Reda –  „Nice to meat you”. Na każdym kroku, oko wyłapuje detale, świadczące o staranności w realizacji koncepcji: stary parkiet, pomiędzy płytami oryginalnej podłogi pochodzi z hali gimnastycznej jednej ze szkół, malownicze, surowe deski boazerii, dzięki różnym farbom i bejcom tworzą malowniczy szlak na jednej ze ścian.

 

 

img_0544

 

img_0567

 

img_0555-1

dsc00572

 

 

Całość ma klimat i jest niezwykle funkcjonalna.  Z powodzeniem można wyobrazić sobie w tym miejscu wielkie, grupowe biesiadowanie, rodzinne kolacje i randki we dwoje. Bar, ciągle jeszcze pusty daje obietnicę doskonałej zabawy przy wyśmienitym, ale kompletnie nie onieśmielającym jedzeniu.

 

Ed Red – wnętrze smaków

 

Podczas moich obu wizyt w Ed Redzie (tak, tak mimo, że otwarty od dwóch dni to zdążyłem) miałem wrażenie kulinarnego deja-vu. Warszawska karta jest kopią karty z Krakowa a ta co sprawdziłem na zdjęciach sprzed roku choć nieco się skróciła (i bardzo dobrze) to zachowała wszystkie najlepsze dania, którymi się wtedy raczyłem.

 

 

Ed red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Przystawki

 

 

Nie mogłem więc nie zacząć od jednego z najbardziej gorących wspomnień jakim były „podroby cielęce na 5 sposobów” (29 zł). Podane niczym hiszpańskie tapas na kromeczkach lub grzankach z różnego rodzaju pieczywa w warszawskim Ed Redzie smakowały mi jeszcze bardziej niż w Krakowie.  Czego tu nie ma!  Zrolowane cieniutkie plasterki ozorka, niedbale zarzucone rzodkiewkowymi patyczkami spoczywają na kromeczce ciemnego pieczywa okraszonej kleksem doskonałego majonezu chrzanowego. Miękkie (choć „to be fair” nieco za suche) policzki wołowe wieńczą kwadratową kromeczkę pumpernikla. Na kawałku przypieczonej bagietki wabią delikatnością krążki terriny ze sporymi kawałkami grasicy. Czerwonawe w środku kawałeczki wątróbki podane z dodatkiem gruszki leżą na poduszce z karmelizowanej z dodatkiem balsamico cebuli. Móżdżek podsmażony z dodatkiem jajka i drobinkami szczypiorku na toście z białego pieczywa uwodzi jedwabistością.

 

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Podroby cielęce na pięć sposobów.

 

 

Niezwykle efektownie prezentują się pieczone kości szpikowe (20 zł), produkt trudny, nieczęsto podawany w dzisiejszych czasach i niezwykle tłusty. Wydłubany pracowicie z kości szpik, dzięki sałatce-dipowi z pietruszki, kaparów, cytryny i orzechów nabiera niezwykłego smaku. Zabawa z wydobywaniem go z kości i układaniem wraz z odrobiną sałatki w zgrabne stosiki na trójkątnych zgrilowanych tostach w cenie.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Pieczone kości szpikowe z sałatką z pietruszki, kaparami, cytryną i orzechami.

 

 

Nowe smaki Ed Reda

 

Oczywiście w karcie było tez kilka nieznanych mi wcześniej pozycji. Prawdziwą przystawkową delicją okazała się głowizna z warchlaka z grzybami na sałatce z soczewicą (23 zł)  Przepiękny, antydietetyczny kawał tłustego prosiaka został zrolowany wokół farszu z grzybami, pokrojony w plastry i ułożony na czymś w rodzaju lekko musztardowego majonezu  z drobinkami soczewicy, szalotki i marchewki. Położone bezpośrednio na nim dwie osełki musztardowej i chrzanowej remulady podbijają smak i czynią z każdego kąska doskonałej tłustości wyborny specjał.

