Posts Tagged “Adam Chrząstowski”

Ostrygi w Warszawie. FoodSnob testuje!

Ostrygi w Warszawie. FoodSnob testuje!

Brand zobowiązuje, więc jak na  FoodSnoba przystało przez ostatnie kilka tygodni testowałem dla Was najlepsze ostrygi w Warszawie. Nie twierdzę, że było to wielkie poświęcenie, bo ostrygi uwielbiam i to w dodatku w każdej postaci.

Powiedzieć, że Warszawa „ostrygami stoi” byłoby nadużyciem. Nie działa żaden prawdziwy „oyster bar” a restauracji z owocami morza, w których podaje się więcej niż jeden rodzaj ostryg jest mniej niż palców u jednej ręki. Oprócz tej ostrygowej elity,  w kolejnych siedmiu, ośmiu restauracjach można spotkać ostrygi w podstawowym wyborze. Dodatkowo w ciągu roku dwie, trzy restauracje organizują od czasu do czasu ostrygowe eventy i festiwale. To dziwne, bo dostawców jest wielu a ostryga w odróżnieniu od innych owoców morza jest zdecydowanie bardziej odporna na transport i przechowywanie.

Tym niemniej, jeśli kochacie albo przynajmniej lubicie ostrygi jest parę miejsc godnych uwagi.

 

Top 1 Największy wybór ostryg w Warszawie

 

W tej kategorii lider nie budzi żadnych wątpliwości. Największy wybór ostryg dostaniecie przez siedem dni w tygodniu w Restauracji L’Arc. Ostrygi są dostarczane na bieżąco, więc nie ma wątpliwości, że zawsze będą świeże. Zamawiając „Talerz ostryg – mix” (79 zł) możemy delektować się sześcioma różnymi mięczakami. Oczywiście mamy tu najbardziej znaną pacyficzną ostrygę Fine de Claire (10 zł za szt.) ale oprócz niej jest kilka innych, między innymi ostrygi normandzkie (17 zł za szt.) o delikatnym, lekko orzechowym posmaku i intensywnym smaku jodu oraz ostrygi irlandzkie (14 zł za szt.).

Mało tego! Na talerzu znajdziemy też reprezentantkę zacnych ostryg z Marennes-Oléron (17 zł za szt.). Ich szczególny smak i lekko zielonkawy kolor, to efekt żywienia się tych mięczaków w końcowej fazie hodowli pewnym endemicznym gatunkiem glonów. Ma to miejsce w małych basenach wykopanych wprost w  słonej ziemi. Ostrygi Marennes-Oleron są naprawdę pyszne ale z całej szóstki podawanej w L’Arc mnie najbardziej przypadły do gustu dwa kolejne rodzaje.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie. L’Arc talerz 6-ciu róznych ostryg

Ostrygi w Warszawie – best of the best

Pierwszym z nich jest najdroższa, pochodząca z Irlandii Ostra Regal (21 zł za szt). Ostrygę tę hoduje się dwuetapowo, najpierw pozwalając jej rosnąć w Zatoce Clew Bay na północnym zachodzie Irlandii. Po dwóch, trzech latach małże przewożone są do leżącej na południowym wschodzie, pół zamkniętej zatoki Bannow Bay, która ze względu na specyficzne położenie i kształt gromadzi dużo planktonu. Po kolejnych dwóch latach „życia na wypasie” ostrygi są sprzedawane. Delektując się  ich jędrnością (koniecznie gryząc a nie łykając) czujecie zarówno słony jak i lekko słodki smak.

Mój drugi ulubiony rarytas to okrągła ostryga Belon (19 zł za szt). Belon to niewielka rzeka w Bretanii, przy ujściu której hoduje się ostrygi. Tutejsze specjały należą do gatunku płaskiej ostrygi europejskiej i ze względu na niewielką produkcję są jednymi z najrzadszych ostryg na świecie. Pełne umami, mocno słone ale gładkie i kremowe mięso smakuje wybornie zostawiając na końcówce lekko  lekko metaliczny posmak. W L’Arc oprócz standardowego rozmiaru czasem można zamówić większe o rozmiarze145+g. Ja miałem to szczęście. Polecam.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie. Restauracja L’Arc. ostrygi Belon 145+g

 

Ostrygi w Warszawie- Port Royal

Tuż za restauracją L’Arc w tej kategorii plasuje się restauracja Port Royal mieszcząca się w Hali Koszyki. W każdy wtorek i czwartek jest tu dostawa dwóch-trzech rodzajów ostryg. Oprócz ostrygi pacyficznej z Normandii (9 zł za szt.) można tu delektować się ostrygami Imperial Oyster z Holandii (9 zł za szt.) i wyśmienitą Perle Blanche  z Francji (14 zł za szt.). Ta ostatnia również „wędruje”. Po sześciu miesiącach w bogatych w plankton wodach Normandii, jest przewożona do regionu Charente Maritime, gdzie przez trzy lata hodowli w niskozasolonej wodzie w basenach Marennes nabiera słodyczy.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Port Royal – od lewej ostryga pacyficzna z Normandii, ostryga Perle Blanche z Francji, ostryga Imperial z Holandii

 

 

Ostrygi w Warszawie – reszta stawki

Dwa rodzaje ostryg: fine de claire i geay (producent ostryg z Marennes-Oléron) można znaleźć w Bistro La Cocotte (7 zł za sztukę, 39 zł za 6 szt). Z kolei Osteria w swoim imponującym ostrygarium ma zawsze świeże ostrygi z zatoki Mont Saint Michel i to czasem w dwóch rozmiarach (12 zł za ostrygę no 2).

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Osteria – ostrygarium z ostrygami z zatoki Mont Saint Michel

 

TOP 2 Najlepszy sposób serwowania świeżych ostryg.

 

Na ogół świeże ostrygi podaje się z cytryną lub szalotkowym vinegrette.  Jednak w kilku warszawskich restauracjach można trafić na inne, bardzo ciekawe i smaczne sposoby podawania ostryg. Na pierwsze miejsce wybija się tu Port Royal, który w swoim „Zestawie 4 smaków” (40 zł za 4 sztuki) oferuje ostrygi pacyficzne podane na cztery sposoby. Mamy tu ostrygi podane klasycznie, z bardzo dobrym vinegrette, mamy lekko podpieczone i zawinięte w cieniutki plasterek zielonego jabłka, wreszcie podane z ogórkiem i marchewkowym vinegrettem oraz lekko zapiekane w panko. Choć te ostatnie powinny startować w kolejnej kategorii – ostryg zapiekanych to zestaw ten nominuje i nagradzam palmą pierwszeństwa w tej kategorii. To zdecydowanie najbardziej kreatywny zestaw ostryg w mieście.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie: Restauracja Port Royal: Ostrygi – zestaw 4 smaków.

 

 

Niezła jest również ostryga podana w Lar’c-u na sałatce z krabem, ananasem i koprem (59 zł za 3 sztuki). Spora ilość świeżej chili powoduje jednak, że dodatki zamiast podkreślać smak ostrygi mocno go tłumią.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja L’Arc – ostryga z krabem, ogórkiem, ananasem i koprem

 

Z jeszcze innym sposobem serwowania świeżych ostryg można spotkać w Osterii. Ostrygi z zatoki Mont Saint Michel podawane są tu po rosyjsku, z kwaśną śmietaną i kawiorem z łososia (16 zł za sztukę). Choć tego ostatniego w muszli niewiele, to wystarcza by zdominował smak doskonałej skądinąd ostrygi.  Stąd dopiero trzecie miejsce w tej kategorii.

 

 

Top 5 ostrogoths w Warszawie

Restauracja Osteria – Ostryga nr 2 po rosyjsku z kwaśną śmietaną i kawiorem z łososia (16 zł za sztukę)

 

 

Top 3 – Najlepsze, zapiekane ostrygi w Warszawie.

 

 

Dla niektórych to barbarzyństwo ale skoro występują i mają grono zwolenników to nie sposób je pominąć w tym rankingu. Tylko w jednym ze znanych mi miejsc w Warszawie podaje się ostrygi wg najsłynniejszego przepisu na ich zapiekanie. Ostrygi Rockefeller, bo o nich mowa, możecie spróbować w Restauracji Der Elefant / Fishmarket.

Danie, wymyślone pod koniec XIX wieku na południu USA przygotowuje się zapiekając ostrygę pod lekko podduszonym szpinakiem, okruszkami chleba i parmezanem. Nazwa pochodząca od nazwiska Johna Rockefellera (wtedy najbogatszego obywatela USA) miła odpowiednio i „na bogato” pozycjonować tak podawaną ostrygę. Dla mnie ten rodzaj zapiekanej ostrygi jest zbyt ciężki a w dodatku  w Der Elefant ostryga ( za 16 zł za szt.) razem z całym jej smakiem tonie w odmętach  pleśniowego sera lazur i tylko nazwą przypomina dziewiętnastowieczny,  nowoorleański pierwowzór.

Top 5 ostrygi w Warszawie

Restauracja Der Elefant / Fishmarket – Ostryga Rockefeller

Zwycięzcą kategorii „zapieczonych” są podawane w Restauracji  L’Arc ostrygi zapiekane ze szpinakiem, szafranowym aioli i parmezanem ( 59 zł za 3 sztuki). Są znacznie lżejsze od wcześniej opisanych, zachowują półpłynną konsystencję i mają niezwykły smak dzięki użytemu sosowi. Aioli jest delikatne (nie przesadzono z czosnkiem, który zabiłby smak ostrygi) a użyty szpinak jest tylko minimalnie zblanszowany. Do tego kilka drobinek czerwonego pieprzu i mamy mistrza tej kategorii. Byłbym w pełni szczęśliwy gdyby mięczak odcięty był od skorupy bo po prostu zdecydowanie łatwiej byłoby go jeść. Ale smakowo – mistrz!

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja L’Arc – Ostryga zapiekana ze szpinakiem, szafranowym aioli i parmezanem.

 

Ostrygi w Warszawie – niewypały

 

Za to zupełnym nieporozumieniem są „Ostrygi zapiekane a la Osteria” (14 zł za sztukę) podawane w tej najstarszej w Warszawie restauracji z owocami morza. Zapiekane i to dość mocno pod serem mozarella z bazyliowym pesto i pomidorkiem cherry smakują jak…  spieczona mozarella z pesto. Mału tu smaku ostrygi – szkoda więc czasu, pieniędzy i … samego mięczaka.

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Osteria: ostrygi zapiekane a’la Osteria

 

Z recenzenckiego obowiązku muszę wspomnieć, że w Restauracji L’Arc możecie również spróbować ostryg zapiekanych z serem gruyere (49 zł za 3 sztuki) a w Der Elephant / Fishmarket ostryg zapiekanych z krewetkami (26 zł za sztukę). Pierwsze są niezłe, choć daleko im do lidera kategorii. Drugie, posypane krewetkami koktajlowymi i grubą warstwą mocno zapieczonego sera (cytuje za kucharzem: „a la parmezan”) to kompletne nieporozumienie. Jak ktoś lubi serowe zapiekanki, to niech je zamawia. Miłośnikom ostryg odradzam.

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Der Elefant / Fishmarket – Ostryga (tak, to ostryga!) zapiekana z krewetkami.

 

 

Top 4 Najbardziej „męskie” ostrygi w Warszawie

 

 

Ze względu na swoje legendarne właściwości, ostrygi jako morskie afrodyzjaki cenione są przez panów. W niedawno otwartej w Warszawie restauracji  Ed Red, w której króluje przednia, sezonowana wołowina i znakomite podroby można spróbować ostrygi zaserwowanej w niezwykle męski sposób. Podawany tu „Oyster shooter” (20 zł) to nic innego jak szklanka wódki J.A Baczewski, w której pływa wspaniała Fine de Claire no 2 obficie posypana pieprzem. Reklamowana jako „idealny digestif i perfekcyjny afrodyzjak” zachwyca nie tyle smakiem (o biedna zalana w trupa ostrygo!) ale właśnie oryginalnością podania. Spotkaliście się gdziekolwiek z podobnym?

 

 

Top 5 - ostrygi w Warszawie

Restauracja Ed Red: Oyster shooter
Ostryga w pieprzowej wódce J.A. Baczewski jako idealny digestif i perfekcyjny afrodyzjak (20 zł)

 

 

Top 5 Ostrygowe miejsce w Warszawie, za którym najbardziej tęsknie.

 

 

Jak wiadomo, ostrygi należy jeść w miesiącach, które w angielskiej nazwie mają literkę „r”.  Miesiące letnie bez „r” w nazwie (may, june, july i august) to okres rozrodu ostryg, w którym ich smak jest zdecydowanie gorszy. Są jednak ostrygi letnie – specjalnie hodowany gatunek, który się nie rozmnaża w tym okresie i smakuje równie wybornie. Od kilku lat są dostępne w Restauracji L’Arc a tego lata można było je spróbować na warszawskim Nocnym Markecie.  Serwował je na jednym ze stoisk Pan Homar znany, bezpośredni importer owoców morza, którego można spotkać na warszawskim  Bio Bazarze i na Targu Rybnym.

Pan Homar serwował swoje ostrygi na kilka sposobów. Podawał je klasycznie (pod uroczą nazwą „french me up” ) z szalotką i octem winnym i bardzo awangardowo. I właśnie te bardziej ekstrawaganckie budziły prawdziwy zachwyt. Mogliśmy rozkoszowca się ostrygami  z molekularną pianką z szampana i pomarańczy („get lucky”) czy  z granitą z ogórków. limonki i chili („so fresh & so green”). Mnie jednak zachwycały, najbardziej „letnie” ostrygi z musem z truskawek, mięty i prosecco.

Ostrygi w Warszawie – Pan Homar

Pan Homar sprowadza ostrygi bezpośrednio z małego parku ostryg położonego na oceanie u wybrzeży Normandii. Szczyci się tym, że omija hurtowników, giełdy rybne i pośredników co powoduje, że w jego ofercie nie ma ostryg niewiadomego pochodzenia.  Podawane na Nocnym Markecie, głeboko wbiły się w moją pamięć. I smakiem, i… typowym dla Nocnego Marketu luzem w ich serwowaniu i jedzeniu.   Dlatego choć z Panem Homarem i jego ostrygami można spotkać się na Bio Bazarze to  ja z niecierpliwością czekam na jego kolejny sezon na Nocnym Markecie.

Bo nigdzie w Warszawie ostrygi nie smakowały mi tak bardzo jak tam.

Póki co pędzę na ostrygi do L’Arc i Port Royal, zdecydowanie omijam Osterię i przestrzegam przed ostrygowymi zapiekankami w Der Elefant.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Nocny Market – Stoisko z ostrygami Pana Homara

 

 

Fine Dine FoodSnob, Testy i rankingi FoodSnob , , , , , , , , , , , ,

Ed Red: deja-vu w pięknym wnętrzu.

Ed Red: deja-vu w pięknym wnętrzu.

Ed Red w Warszawie. To hasło elektryzowało Warszawiaków od kilku miesięcy. Nic dziwnego, że nie czekając na koncesję na wino i „dotarcie się” personelu nowej restauracji pognałem do Hali Mirowskiej już w dniu otwarcia.  Tym bardziej, że minął rok od czasu gdy wspólnie z przyjaciółmi odwiedziłem królestwo Szefa Adama Chrząstowskiego w Krakowie. Pisząc recenzję z tamtej wizyty nie kryłem początkowego zaskoczenia, graniczącego wręcz z rozczarowaniem. Rozpuszczony autorską, fine diningową kuchnią Chrząstowskiego, który wcześniej szefował w krakowskiej Ancorze, spodziewałem się czegoś zupełnie innego.

Tym razem było inaczej. Po zeszłorocznych doświadczeniach szedłem do Red Eda oczekując znakomitego produktu: doskonale dojrzałej wołowiny i podrobowych delicji podanych prosto ale w zaskakujących kompozycjach smaków. I oczywiście nie zawiodłem się.

 

Ed Red w Warszawie – wnętrze z historią

 

img_0534

 

Wstyd przyznać ale Halę Mirowską i piętro szpecącej jej front przybudówki znam od czterdziestu lat (tak!). W czasach PRL-u był tam sklep z paskudnymi tekstyliami a u jego schyłku PEWEX, gdzie za dolary, lub ich bonowe ekwiwalenty można było nie tylko obejrzeć ale i spróbować rozlicznych delicji z lepszego świata.  Dziś z tych lat zostało zachowanych świadomie kilka detali wystroju. Żelazne schody prowadzące na piętro (kiedyś były to schody p-poż), seledynowa, olejna lamperia żywcem wyjęta z tamtych klimatów, PRL-owskie lampy na ścianie czy wreszcie kawałki oryginalnej, starej lastrikowej podłogi to tylko mała reprezentacja artefaktów tych zamierzchłych czasów. Po wejściu do szatni z numerkami, żywcem wyjętej ze scenografii filmów Barei, otwiera się widok na ogromną i długą salę, zamkniętą z jednej strony otwartą kuchnią a z drugiej drzwiami do dwóch VIP-roomów.

 

 

Ed Red – wnętrze z klimatem

 

 

Dzięki talentom architektów sala mimo wielkości nie przytłacza. Podzielona optycznie i fizycznie centralnym podwyższeniem ze stolikami, zachwyca różnorodnością miejsc do siedzenia i jedzenia. Oprócz miejsc na wspomnianym podwyższeniu, można usiąść pod oknami w wygodnych, tapicerowanych „lożach”. Tuż obok  mamy rząd  prostych drewnianych stolików, które dzięki kółkom i szynom w podłodze można konfigurować w stół dowolnej długości. Współczesna mozaika na ścianie przedstawiająca walkę bokserów to odwołanie do pojedynków pięściarskich, które jeszcze kilkanaście lat temu odbywały się w drugiej, bliźniaczej hali targowej. Wiele tu elementów nowoczesnych ale odwołujących się do przeszłości,  takich jak przepiękny neon ze sztandarowym hasłem Ed Reda –  „Nice to meat you”. Na każdym kroku, oko wyłapuje detale, świadczące o staranności w realizacji koncepcji: stary parkiet, pomiędzy płytami oryginalnej podłogi pochodzi z hali gimnastycznej jednej ze szkół, malownicze, surowe deski boazerii, dzięki różnym farbom i bejcom tworzą malowniczy szlak na jednej ze ścian.

 

 

img_0544

 

img_0567

 

img_0555-1

dsc00572

 

 

Całość ma klimat i jest niezwykle funkcjonalna.  Z powodzeniem można wyobrazić sobie w tym miejscu wielkie, grupowe biesiadowanie, rodzinne kolacje i randki we dwoje. Bar, ciągle jeszcze pusty daje obietnicę doskonałej zabawy przy wyśmienitym, ale kompletnie nie onieśmielającym jedzeniu.

 

Ed Red – wnętrze smaków

 

Podczas moich obu wizyt w Ed Redzie (tak, tak mimo, że otwarty od dwóch dni to zdążyłem) miałem wrażenie kulinarnego deja-vu. Warszawska karta jest kopią karty z Krakowa a ta co sprawdziłem na zdjęciach sprzed roku choć nieco się skróciła (i bardzo dobrze) to zachowała wszystkie najlepsze dania, którymi się wtedy raczyłem.

 

 

Ed red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Przystawki

 

 

Nie mogłem więc nie zacząć od jednego z najbardziej gorących wspomnień jakim były „podroby cielęce na 5 sposobów” (29 zł). Podane niczym hiszpańskie tapas na kromeczkach lub grzankach z różnego rodzaju pieczywa w warszawskim Ed Redzie smakowały mi jeszcze bardziej niż w Krakowie.  Czego tu nie ma!  Zrolowane cieniutkie plasterki ozorka, niedbale zarzucone rzodkiewkowymi patyczkami spoczywają na kromeczce ciemnego pieczywa okraszonej kleksem doskonałego majonezu chrzanowego. Miękkie (choć „to be fair” nieco za suche) policzki wołowe wieńczą kwadratową kromeczkę pumpernikla. Na kawałku przypieczonej bagietki wabią delikatnością krążki terriny ze sporymi kawałkami grasicy. Czerwonawe w środku kawałeczki wątróbki podane z dodatkiem gruszki leżą na poduszce z karmelizowanej z dodatkiem balsamico cebuli. Móżdżek podsmażony z dodatkiem jajka i drobinkami szczypiorku na toście z białego pieczywa uwodzi jedwabistością.

 

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Podroby cielęce na pięć sposobów.

 

 

Niezwykle efektownie prezentują się pieczone kości szpikowe (20 zł), produkt trudny, nieczęsto podawany w dzisiejszych czasach i niezwykle tłusty. Wydłubany pracowicie z kości szpik, dzięki sałatce-dipowi z pietruszki, kaparów, cytryny i orzechów nabiera niezwykłego smaku. Zabawa z wydobywaniem go z kości i układaniem wraz z odrobiną sałatki w zgrabne stosiki na trójkątnych zgrilowanych tostach w cenie.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Pieczone kości szpikowe z sałatką z pietruszki, kaparami, cytryną i orzechami.

 

 

Nowe smaki Ed Reda

 

Oczywiście w karcie było tez kilka nieznanych mi wcześniej pozycji. Prawdziwą przystawkową delicją okazała się głowizna z warchlaka z grzybami na sałatce z soczewicą (23 zł)  Przepiękny, antydietetyczny kawał tłustego prosiaka został zrolowany wokół farszu z grzybami, pokrojony w plastry i ułożony na czymś w rodzaju lekko musztardowego majonezu  z drobinkami soczewicy, szalotki i marchewki. Położone bezpośrednio na nim dwie osełki musztardowej i chrzanowej remulady podbijają smak i czynią z każdego kąska doskonałej tłustości wyborny specjał.

 

 

Ed Red w Warszawie/

Ed Red w Warszawie. Głowizna z warchlaka z grzybami na sałatce z soczewicą.

 

 

Z przystawek nie sposób nie wyróżnić jeszcze piersi kaczej  zamarynowanej w pieprzu (26 zł).  Podana jest w formie cieniutkich płatków ułożonych na pure kalafiorowym z nutką imbiru. Dodatki w postaci konfitury z czerwonej kapusty z balsamiko, kleksów kremu z selera, kalafiorowych pikli zamieniają z natury nieco mdławą kaczyne w rozkoszny bukiet smaków.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Płatki marynowanej w pieprzu piersi kaczej z warzywami.

 

 

Jeśli coś zawodzi to tatar z polędwicy wołowej (29 zł). Mięso jest bardzo zgrabnie posiekane i kryje w sobie sześcianiki  cebulki, ogórka i grzybków, całości brakuje jednak ostrości i wyrazistości. Mięso się oczywiście broni samo w sobie, ale to dla mnie w takim miejscu za mało. Żałuję tylko, że zamiast na tatara nie namówiłem mojego współtowarzysza degustacji na bycze jądra z sosem z wędzonej białej czekolady, którymi tak bardzo zachwycałem się w Krakowie.

 

 

dsc00579

 

 

 

Ed Red to stek.

 

Dwie pierwsze wizyty w warszawskim Ed Redzie nie mogły obyć się bez degustacji steków. Ed Red szczyci się wprowadzeniem na rynek steków ze specjalnie sezonowanej na sucho wołowiny. Tuż przy wejściu stoi ogromna, przypominająca podwójną lodówkę dojrzewalnia. Wołowina dojrzewa w niej standardowo przez 23 dni. Niektóre wyselekcjonowane elementy pozostają w warunkach kontrolowanej temperatury, wilgotności i … (jak sugeruje wyświetlacz) współczynnika ph znacznie dłużej bo aż 45 dni. Oczywiście znajduje to swoje odbicie w jakości i w cenie mięsa.

I tak za 100 gram steku New York z mięsa dojrzewającego standardowo płacimy 19,90 zł a ten sam New York z mięsa dojrzewającego 45 dni jest dostępny w cenie 29,90 zł za 100 gram. No cóż, sezonowanie na sucho oznacza nie tylko lepszy smak ale i  znaczące obniżenie zawartości wody i wagi  więc te różnice wydają się uzasadnione. Za 100 gramów standardowego Rib Eye’a zapłacimy 22,90 zł a sezonowany w wydłużonym czasie to koszt 32,90 zł. W cenie steków wliczony jest jeden z czterech sosów do wyboru. Za dodatki (puree, biała kasza, frytki) i warzywa tak jak to zwykle bywa trzeba dopłacić osobno.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red. Wołowina sezonowana na sucho.

 

 

Ed red – I’am guilty!

 

Steki serwowane są na desce a do ich krojenia podawany jest nieco ciężki, firmowy nóż. Ku mojemu zaskoczeniu, sztućce podawane są po lewej stronie talerza, co jak stwierdziła Pani kelnerka odróżnia Ed Reda od innych restauracji. Na szczęście nóż można trzymać w prawej dłoni więc z zapałem zabrałem się do degustowania steków.

Na pierwszy ogień poszedł 360 gramowy, sezonowany w standardowym czasie Rib Eye. Wysmażony zgodnie ze wskazaniem kawałek antrykotu z górnej części żeber, był miękki, a dzięki marmurkowi tłuszczu bardzo intensywny w smaku. Podane do niego masło Ed Red okazało się nieco zbyt intensywne w swoim ziołowym smaku, dlatego nie należy przesadzać z jego używaniem.

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed red w Warszawie. New York.

 

 

 

Niestety zamówiony przeze mnie w wersji rare, niewielki (170 gramowy) rib eye był zdecydowanie przeciągnięty. Na talerzu miałem kawałek rostbefu w wersji pomiędzy medium rare i medium co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Jeszcze większym była informacja zwrotna z kuchni jaką przyniosła mi Pani Kelnerka, zapytawszy pod koniec jedzenia o moją opinię o mięsie. Otóż oprócz prośby, żeby następnym razem odsyłać przeciągnięte mięso do kuchni (za to chwała), usłyszałem, że cała afera wynika z faktu, że zamówiłem tak mały stek!  Jako podwójny winowajca, ze skruchą spuściłem głowę, solennie obiecałem poprawę i dodatkowo pochwaliłem wyborny smak mięsa (bo mimo wszystko było dobre) i doskonały sos demi-glace.

 

 

Ed red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. New York

 

 

No cóż, w tym miejscu wspomnieć trzeba, że jakość obsługi pozostawia bardzo wiele do życzenia. Wszystkie obsługujące mnie osoby były niezwykle miłe, ale niestety zupełnie niedoszkolone. Dania były podawane na stół bez jakichkolwiek wyjaśnień i opisów. Nawet na najprostsze  pytania dotyczące składników czy źródeł smaku nie otrzymywałem odpowiedzi bez wertowania notatek, konsultacji z menedżerem (też nie był pewien swojej wiedzy) czy wędrówek do kuchni. Wszystko to było miłe i … nieporadne. Rozumiem, że restauracja dopiero wystartowała, personel jest nowy ale ten poziom nie licuje z doskonałą kuchnią Szefa Chrząstowskiego!

 

Ed Red na osłodę.

 

Mimo, że nie jestem wielkim fanem deserów po tym gorzkim rozczarowaniu nie mogłem ich sobie odmówić. Z trzech przetestowanych najlepszym okazał się rozmarynowy creme brulee z lodami ciasteczkowymi. Idealny balans między smakami wytrawnymi i słodkimi. Zdecydowanie numer jeden!

 

 

Ed Red w Warszawie

Ed Red w Warszawie. Rozmarynowy creme brulee z lodami ciasteczkowymi.

 

 

Dałem też szansę sorbetowi z rokitnika z imbirowym ptasim mleczkiem (21 zł). Sorbet fantastyczny, bogaty o pięknym pomarańczowym kolorze. Po ptasim mleczku oczekiwałem lekkości i puszystości ale zamiast pianki dostałem rodzaj imbirowego parfait. Jeśli chodzi o mnie to w przyszłości dziękuję ale nie.

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Sorbet z rokitnika z imbirowym ptasim mleczkiem.

 

 

Za to ciekawy choć okropnie słodki był mus z białej czekolady na śliwkach z werbeną cytrynową. Mus słodki i gęsty fajnie przełamywał się na języku ze śliwkami, czymś w rodzaju cytrynowego pesto z werbeny i cieniutkimi paseczkami kandyzowanego imbiru. Jeśli i Was dosięgnie gorycz rozczarowania obsługą, lub stopniem wysmażenia poprawcie sobie tym humor.

 

 

Ed Red w Warszawie.

Ed Red w Warszawie. Mus z białej czekolady na śliwkach z werbeną cytrynową.

 

 

Ed Red – rekomendacja.

 

Mimo uwag do jakości obsługi i konieczności jedzenia steka jak barbarzyńca tzn bez kieliszka czerwonego wina będę tu wracał. Z tego co mi wiadomo, w tej drugiej kwestii poprawa nastąpi juz w najbliższy piątek. Pozostaje mieć więc nadzieję, że krzywa kompetencji personelu będzie się dzień po dniu pięła w górę.  Jeśli tylko nie spadnie gwałtownie poziom ich uprzejmości to delektowanie się doskonałym jedzeniem w tym wyjątkowym wnętrzu będzie czystą rozkoszą. Oczywiście o ile nie przejdę na wegetarianizm, przed czym strzeż mnie Najwyższy.

 

Ed Red w Warszawie

 

 

 

 

 

Casual FoodSnob , , , , , , ,

Ed Red, Kraków

Ed Red, Kraków

Początkowo Ed Red nas zaskoczył, ba! nawet odrobinę rozczarował. Wpisaliśmy go na listę naszego weekendowego zwiadu po nowościach krakowskiej gastronomii nie tylko dlatego, że o miejscu było ostatnio głośno.  Przede wszystkim zdecydowaliśmy się odwiedzić Ed Reda, gdyż z rozkoszą wspominaliśmy kulinarne wyczyny Adama Chrząstowskiego z czasów Ancory. Oczywiście znane nam medialne wypowiedzi tego wybitnego Szefa, sugerowały, że powinniśmy liczyć się z kuchnią bardziej prostą i talerzami zdecydowanie mniej skomplikowanymi. Jednak nasza gastronomiczna pamięć i wyobraźnia, podsycana sławą Mistrza Adama zignorowała te ostrzeżenia.

img_4891

Zaskoczenie i rozczarowanie nie oznacza jednak, że wyszliśmy niezadowoleni albo, że było niesmacznie. Nic z tych rzeczy! Doskonały produkt, odważnie dobrany (podroby), świetnie przygotowany (sezonowana polska wołowina) i naprawdę dobrze smakujący to cechy nowego miejsca firmowanego nazwiskiem Chrząstowskiego.
img_4892

 

 

 

 

 

 

 

 

.

