Posts Tagged “Ceviche Bar”

Walentynki od stycznia do Wielkanocy?

Walentynki od stycznia do Wielkanocy?

Walentynki

Gdyby nie to, że tegoroczne Walentynki będę świętował z A. podczas kolacji na plaży w Omanie, pewnie nerwowo przeglądałbym strony i fejsbukowe profile restauracji w poszukiwaniu najlepszego miejsca na spędzenie „TEGO” wieczoru.

Oczywiście mógłbym podążyć szlakiem rankingów typu „10 najlepszych miejsc na spędzenie…”, od których od kilku dni roi się na blogosferze i w internetowym mainstreamie. Ile jednak można czytać o tym, że najbardziej romantycznie jest w… a najbardziej seksowne menu można znaleźć w… ?

Mając więc „luksus” wyboru z głowy (Valentine Day’s Romantic Sea View Dinner with bubbles – 65 OMR net per pax, Rotana Beach Restaurant, Salalah) całkiem dla sportu pogrążyłem się w lekturze walentynkowych menu i specjalnych ofert warszawskich restauracji.

 

 

Walentynki 2017 – marketing na wyżynach.

 

 

Pierwszą, która mnie dosłownie powaliła była kompleksowa oferta Signature, naprawdę fajnej restauracji Szefa Wojciecha Kiliana, której jedyny problem polega na tym, że jest restauracją „przyhotelową”. Czego my tu nie mamy! Oczywiście jest zacne menu degustacyjne złożone z siedmiu (wliczając amuse-bouche i intermezzo) serwisów. Nieco międzynarodowy zestaw dwóch przystawek, dwóch dań głównych i deseru kosztuje 270 zł od osoby. Dodatkowo, zakochani lub kochający dojrzale mogą skorzystać z opcji: liściku do lubej/lubego, kwiatów, szampana a nawet noclegu w hotelu. Najbardziej spodobały mi się „Pakiety”. Może kolacja, bukiet, liścik, szampan  Crochet-Riviere Brut? Za dwie osoby zaledwie 920 zł. A gdybyście Państwo chcieli zanocować to 1330 zł. Ten sam zestaw z Moet Imperial Brut zaledwie o 60 złotych droższy. Kto w to wchodzi?

 

 

 

 

 

A może jednak dieta wspierająca?

 

 

Z lektury ofert specjalnych widać, że kilka restauracji wyraźnie stawia na afrodyzjaki. To właściwie najlepszy od początku tego święta marketingowy „lewar”.

Niektóre tak jak cudowni Dyletanci Rafała Hreczaniuka kuszą dyskretnie. „Ostryga Fine de Claire no 2” to pierwsza pozycja w zestawie 5-ciu dań (nie licząc amuse-bouche i petit four) za 150 złotych. Podobnie Plato (Michał Gniadek), w którym ostryga otwiera sześciodaniowe menu za 250 zł od osoby. Z kolei Kafe Zielony Niedźwiedź (Szef Wojciech Deres)  epatuje nie tylko ostrygą samą w sobie ale i nie byle jakim źródłem pochodzenia. Kupując zestaw degustacyjny za 240 złotych dostaniemy na początek ostrygę od Fish Lovers. Wierzcie lub nie ale to dobra rekomendacja.

Za to inni idą na całość. Najbardziej wprost jest Ceviche Bar, którego menager bez ogródek zachęca i nęci. „Ryby i owoce morza – trudno o lepszy wybór menu na walentynkową kolację. Znane z afrodyzjakalnych właściwości, przygotowane w temperamentnym, południowoamerykańskim stylu pobudzą smak, zachwycą zapachem i oczarują formą podania. Rozbudzimy Wasze miłosne apetyty na pozostałą część wieczoru…” Tym razem brak oferty na łoże dla dwojga. Jest za to zacny set pięciu przystawek i dwóch dań głównych, kieliszka “bąbelków” na początek i deseru na koniec.

Na łatwiznę idą restauracje „branżowe” czyli te specjalizujące się w owocach morza. . Rybny L’arc wspomina tylko i to bez wdzięku, że „Walentynki z ostrygami, homarami i szampanem? L’Arc Varsovie – świeże owoce morza 7 dni w tygodniu!” Port Royal z Hali Koszyki nie bawi się w marketing tylko robi mały wykład:

Czym są afrodyzjaki? Swoją nazwę zawdzięczają bogini miłości i piękności Afrodycie. Wyłoniła się ona naga z piany morskiej w muszli ostrygi stając się symbolem płodności.
Za najznakomitsze afrodyzjaki uważa się obecnie owoce morza: małże, ostrygi, krewetki, homary, ponieważ pochodzą z wody i są symbolem źródła życia. Wykazano, że cynk znajdujący się w ostrygach wpływa na wydolność seksualną – są obowiązkową pozycją na Walentynkową kolację! <3 …

 

 

Tajemniczo i skrycie!

 

 

Niektórzy restauratorzy stawiają na tajemnicę! Zaintrygowany anonsem mojego ulubionego L’enfaint Terrible o „… tegorocznym 6 daniowym menu stworzonym przez Michała Brysia zainspirowanego muzyką Otisa Reddinga i Wilsona Picketta, noszącą tytuł ” Try a little tenderness” rzuciłem się bezskutecznie w poszukiwanie składu tego dzieła. Niestety! Top Secret. Detale tej „czułości” objawić się mogą dopiero po wykonaniu telefonu albo… kto wie, może dopiero na miejscu. (ale film na facebooku zabawny 🙂

Dobrze, że w tym przypadku można przynajmniej sobie coś wyobrazić po sugestii, którą niesie nazwa utworu/menu. Wiele innych restauracji ograniczyło się do stworzenia wyłącznie wydarzenia na Facebooku, w którym oprócz oczywistości (że 14 lutego, że Walentynki) nie ma jakichkolwiek informacji. Czy to świadomy zabieg marketingowy? Może, wszak np. Rozbrat 20, Kieliszki na Próżnej to miejsca nie dość, że fajne to jeszcze rekomendowane przez wszystkich.  Ale równie fajne (i to z tej samej gastronomicznej „stajni”) Kieliszki na Hożej (Szef Dawid Balana) proponują jednak menu za 149 złotych trzy daniowe menu do wyboru z dwóch przystawek i dań głównych, znanych z menu podstawowego. Że nic specjalnego? Spoko, ich kuchnia się broni kartą, więc po co?

 

 

Timing!

 

Wydawać by się mogło, że Walentynki to ten jeden niezwykły dzień w roku! Nic podobnego! Warszawscy restauratorzy potrafią go rozciągnąć! Na razie to tylko kwestia kilku dni ale kto wie? Może wkrótce promocje walentynkowe w restauracjach zaczną się tuż po Święcie Trzech Króli? Póki co liderem jest chyba Tamka 43, która zaproponowała 6-cio daniowe menu degustacyjne Piotra Pielachowskiego już od 10 lutego! Na szczęście dodatkowa promocja (darmowy likier czekoladowy Wedel Chopin ale tylko 14 lutego) wskazuje, który z tych dni jest najważniejszy.

Więc się nie pomylcie! I miłych Walentynek!

 

PS. Jak donosi Warsaw Foodie rekordzistą dłuuuugich Walentynek jest jednak Miodowa Cafe. Specjalne menu obowiązuje od 10 do 19 -go lutego. Czyli może, jednak trend idzie w drugą stronę:  Walentynki od 14-go lutego do Wielkanocy!

PS.2 Przepraszam wszystkich tych, których materiały graficzne użyłem i tych, których pominąłem 🙂

Testy, rankingi, wydarzenia FoodSnob , , , , , , , , ,

Ceviche Bar – surowa ryba w natarciu!

Ceviche Bar – surowa ryba w natarciu!

Ceviche Bar

Są takie miejsca, w których jesteś pierwszy raz, próbujesz niespełna połowy dań z karty ale mimo to czujesz, że wiesz już o tej kuchni wszystko. I musisz, po prostu musisz pokazać światu swoją euforię po tym spotkaniu. Takim miejscem jest Ceviche Bar Martina Gimeneza Castro.  Chefa znanego przede wszystkim z  Restauracji Salto, wcześniej z Hoża by Mondovino i oczywiście z pierwszej edycji TopChefa.Lokal mieszczący się przy „restauracyjnym patio” budynku Cosmopolitan mimo, że gdy dotarłem tu po raz pierwszy od otwarcia minęło zaledwie pięć dni zastałem wypełniony do ostatniego stolika. Przez to, albo raczej dzięki temu zająłem miejsce przy barze, mając przyjemność obserwowania jak sam „El Jefe” Castro, od kilku dni ogarniający dwa miejsca na raz przygotowuje zamówione delicje.

 

 

Ceviche Bar nie tylko rybą stoi…

 

 

Ceviche Bar

Ceviche Bar

 

 

Na rozgrzewkę wybrałem dwa różne empanadas, figurujące w krótkiej karcie, w mini rozdziale „especiales de la casa”. Oba argentyńskie pierożki były siebie warte. Oba tak samo rozkoszne, choć jeden krył w zapieczonym cieście farsz z mięsa wołowego, a drugi łechtał kubki smakowe rozkosznym kukurydziano – serowym nadzieniem.

Ceviche Bar

Ceviche Bar; Empanadas

 

 

 

 

 

Gorące smaki ryb „gotowanych na zimno”

 

 

 

Potem przyszła kolej na tytułowego bohatera czyli ceviche w różnych odsłonach. Różnych nie tylko ze względu na rodzaje używanych ryb i owoców morza ale i na sposób ich marynowania. I tu dochodzimy do sedna! Ceviche to zasadniczo kawałki ryb marynowane w sosie z limonki, cebuli , chili i różnych dodatków. Ale to danie rodem z Peru (tam a dokładnie w Cusco przed kilku laty miałem przyjemność pierwszego, bliskiego i niezapomnianego spotkania z ceviche) może być przyrządzane na dwa sposoby.

Klasycznie – po „staro” peruwiańsku, gdzie ryba przez kilka godzin „gotuje się na zimno” jak pięknie nazwał marynowanie Pan Barman i na sposób nowoczesny, będący de facto mixem doświadczeń peruwiańskich i japońskich, gdzie ryba trafia do marynaty tuż przed podaniem. Tak też, jak mogłem zaobserwować z swojej loży przy barze, przygotowuje je Mistrz Castro.

Kawałki ryb, wcześniej sprawionych i wyfiletowanych lądują w różnych miksturach.I tak: okoń morski tu zwany cudnie „robalo” marynuje się w chilli, czerwonej cebuli, kolendrze i sezamie. Ten ostatni nadaje półsurowej rybie charakterystyczny smaczek. Arcypyszny tuńczyk, pławi się w chilli i limonce ale z dodatkiem palonej kolendry co fajnie urozmaica  znany smak tej ryby. Corvina (kolejne odkrycie – po polsku po prostu „ryba orzeł”!!!) jest oryginalna nie tylko ze względu na główny składnik, ale i przez dodatki : togarashi, złożoną z siedmiu składników, japońską mieszankę przypraw, yuzu-czyli skórkę niewielkiego cytrusa z japonii i tajską bazylię, zdradzające jednoznacznie wpływy kuchni wschodniej Azji.

Ceviche Bar

Ceviche Bar – Robalo

2015-10-08-20-15-31

Ceviche Bar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.

.

Leche de tigre – must try!

 

.

Pośród zamówionych ceviche zabrakło tych marynowanych z udziałem leche de tigre czyli mleka tygrysiego. Szot tej marynaty można zamówić jako oddzielne danie, co oczywiście natychmiast zrobiłem. Leche de tigra nie tylko służy do marynowania ryby ale jest też w Peru bardzo często podawane jako samodzielne danie, popularne szczególnie wśród osób cierpiących z powodu kaca.

2015-10-08-20-17-27

Ceviche Bar: Leche de tigre

Sposobów jego przyrządzania jest pewnie tyle ilu jest południowoamerykańskich chefów na świecie. Ten z Ceviche Baru poznałem dzięki życzliwej „duszy” z lokalnej obsługi. Resztki ryb z filetowania, zostawia się na kilkanaście godzin w naczyniu z sokiem z kwaśnych cytrusów, cebulą i chilli (i pewnie masą innych tajnych ingredientów). Po mniej więcej dwóch dniach odcedza i podaje w formie żółtawego napoju lub dodaje się do marynowanej krewetki, dorady, łososia. Spróbujcie!!! Ale zostawcie też miejsce na „tiraditos” czyli peruwiańskie dania również z surowej ryby lub owoców morza ale podawane w ostrym sosie. Z wyglądu są podobne nieco do sashimi lub carpaccio. W karcie znajdziecie trzy tiraditos.  Spośród nich nam dane było spróbować „vieras” czyli nieco mdławych przegrzebków z dodatkiem czarnych oliwek, imbiru i glonów wakame. Rzuciliśmy się też na rozkosznego niczym najlepszy deser „atuna” – tuńczyka z czarną quinoa, sezamem i salsą chilli i słodkiego i ostrego zarazem.

2015-10-08-20-34-38

Ceviche Bar : traditos atuna

2015-10-08-20-15-13

Ceviche Bar: traditos vieras

Cóż powiedzieć więcej? Żal opuszczać takie miejsce. Żal, że w karcie drugie tyle dań nie tkniętych! Żal, tej scenografii, muzyki i atmosfery z innych szerokości geograficznych! Wreszcie, żal, że przez konieczność prowadzenia samochodu nie dane mi było skosztować pisco sauer słynnego peruwiańskiego coktailu z surowym białkiem!

Ale nic to! Jeszcze nie raz tu zawitam, jeszcze niejedno tu zjem i … wypiję. Bo to naprawdę godne, casualowe miejsce dla FoodSnoba.

 

Casual FoodSnob , , , ,
Go Top