 

 

Ed Red w Warszawie/

Ed Red w Warszawie. Głowizna z warchlaka z grzybami na sałatce z soczewicą.

 

 

Z przystawek nie sposób nie wyróżnić jeszcze piersi kaczej  zamarynowanej w pieprzu (26 zł).  Podana jest w formie cieniutkich płatków ułożonych na pure kalafiorowym z nutką imbiru. Dodatki w postaci konfitury z czerwonej kapusty z balsamiko, kleksów kremu z selera, kalafiorowych pikli zamieniają z natury nieco mdławą kaczyne w rozkoszny bukiet smaków.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Płatki marynowanej w pieprzu piersi kaczej z warzywami.

 

 

Jeśli coś zawodzi to tatar z polędwicy wołowej (29 zł). Mięso jest bardzo zgrabnie posiekane i kryje w sobie sześcianiki  cebulki, ogórka i grzybków, całości brakuje jednak ostrości i wyrazistości. Mięso się oczywiście broni samo w sobie, ale to dla mnie w takim miejscu za mało. Żałuję tylko, że zamiast na tatara nie namówiłem mojego współtowarzysza degustacji na bycze jądra z sosem z wędzonej białej czekolady, którymi tak bardzo zachwycałem się w Krakowie.

 

 

dsc00579

 

 

 

Ed Red to stek.

 

Dwie pierwsze wizyty w warszawskim Ed Redzie nie mogły obyć się bez degustacji steków. Ed Red szczyci się wprowadzeniem na rynek steków ze specjalnie sezonowanej na sucho wołowiny. Tuż przy wejściu stoi ogromna, przypominająca podwójną lodówkę dojrzewalnia. Wołowina dojrzewa w niej standardowo przez 23 dni. Niektóre wyselekcjonowane elementy pozostają w warunkach kontrolowanej temperatury, wilgotności i … (jak sugeruje wyświetlacz) współczynnika ph znacznie dłużej bo aż 45 dni. Oczywiście znajduje to swoje odbicie w jakości i w cenie mięsa.

I tak za 100 gram steku New York z mięsa dojrzewającego standardowo płacimy 19,90 zł a ten sam New York z mięsa dojrzewającego 45 dni jest dostępny w cenie 29,90 zł za 100 gram. No cóż, sezonowanie na sucho oznacza nie tylko lepszy smak ale i  znaczące obniżenie zawartości wody i wagi  więc te różnice wydają się uzasadnione. Za 100 gramów standardowego Rib Eye’a zapłacimy 22,90 zł a sezonowany w wydłużonym czasie to koszt 32,90 zł. W cenie steków wliczony jest jeden z czterech sosów do wyboru. Za dodatki (puree, biała kasza, frytki) i warzywa tak jak to zwykle bywa trzeba dopłacić osobno.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red. Wołowina sezonowana na sucho.

 

 

Ed red – I’am guilty!

 

Steki serwowane są na desce a do ich krojenia podawany jest nieco ciężki, firmowy nóż. Ku mojemu zaskoczeniu, sztućce podawane są po lewej stronie talerza, co jak stwierdziła Pani kelnerka odróżnia Ed Reda od innych restauracji. Na szczęście nóż można trzymać w prawej dłoni więc z zapałem zabrałem się do degustowania steków.

Na pierwszy ogień poszedł 360 gramowy, sezonowany w standardowym czasie Rib Eye. Wysmażony zgodnie ze wskazaniem kawałek antrykotu z górnej części żeber, był miękki, a dzięki marmurkowi tłuszczu bardzo intensywny w smaku. Podane do niego masło Ed Red okazało się nieco zbyt intensywne w swoim ziołowym smaku, dlatego nie należy przesadzać z jego używaniem.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed red w Warszawie. New York.