 

Podroby czyli to za co da się lubić Ed Red

Piąta ćwiartka reprezentowana była przez kilka pozycji w nieco „przydługawym” menu. My mając za sobą kulinarne ekscesy w „27 porcjach” skusiliśmy się tylko na trzy najbardziej nas intrygujące podrobowe przystawki. Niepróbowane przeze mnie nigdy wcześniej bycze jądra z sosem z wędzonej białej czekolady, rabarbarem i pistacjami okazały się niezwykle delikatną tkanką, która w połączeniu ze słodyczą czekolady, zderzonej z chrupkim, ale nie surowym rabarbarem zapisze się na długo w pamięci.

 

img_4902

 

 

 

 

 

 

.

Z kolei „podroby cielęce na 5 sposobów” na które składały się wątróbka, grasica, ozorek, policzki i móżdżek urzekły całością swojego „tapasowego” jestestwa. Jak na andaluzyjski pierwowzór przystało umieszczone na kromce chleba zaskakiwały po wielokroć. Móżdżkowi nad wyraz służyło pozornie banalne towarzystwo jajecznicy. Ozorek ukrywał się pod paseczkami rzodkiewki, która cudnie szczypała w język przy każdym delikatnym, zwiniętym w rulonik płatku. Grasicę uzupełniała pietruszka a policzki wołowe rozsmarowane na ostatniej kromce były zwiastunem smaku dania głównego, o którym będzie mowa dalej. I chyba jedynie kaszanka z cebulową konfiturą i jabłkiem na smażonym chlebie nie cieszyła się takim powodzeniem co reszta przystawek, ale po prawdzie jej porcja była więcej niż słuszna.

 

img_4900img_4898img_4893

 

 

.

 

Sezonowana wołowina – specjalność Ed Red

 

 

Z największą obietnicą Ed Reda jaką jest sezonowana polska wołowina spotkaliśmy się przy dwóch daniach głównych. Do mojego Rib Eye czyli sezonowanego antrykotu z rusztu, na wpół surowego jak na zamówiony „rare” przystało, spośród różnych opcji wybrałem sos z zielonym pieprzem. Wybór niełatwy bo oprócz tego mamy do dyspozycji sosy berneński, demi –glace, grzybowy, gorgonzola oraz masło Ed-red. Niezależnie od sosu, przydała się też morska sól w płatkach uformowana w nieco dwuznaczną „ścieżkę” na desce na której podano steka.

img_4910

Mięso było również mocną stroną Burger Eda z rusztu z wołowiny sezonowanej. Niekonwencjonalnie zwieńczony kromką a nie górną częścią buły, byłby naprawdę niezły, gdyby nie grzyby psujące wg Ani całość.

img_4908

Ale nie tylko stekami i sezonowaną wołowiną Ed Red stoi. Na stół wjechał naprawdę niezły pieprzowy comber jagnięcy z ziemniaczaną zapiekanką i sosem ziołowym. Mięso było idealnie miękkie, choć całość dania nie wzbudziła większych emocji.

img_4907

Zupełnie inaczej było gdy nasze widelce skrzyżowały się nad policzkami wołowymi z sałatką z ziół i kaparów podanymi na białej kaszy gryczanej. To kolejne, choć pierwsze w Krakowie policzki, o których nie można powiedzieć nic innego niż „wybitne” . Dość naturalny dodatek kaszy okazał się strzałem w dziesiątkę a danie zostało okrzyknięte, królem wieczoru.

img_4905

.

W długiej, naprawdę dłuuuugiej karcie Ed Reda zostało wiele nieodkrytych dań. Mimo początkowego rozczarowania, od opisu którego zacząłem, pewnie tu wrócimy by zobaczyć się z poznanymi przelotnie na stolikach obok, „pieczonymi kośćmi szpikowymi z ziołową salsą czy z sercem wołowym z rusztu z opalaną papryką. Bo może w Ed Red nie ma fine diningowej finezji ale na pewno ma wielce smakowity pomysł na radzenie sobie z głodem prawdziwych mięsożerców.

img_4946

Casual FoodSnob , , , , ,
Go Top