 

 

 

Niestety zamówiony przeze mnie w wersji rare, niewielki (170 gramowy) rib eye był zdecydowanie przeciągnięty. Na talerzu miałem kawałek rostbefu w wersji pomiędzy medium rare i medium co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Jeszcze większym była informacja zwrotna z kuchni jaką przyniosła mi Pani Kelnerka, zapytawszy pod koniec jedzenia o moją opinię o mięsie. Otóż oprócz prośby, żeby następnym razem odsyłać przeciągnięte mięso do kuchni (za to chwała), usłyszałem, że cała afera wynika z faktu, że zamówiłem tak mały stek!  Jako podwójny winowajca, ze skruchą spuściłem głowę, solennie obiecałem poprawę i dodatkowo pochwaliłem wyborny smak mięsa (bo mimo wszystko było dobre) i doskonały sos demi-glace.

 

 

Ed red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. New York

 

 

No cóż, w tym miejscu wspomnieć trzeba, że jakość obsługi pozostawia bardzo wiele do życzenia. Wszystkie obsługujące mnie osoby były niezwykle miłe, ale niestety zupełnie niedoszkolone. Dania były podawane na stół bez jakichkolwiek wyjaśnień i opisów. Nawet na najprostsze  pytania dotyczące składników czy źródeł smaku nie otrzymywałem odpowiedzi bez wertowania notatek, konsultacji z menedżerem (też nie był pewien swojej wiedzy) czy wędrówek do kuchni. Wszystko to było miłe i … nieporadne. Rozumiem, że restauracja dopiero wystartowała, personel jest nowy ale ten poziom nie licuje z doskonałą kuchnią Szefa Chrząstowskiego!

 

Ed Red na osłodę.

 

Mimo, że nie jestem wielkim fanem deserów po tym gorzkim rozczarowaniu nie mogłem ich sobie odmówić. Z trzech przetestowanych najlepszym okazał się rozmarynowy creme brulee z lodami ciasteczkowymi. Idealny balans między smakami wytrawnymi i słodkimi. Zdecydowanie numer jeden!

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Rozmarynowy creme brulee z lodami ciasteczkowymi.

 

 

Dałem też szansę sorbetowi z rokitnika z imbirowym ptasim mleczkiem (21 zł). Sorbet fantastyczny, bogaty o pięknym pomarańczowym kolorze. Po ptasim mleczku oczekiwałem lekkości i puszystości ale zamiast pianki dostałem rodzaj imbirowego parfait. Jeśli chodzi o mnie to w przyszłości dziękuję ale nie.

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Sorbet z rokitnika z imbirowym ptasim mleczkiem.

 

 

Za to ciekawy choć okropnie słodki był mus z białej czekolady na śliwkach z werbeną cytrynową. Mus słodki i gęsty fajnie przełamywał się na języku ze śliwkami, czymś w rodzaju cytrynowego pesto z werbeny i cieniutkimi paseczkami kandyzowanego imbiru. Jeśli i Was dosięgnie gorycz rozczarowania obsługą, lub stopniem wysmażenia poprawcie sobie tym humor.

 

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Mus z białej czekolady na śliwkach z werbeną cytrynową.

 

 

Ed Red – rekomendacja.

 

Mimo uwag do jakości obsługi i konieczności jedzenia steka jak barbarzyńca tzn bez kieliszka czerwonego wina będę tu wracał. Z tego co mi wiadomo, w tej drugiej kwestii poprawa nastąpi juz w najbliższy piątek. Pozostaje mieć więc nadzieję, że krzywa kompetencji personelu będzie się dzień po dniu pięła w górę.  Jeśli tylko nie spadnie gwałtownie poziom ich uprzejmości to delektowanie się doskonałym jedzeniem w tym wyjątkowym wnętrzu będzie czystą rozkoszą. Oczywiście o ile nie przejdę na wegetarianizm, przed czym strzeż mnie Najwyższy.

 

Ed Red w Warszawie

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *