Posts Tagged “fine lunching”

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15

Kiedy po raz pierwszy, a było to bodaj w lipcu jadłem w tej restauracji nazywała się jeszcze La Maison. Gdy wpadłem tam ostatnio, w połowie października nad wejściem przywitał mnie szyld z nową nazwą: „Chłodna 15 by Wilamowski”. Nowa nazwa, ale to samo wnętrze, ta sama kuchnia i ten sam Szef. Szef i współwłaściciel zarazem, dwudziesto-kilkulatek –  Arkadiusz Wilamowski.

o

o

Chłodna 15- piąta restauracja z nazwiskiem!

o

o

W Warszawie były dotąd zaledwie cztery restauracje, w nazwie których wyeksponowane było nazwisko Szefa Kuchni. We wszystkich czterech przypadkach (Bistro De Paris – Michel Moran, Platter by Karol Okrasa, N31 restaurant & bar by Robert Sowa i Atelier Amaro) nazwisko dodane albo stanowiące część nazwy restauracji należy do utytułowanego i doświadczonego Szefa – celebryty, którego twarz często widzimy na ekranach telewizorów. Kim jest ten piąty, który ośmielił się wyeksponować swoje, jeszcze nie znane nazwisko przy nazwie restauracji?

O

O

Wilamowski i jego Chłodna 15

O

O

Arkadiusz Wilamowski jest niezwykle młodym człowiekiem. Jest też niezwykle starannie wykształconym Szefem Kuchni, który uczył się i praktykował głównie we Francji i Anglii. Dwuletnią edukację w prestiżowej CFA Louis Prioux Academy Nancy–Metz ukończył z dyplomem Brevet Professionnel Cuisinier z najlepszym wynikiem w historii szkoły. Praktykował lub pracował w londyńskich restauracjach Alain Ducasse by Dorchester (***Michelin), u Szefa Claude Bosi w restauracji Hibiskus (**Michelin), u Pierre Gagnaire w Sketch’u (**Michelin) oraz we Francji w Le Petit Nice Passedat (***Michelin) u Szefa Gerald Passedat, w restauracji pięciogwiazdkowego Hotelu Sofitel La Citadelle w Metz (* Michelin) u Szefa Christophera Dufosse oraz w Au Pampre d’Or u Szefa Jean-Claude’a Lamaze (* Michelin).

Jak sami widzicie od gwiazdek w jego CV może zakręcić się w głowie. Jakby było ich mało, po powrocie do Polski i objęciu posady szefa kuchni w Tamce 43 jej właściciel natychmiast ogłosił ich wspólne gwiazdkowe aspiracje. Przygoda w Tamce 43 trwała jednak zaledwie kilka miesięcy a więc za krótko bym miał możliwość zmierzenia się kuchnią Wilamowskiego i sprawdzenia jak przekuwa zamiary w czyn.

W nowym miejscu czyli właśnie w La Maison a od września w Chłodnej 15 by Wilamowski marzenia o gwiazdce wróciły z jeszcze większą siłą i determinacją. Tym razem, jak się wydaje zaplecze finansowe przedsięwzięcia i swoboda działania Szefa – Współwłaściciela restauracji czynią to marzenie bardziej prawdopodobnym.

Ale najbardziej prawdopodobnym czyni je jego talent. Bo Wilamowski niezależnie od skończonych szkół i odbytych praktyk ma, jak się wydaje nieprzeciętny talent.

o

o

Produkt is the king!

O

o

Ten talent wyziera niemal z każdego talerza. Kuchnia Wilamowskiego jest klasyczną kuchnią francuską, która romansuje z lokalnymi polskimi produktami i wabi gości lekką, bardzo autorską prezentacją. Edukacja i praktyka we Francji dała mu rzetelny fundament, o który opiera się jego kreatywność. Wilamowski wie co zrobić z produktem, by wydobyć z niego to co najlepsze. Produkt i jego smak to dla niego rzecz najświętsza.

Gdy przyrządza gotowanego piotrosza („Piotrosz złapany na wędkę z kwiatami cukinii, risotto i sosem hollandaise” 93 zł) to najpierw infuzuje mleko klasycznym, rosołowym garni, przecedza je i dopiero wtedy gotuje w nim rybę w 65 stopniach. Tak przyrządzony piotrosz, podany z risotto z dodatkiem mięty pieprzowej i kw iatem cukinii faszerowanym puree ziemniaczanym na długo pozostanie niezapomnianym smakiem. No dobra powiem to: o ile na wydaniu nie zostanie potraktowany zbyt obficie cytrynowym sosem holenderskim – raz tak się zdarzyło.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Piotrosz złapany na wędkę z kwiatami cukinii, risotto i sosem hollandaise” 93 zł

o

o

Innym razem tego samego piotrosza smaży na patelni. W wersji „Piotrosz z jogurtem naturalnym, szpinakiem i sosem koperkowym” (110 zł) ryba jest rumiana i chrupka z wierzchu. Wilamowski podaje ją z liśćmi szpinaku, na których widać drobno starty chrzan, narzucający daniu nieco ostrości i świeżości. Łyżeczka naturalnego jogurtu, polanego odrobiną palonego masła wnosi mocny i charakterystyczny smak tego ostatniego, stonowany jednak łagodnością jogurtu. Połówki agrestu (lekko kwaskowe nuty) i pasemka ciemno fioletowych, mocno wytrawnych, greckich, oliwek kalamata podlane są sosem koperkowym na bazie z ekstraktu z oliwek. Dzieje się tu dużo. Ale atak na kubki smakowe choć tak zróżnicowany, jest niezwykle subtelny. Nic co jest na talerzu nie kłóci się i nie konkuruje z rybą. Wszystko co jemy uwydatnia jej szlachetny smak.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Piotrosz z jogurtem naturalnym, szpinakiem i sosem koperkowym” (110 zł)

o

o

Co charakterystyczne, w kuchni Wilamowskiego nie widać typowej wciąż jeszcze dla fine diningu pogoni za teksturami. Smak i produkt dominują. Szef nie sili się, by przypadkowym chipsem zróżnicować tekstury. Taka Ducasse’owska maniera. Smaczna i całkiem mądra.

o

o

Chłodna 15 – francuski sznyt Szefa

o

o

Ktoś, kto zjadł tu choćby kilka dań nie może mieć wątpliwości co do korzeni Szefa. Kuchnia restauracji Chłodna 15 by Wilamowski jest francuska do szpiku. Jest francuska od A do Z. Od rodzaju i nazw dań, po ich składowe. Ale najbardziej francuskie są sosy i ich rola w kuchni Szefa Arkadiusza. Wilamowski zna się na sosach. Zrobione po mistrzowsku zawsze są tam gdzie powinny się znaleźć.

Weźmy choćby taką „Przepiórkę smażoną z bobem i boczkiem wędzonym i sosem chasseur” (62 zł) Chasseur czyli sos myśliwski to dzieło Philippe de Mornay, który uważany jest też za autora sosu mornay, béchamelu, sosu lyońskiego oraz sosu porto. Jest to rodzaj sosu brązowego, więc za bazę do jego przygotowania służy demi-glace oraz sos hiszpański. Podawany jest do dziczyzny często z dodatkiem grzybów.

Szef Wilamowski właśnie od nich zaczyna. Grzyby zostają podsmażone saute, a potem zalane sosem mięsnym i poddane redukcji a następnie połączone z przygotowaną obok redukcją wina z szalotką. Na końcu dodaje sosu wytopionego podczas przygotowywania przepiórczych korpusów. Całość jest redukowana i przecedzana przez sito a la minute. Oczywiście najważniejsza w tym daniu jest krucha, delikatna przepiórka ale to sos robi z tej potrawy arcydzieło. Nota bene czasem w karcie zamiast przepiórki jest podobnie przygotowywany gołąb ale jemu towarzyszy sos porto. („Gołąb z bobem, pistacjami i sosem porto” 69 zł)

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Przepiórkę smażoną z bobem i boczkiem wędzonym i sosem chasseur” (62 zł)

o

Chłodna 15

Bez sosu nie byłyby arcydziełem „Kurki polskie z jajkiem owsianym „Braci Grotek” (38 zł). Starannie wyselekcjonowane, maleńkie, jędrne, podsmażane kurki podane są z jajkiem poche i klasycznym sosem brun czyli sosem brązowym robionym na podobnej bazie co chasseur. Przystawka jest inspirowana tradycyjnymi, francuskimi grzybami zapiekanymi z jajkiem w piecu. Jest prosta ale dzięki sile sosu i umami grzybów zostaje długo w pamięci.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Kurki polskie z jajkiem owsianym „Braci Grotek” (38 zł)

o

o

O sosach Szefa Wilamowskiego mógłbym jeszcze długo. Bo na przykład w „Pate z kaczki z truflami i konfiturą z rabarbaru” (69 zł) sam pasztet jest przepyszny ale to cudowny sos z kaczki „robi danie” Podobnie jest z podanym mi kiedyś, jako przystawka „Pieczonym w cieście borowiku szlachetnym” (36 zł), który rozkrojony na wydaniu i polany obficie esencjonalnym sosem mięsnym okazuje się prawdziwym majstersztykiem.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Pate z kaczki z truflami i konfiturą z rabarbaru” (tu porcja z menu degustacyjnego)

o

o

o

o

Ryby i owoce morza czyli dziedzictwo Mistrza Passedat

o

o

W nieustająco zmieniającej się karcie restauracji zawsze jest sporo ryb i owoców morza. Restauracja ma jedno z nielicznych w Polsce homariów, którego mieszkańcy na stale goszczą w karcie. To nie przypadek. Praca w roli demi chef de partie w Le Petit Nice Passedat (3*Michelin) w Marsylii, bodaj najlepszej restauracji z owocami morza na południu Francji dała Wilamowskiemu naprawdę niezły warsztat.

Szczególnie zachwycił mnie jego „Krab fason Passedat z awokado i galaretką z selera naciowego” (49 zł). Danie nawiązuje nazwą bezpośrednio do Marsylskich doświadczeń Szefa. Krab jest cudowny. Usmażony pod specjalnym kloszem do smażenia owoców morza i homarów jest obłędnie soczysty. Mosiężny klosz, którym nakrywa się smażone na patelni na oliwie owoce morza powoduje, że wszystko to co z nich odparuje spływa z powrotem do produktu. Kawałeczki tego mięsa podane są na zimno w szklanym pucharku razem z guacamole, tytułową galaretką i kwiatkami chabrów. Ładne to, proste i arcysmaczne.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Krab fason Passedat z awokado i galaretką z selera naciowego” (49 zł)

o

o

Nieco słabiej wypadł „Tuńczyk makrelowy z groszkiem cukrowym, agrestem i aioli” (32 zł) Sashimi z tuńczyka złożone na połówkach agrestu wokół zielonej tafli z galaretki z groszku z aioli i morelą tworzyło niezwykle piękną kompozycję. I ryba i galaretka operowały na delikatnych, stonizowanych nutach smakowych. Jednak choć żel morelowy dodawał odrobinę kwasowości daniu to w tym jednym przypadku zabrakło mi jakiegoś mocniejszego akcentu.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: „Tuńczyk makrelowy z groszkiem cukrowym, agrestem i aioli” (32 zł)

o

o

Częstym i pysznym elementem karty jest „Ryba a’la Grenobloise” (67 zł) Czasami jest to miecznik, czasem kulbin a najczęściej dorsz północnoatlantycki, którego smażona polędwica, podawana jest ze smażonymi ziemniakami z natką pietruszki, cytryną i kaparami oraz pianą z pieczonego chleba. Naprawdę radzę się skusić!

O

O

Menu zmieniane codziennie.

O

O

Zmiana, zmiana, zmiana. W menu restauracji Chłodna 15 by Wilamowski nic oprócz jakości nie jest stałe. W porze lunchu, kiedy oprócz zestawu lunchowego serwuje się skrócone menu, nikt z obsługi nie wie jaka będzie wieczorna karta. Wszystko zależy od produktów dostarczonych przez trzech głównych dostawców (Bernard, La Maree, Marche de Paris).

Zestaw lunchowy nie daje możliwości wyboru, ale po pierwsze dania zmieniają się codziennie a po drugie oprócz lunchu można skorzystać z kilku dań ze skróconej karty. Nota bene gdybym teraz robił mój test fine diningowych, najdroższych zestawów lunchowych to Chłodna 15 by Wilamowski by się nie zakwalifikowała. Tutejsze lunche są nadzwyczajnej jakości ale niska cena (2 – dania to 39 zł a 3 zaledwie 49 zł) uniemożliwiłaby zakwalifikowanie się ich do finałowej piątki.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski: lunch za 49 zł  (od lewej na górze w prawo): Amuse bouche, tarta grzybowa z sałatą i vinegrette, stek wołowy z puree grzybowym i marchewką, krem cytrynowy.

o

o

Typowa dla tutejszej kuchni jest zmienność produktów w niektórych ulubionych daniach szefa. Czasem zamiast opisywanych wyżej „Kurek z jajkiem owsianym Braci Grotek” serwuje się „ Jajko Braci Grotek z boczniakiem”. Innym razem zjecie wariację tej przystawki z lejkowcem dętym. Podobnie jest z pate, które często przewija się przez menu: czasem będzie z kaczki, czasem z sarny (wtedy z konfiturą z pigwy) wreszcie innym razem z jagnięciny z konfiturą z rabarbaru. Ta zmienność podyktowana bezwzględnym dogmatem świeżości i jakości dostępnego produktu jest zabawna i sprawia, że menu restauracji właściwie nie może się znudzić. Bo każda wariacja tego samego dania to jednak inne smaki i akcenty. Wymaga to jednak ogromnej pracy ze strony całej ekipy. Może właśnie dlatego Chłodna 15 by Wilamowski jako chyba jedyna restauracja w Warszawie jest czynna tylko od wtorku do soboty. Niedziela to czas eksperymentów a poniedziałek czas porządków i treningów.

Jedną wielką niespodzianką jest też menu degustacyjne. Menu ma formę „blanche” co oznacza, że do samego końca gość nie wie co dostanie na talerzu. Ośmiodaniowa podróż „w ciemno” jeszcze we wrześniu kosztowała 150 zł. Dziś to 180 złotych, co nadal wydaje się ceną niezwykle interesującą w porównaniu do innych fine diningowych restauracji. Dla największych hedonistów dostępne jest również „specjalne menu degustacyjne” za 360 złotych. Jeszcze nie jadłem, więc nie mogę ocenić. Dam znać as soon as possible!

O

O

100% fine diningu na stole.

O

O

Bez względu na to czy zasiadacie do lunchu czy do kolacji możecie oczekiwać przy stole Chłodnej 15 wszystkiego tego czego oczekujemy od fine diningu. Wysmakowana zastawa, szczegóły w rodzaju „stołeczek na damskie torebki” robią swoje. Każdy posiłek poprzedzają co najmniej trzy amuse-bouche i wybór domowego pieczywa (od jego wczesno-porannego wypieku zaczyna swój dzień Szef Wilamowski) Wśród amuse-bouche często pojawia się „czips z siemienia lnianego z twarożkiem ze szczypiorkiem, estragonem i odrobiną szalotki (czyli z creme de savonne) albo z majonezowo-jajecznym sosem gribiche.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

o

Chłodna 15o

Możecie też liczyć na różnego rodzaju wariacje ptysiowe np. „Ptysie z musem jabłkowym z kardamonem i puree z marchewki, galaretkę ogórkowo-limonkowo-miętową” lub „Ciasto ptysiowe z musem orzechowym, zwieńczone galaretką z rokitnika i płatkami jadalnego aksamitka”. Z ciekawszych amuse-bouche zapamiętałem jeszcze „Zimne nóżki w nowej odsłonie: w panierce na ciepło, zwieńczone chrzanem ze śmietaną” i rozliczne wariacje grzybowych musów. Przy zmianie smaku serwowana bywa świetna granita szczawiowa, a przy kawie możecie liczyć oczywiście na petit four.

Imponująca jest również karta win, a oba rodzaje menu degustacyjnego mają co oczywiste opcję wine pairingu.

Jedynie serwis (ale to niestety standard w polskich restauracjach, nawet tej klasy) wymaga jeszcze trochę pracy. Doświadczony Szef Sali dwoi się i troi, ale to zdecydowanie za mało.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

o

o

Inspektorzy Michelin już byli.

o

o

Jak powszechnie wiadomo, żeby dostać gwiazdkę Michelin nie trzeba mieć restauracji w pałacowych wnętrzach. Skoro może mieć ją sushi bar przy parkingu czy na stacji metra w Tokio, albo bar dim sum w Hong Kongu to może ją dostać restauracja mieszcząca się na parterze piętnastopiętrowego bloku Osiedla za Żelazną Bramą przy ulicy Chłodnej 15. Miejsce to jest kojarzone ze znaną od lat cukiernią, która zresztą do dziś koegzystuje z restauracją. Od jakiegoś czasu działa jednak coś w rodzaju recepcji, której pracownik wita i prowadzi do części restauracyjnej zdezorientowanego widokiem ciast i ciastek gościa. Wnętrze restauracji bardzo zmieniło się w porównaniu do starego – „przed Wilamowskiego” La Maison.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

o

o

Jak wiadomo gwiazdkę dostaje się za jedzenie a nie za wnętrza a to oznacza, że Szef Wilamowski naprawdę ma na nią szansę. Tym bardziej, że jego kuchnia jest tak bardzo francuska, co dla inspektorów Michelin nie jest bez znaczenia. Na pewno nie dostanie jej w tym i być może nie w przyszłym roku. Być może nie dostanie jej szefując Chłodnej, choć jak sam mówi jego projekt rozpisany jest na pięć lat. Ale prędzej czy później ma wielką szansę o nią zawalczyć.

W tym roku przedstawiciel Michelin gościł już w restauracji. Być może gdy czytacie ten tekst miała miejsce już właściwa wizyta inspektorów. Efekty/skutki? Wkrótce – w marcu 2018.

O

o

Wielkie ego u Szefa to nie grzech

O

o

Bez względu na to czy i kiedy przyjdzie pierwsza gwiazdka będę trzymał kciuki za Szefa Arkadiusza Wilamowskiego. Jeżeli w wieku 25 lat potrafi tak gotować to jest jednym z najbardziej utalentowanych, młodych polskich Szefów, których kuchnię poznałem. A to nazwisko na szyldzie? Szefowie Kuchni przestali być anonimowi kilka lat temu. Od tego czasu wszyscy foodies śledzą ich peregrynacje i świadomie wybierają te restauracje, w których gotują znani im i „sprawdzeni” Szefowie. Może czas na kolejny etap? Może za rok lub dwa nikt nie będzie się śmiał z tego, że i młodzi Szefowie nazwiskiem sygnują swoje restauracje? Nikt nie lubi być anonimowy. A że nazwisko na szyldzie dodatkowo pieści ich ego, to nie grzech. Bo wielkie ego u dobrych Szefów Kuchni to norma.

o

o

Chłodna 15 by Wilamowski

Chłodna 15 by Wilamowski

o

 

Chłodna 15 by Wilamowski
Szef: Arkadiusz Wilamowski
Chłodna 15, Warszawa
http://www.chlodna15.pl
Facebook: https://www.facebook.com/Chłodna-15-345229529234105/
godziny otwarcia:
wto-sob: 12:00 – 15:00 i 18:00 – 22:00
niedziele i poniedziałki zamknięte
rezerwacje: 730 737 644

 

 

 

 

 

 

 

Fine Dining FoodSnob , , , , ,

Test TOP 5 zestawów lunchowych w restauracjach fine dining w Warszawie

Test TOP 5 zestawów lunchowych w restauracjach fine dining w Warszawie

 

Zestawy lunchowe to codzienność większości restauracji warszawskich. Pojawiły się kilka lat temu przyczyniając się do tego, że coraz częściej jadamy poza domem i biurem. Złożone z dwóch lub trzech dań, zmienianych na ogół codziennie a najrzadziej raz na tydzień kosztują zazwyczaj od 15 do 30 złotych.  Zazwyczaj, bo poza ten przedział cenowy wychodzą lunche serwowane przez restauracje z wyższej półki określanej często terminem „fine dining”. Gdzie więc zjeść najlepszy, elegancki lunch w Warszawie?

Oczywiście całkiem spora grupa restauracji zaliczonych do tej kategorii, w tym obydwie restauracje uhonorowane gwiazdką Michelin, nie ma w swojej ofercie zestawów lunchowych.  Jednak jak pokazał krótki research na stronach i facebookowych profilach co najmniej piętnaście topowych restauracji je serwuje. W przypadku tej grupy przedział cenowy zaczyna się od 39 złotych za dwudaniowy lunch (Elixir Dom Wódki) do 108 zł za lunch trzydaniowy w Platter by Karol Okrasa, przy czym w pierwszej „piątce cenowej” oprócz Plattera są jeszcze: Nolita, L’enfant Terrible, La Rottiserie i Bistro de Paris. W trakcie kilku ostatnich dni FoodSnob odwiedził je wszystkie starając się odpowiedzieć na pytanie jak te oferty mają się do dań a la carte serwowanych w tych restauracjach i z których warto skorzystać.

 

System oceny

 

W celu ułatwienia wyboru  postanowiłem oceniać wszystkie przetestowane zestawy kilkoma kryteriami. Oczywiście głównym kryterium musi być subiektywna ocena smaku, bo przecież on jest głównym motywatorem przy wyborze restauracji. Dodatkowo przy tej okazji ocenię (równie subiektywnie) kreatywność podanych dań. Dla obu kryteriów zastosuję łączną ocenę w skali od 1 do 6.

Ponieważ w prawie wszystkich badanych restauracjach bywałem już wcześniej zamawiając a la carte będę również oceniał opisowo na ile zestaw lunchowy jest wizytówką tego co Chef i jego kuchnia mogą nam zaoferować podczas bardziej wystawnych i … droższych pobytów w ich restauracjach. FoodSnob to blog dla Foodies pragnących poszerzać kulinarne doświadczenia więc to kryterium siłą rzeczy jest bardzo ważne.

Kolejnym kryterium będzie … wielkość dań – tu tak jak w przypadku smaku będę używał skali 1-6.  Pod opublikowanymi  na Instagramie i Facebooku zdjęciami z testowanych restauracji mogłem przeczytać uwagi typu: „byłam i wyszłam głodna”, na które przy w tej publikacji zamierzam odpowiedzieć. Oczywiste jest, że dania w zestawach lunchowych są mniejsze niż zwykle (nie dotyczy dań z menu degustacyjnych) ale ich wielkość, co powinna pozwalać na zaspokojenie obiadowego głodu. Nie mogę również pominąć tzw ekstrasów, czyli dań i dodatków oferowanych bezpłatnie w ramach zestawów. Skala? Jak wyżej.

Ostatnie kryterium – stosunek jakości do ceny będzie podsumowaniem powyższych ocen i zrelatywizowaniem ich do ceny każdego z testowanych zestawów. Ranking wyznaczy proste dzielenie wartości lunchu przez liczbę uzyskanych punktów. Proste i jasne? Więc do dzieła.

Nolita

 

Zbieranie materiałów rozpocząłem od Nolity Jacka Grochowiny, którego kuchnię a la carte znam i niezwykle cenię. Dwudaniowy lunch kosztuje tu 79 złotych a za zestaw powiększony o deser trzeba zapłacić o 10 złotych więcej. Ale uwaga! to cena  jedzenia. Zamawiając do posiłku butelkę wody i espresso, trzeba wyjąć z kieszeni dodatkowe 24 złote. To istotny czynnik do układania „rankingu cenowego” biorąc pod uwagę, że w innych restauracjach woda a czasem i woda i kawa są wliczone w cenę zestawu. Za to w Nolicie i tylku tu w cenie zestawu jest kieliszek wina.

 

Niespodzianki mile widziane

 

W menu lunchowym do wyboru są po dwie przystawki, dwa dania główne i dwa desery. Menu zmienia się raz na tydzień i jest regularnie publikowane na facebooku i na stronie restauracji. W celu zachowania porównywalności oraz … linii zdecydowałem się zamawiać we wszystkich restauracjach menu dwudaniowe złożone z przystawki i dania głównego.

Jednak w Nolicie decydując się na taki wariant lunchu niespodziewanie otrzymałem dodatkowo amuse-bouche. W moim przypadku była to odrobinka terriny z królika z pestkami dyni i pudrem z prażonej pestek zwieńczona kapką musztardy jabłkowej z całymi ziarnami gorczycy  i cząstką borówki amerykańskiej marynowanej w occie z czarnego bzu. Małe, dobre i dobrze nastawiające do świata co nieco.

 

Amuse bouche: terina z królika, dynia, borówka

Amuse-bouche: terina z królika, dynia, borówka

 

 

 

 

 

 

 

 

Do posiłku  podano nie tylko pięknie wyglądające ale i pyszne, domowe pieczywo: mały bochenek żytniego chleba i bułkę z makiem. Wyjątkowy smak pieczywa podkreślały domowe masła:  klasyczne, osełkowe z solą Maldon z Essex oraz palone, również posypane tą solą. Nikt oprócz znanego z pieczywa L’enfaint Terrible nie uraczył mnie taką jakością i starannością podania.

 

 

Domowe pieczywo i masło

Domowe pieczywo i masło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mięso kontra ryby

 

Na etapie zamawiania przystawki consomme rybne przegrało z ravioli cielęcym. Nie wiem co straciłem nie jedząc bulionu ale wiem co zyskałem gdy podano mi zgrabne pierożki spoczywające na delikatnym sosie z letniej trufli. Idealne ciasto, delikatny farsz z cielęciny (jakaś nuta szałwii?) i esencjonalny sos zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Na taką przystawkę warto tu wpaść nie bacząc na cenę.

 

Nolita: Ravioli cielęce

Nolita: Ravioli cielęce

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przy okazji dania głównego wynik meczu „mięso kontra ryby” został ustalony na 2:0 bo na mój stół zamiast troci i dzikich ziół został podany kawałek długo pieczonego boczku umoszczonego na puree z pasternaku. Boczek po długim procesie pieczenia rozpływał się w ustach a delikatne ale jakże charakterystyczne w smaku puree skontrapunktowane zostało ostrością szalotkowych pikli. Całość zwieńczał półprzeźroczysty, tajemniczy chips z ziemniaka, o którego procesie przygotowania udało mi sie tylko dowiedzieć, że trwa aż dwa dni.

 

Boczek, pasternak, piklowana cebulka

Boczek, pasternak, piklowana cebulka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Espresso i domowe czekoladki

Espresso i domowe czekoladki

 

 

 

 

Nolita (Jacek Grochowina)
www.nolita.pl
Facebook:  https://www.facebook.com/restauracjanolita/?fref=ts#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6.  absolutne mistrzostwo świata oddające wiernie rozkosze jakie za niemałe pieniądze czekają na gości podczas kolacji

wielkość dań: ocena 5. Zarówno przystawka jak i danie główne były niewielkie (szczególnie w porównaniu z liderami w tej kategorii rankingu) choć wystarczająco zaspokoiły mój głód.

ekstrasy: ocena 6. Oprócz standardowych ciasteczek lub pralin serwowanych prawie w każdej z testowanych restauracji, dostałem w cenie amuse-bouche, świetnej jakości domowe pieczywo i kieliszek wina. Nolita to zdecydowany lider tej kategorii testu.

koszt menu dwudaniowego: 79 zł ( w tym kieliszek wina), koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i butelkę wody) 103 zł

łączna liczba punktów: 23 (najwyższa wśród testowanych)

stosunek jakości do ceny: wysoki – III miejsce w teście

spójność z podstawowym menu: bardzo wysoka. Dania lunchowe są dobrą wizytówką znakomitej kuchni Jacka Grochowiny. Warto przyjść tu na lunch by zbudować sobie wyobrażenie o tym co nas czeka gdy zdecydujemy się na kolacje a la carte lub menu degustacyjne.

Rekomendacja: zarówno na poważne lunche biznesowe jak i dla Foodies szukających nowych smaków.

Uwagi: menu luchowe publikowane regularnie na profilu na Facebooku, powyżej 4 osób doliczany jest serwis w wysokości 12,5% wartości rachunku. Lunch serwowany jest w godzinach 12-15.

 

 

Platter by Karol Okrasa

 

 

Miejsce, które dotąd z tajemniczych powodów pomijałem w swoich restauracyjnych wypadach oferuje najdroższy w Warszawie zestaw lunchowy. Lunch menu stworzone przez Karola Okrasę, jest również najbogatsze bo oferuje aż cztery przystawki do wyboru i po 3: pierwsze dania, zupy i dania główne. Każde z tych dań można zamówić osobno, choć jak na dania lunchowe niemało kosztują (przystawki 48 zł, pierwsze dania 54 zł, zupy 28 zł a dania główne 71 zł. Ceny wysokie więc korzystniejszy jest wybór opcji zestawu w dwóch wariantach: menu dwudaniowe za 98 złotych i trzydaniowe za 108 złotych.

Woda (krajowa) jest w cenie każdego zestawu. Niestety obowiązkowe dla mnie po każdym posiłku espresso kosztuje aż 16 złotych co winduje koszt dwudaniowego lunchu na niezagrożona pozycję cenowego lidera w Warszawie. Oprócz dość przeciętnego pieczywa i oliwy oraz wspomnianej wyżej wody nie możemy liczyć na to, że dostaniemy coś więcej np amus-bouche. Za to sama kuchnia wydaje się być absolutnie olśniewająca i skłaniająca do powrotu.

 

Tatar, który potrafi zaskoczyć

 

Na przystawkę wybrałem danie z pozoru banalne bo tatar z troci. Ku mojemu zaskoczeniu (był to mój pierwszy kontakt z kuchnią Okrasy w Platterze) otrzymałem prawdziwe arcydzieło niezwykle bogate w smakach i strukturach. Rzeczona ryba (sama w sobie doskonałej jakości) nieznacznie zamarynowana spoczywała na pikantnej, lekko chrupkiej sałatce z kaszy gryczanej i suszonych pomidorów. Posiekane pomarańczowe mięso  posypane było czarnuszką a za „dostawę” smaku kwaśnego odpowiedzialny był sos z mirabelki i listki szczawiku zajęczego, który oprócz nasturcji stanowił piękny jadalny dekor. Źródłem odrobiny słodyczy łagodzącej pikantność  i kwas tych dodatków było kilka kropli sosu buraczkowego. Porcja nie za wielka ale przepyszna i cudownie podana na dizajnerskim talerzu. Jeśli tak wygląda rzeczywistość kuchni Plattera to wrócę tam wkrótce na pogłębione studia.

 

 

Platter by Karol Okrasa: tatar z troci z sałatką z kaszy gryczanej i sosem z mirabelki

Platter by Karol Okrasa: tatar z troci z sałatką z kaszy gryczanej i sosem z mirabelki

 

O ile rozmiar przystawki budził wątpliwości w materii zaspokojenia głodu to wybrane przeze mnie danie główne  było naprawdę okazałe. Choć tytułową bohaterką dania była pyza poznańska to o jego sile stanowiło połączenie cudownie miękkiej i soczystej jagnięciny z konfiturą z czerwonej cebuli.  Proste dodatki w postaci blanszowanych i podpieczonych warzyw (pasternak, marchew, brokuł, rzodkiew i groszek cukrowy) oraz delikatnie słodka emulsja z buraków uzupełniały smaki potrawy a popcorn z kaszy, którym posypano mięso od czasu do czasu przyjemnie chrupał na zębach. Jeżeli miałbym mieć zastrzeżenia do czegokolwiek to dotyczyłyby wspomnianej już pyzy poznańskiej zwanej inaczej pampuchem czyli pyzy/kluski z ciasta drożdżowego gotowanej na parze.

Prawzorzec pampucha jaki noszę w głowie jest zdecydowanie bardziej puszysty i gąbczasty przez co tak doskonale chłonie sosy do których jest podawany. Pyza Okrasy była dla mnie odrobinę za ścisła i podsuszona. Wypadek przy pracy?

 

Platter by Karol Okrasa: pizza poznańska z soczystą jagnięciną i konfiturą z czerwonej cebuli

Platter by Karol Okrasa: pizza poznańska z soczystą jagnięciną i konfiturą z czerwonej cebuli

 

 

Platter by Karol Okrasa
www.platter.pl
Facebook: https://www.facebook.com/PlatterbyKarolOkrasa/#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6 (choć w kategorii smaku przystawka na 7 czyli poza skalą a danie główne na 5)

wielkość dań: ocena 6. Przystawka niewielka ale danie główne naprawdę zaspakajające każdy obiadowy głód.

ekstrasy: ocena 4. Pieczywo przeciętne, kawa podana bez ciasteczek a woda „w cenie” wiosny nie czyni.

koszt menu dwudaniowego: 98 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę) 114 zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z dwiema kolejnymi restauracjami)

stosunek jakości do ceny: poniżej średniej – ostatnie piąte miejsce w teście. No cóż w tym wypadku to nie tyle jakość co cena zaważyła na takim wyniku.

spójność z podstawowym menu: brak danych (na razie)

Rekomendacja: restauracja na lunche biznesowe i to aż do bólu. Jako jedyna w stawce była prawie pełna, ale oprócz białych kołnierzyków znalazłem może dwóch gości prywatnych, zdecydowanie zresztą hotelowych. Dla Foodies miejsce nieco onieśmielające a w dodatku atrakcyjność cenowa wobec regularnych cen umiarkowana. Zresztą, nie bójmy się tego słowa Platter należy jesli nie do top3 do na pewno do top 5 najdroższych miejsc w Warszawie. Szkoda, bo miejsce warte grzechy.

Uwagi: menu lunchowe ma sezonowy charakter, nie jest zmieniane codziennie ani raz w tygodniu. Nie jest też publikowane na Facebooku a menu opublikowane na stronie nie odpowiada rzeczywistości. Lunch serwowany jest w godzinach 12-17). Bardzo sprawna, wręcz ekspresowa obsługa.

 

 

La Rottiserie

 

 

Nie ukrywam, że po ostatniej wizycie w królestwie Pawła Oszczyka opisanej kilka tygodni temu, na ten lunch bardzo liczyłem. Kolejny raz ze względu na pogodę nie dane było mi nacieszyć się pięknym patio ale główna sala restauracji po świeżo zakończonej renowacji, choć pustawa była równie przyjemna. Tutejsze autorskie lunche zwane „Prosto z targu” serwowane są od poniedziałku aż do soboty (to rzadkość) i oferują dania oparte na sezonowych produktach. Menu nie wyróżnia przystawek, dań głównych i deserów ale już pobieżna lektura pozwala na ich identyfikację i dokonanie wyboru spośród dwóch przystawek, dwóch dań głównych i jednego deseru. Za kombinację dwudaniową zapłacimy 78  a za trzy dania 88 złotych. Doliczony obligatoryjnie do rachunku serwis w wysokości 10 % winduje cenę na drugą pozycję wśród najdroższych zestawów lunchowych w Warszawie, szczególnie gdy ktoś nie zauważy informacji i tak jak ja zostawi dodatkowo napiwek w gotówce.

Ale rozkosze podniebienia warte są każdych pieniędzy o ile… są prawdziwymi rozkoszami. W przypadku La Rottiserie absolutnie były.

 

Sezonowe kuszenie

 

Choć sałatka z burraty, arbuza i szynki kusiła, wybrałem na przystawkę brzmiącą bardziej „sezonowo” sałatkę z buraków. Jakże słuszna była to decyzja! Na pięknie podanej sałatce, w której czerwonym i żółtym burakomi  towarzyszyły różne smakowite listki spoczywały cudowne plasterki, różowej, soczystej i miękkiej kaczki. Buraki były najpierw podpieczone dla pobicia smaku a potem podgotowane dla delikatności. Dwa spore kleksy piany z koziego sera oraz lekko słodkie patyczki buraczanej bezy tworzyły wyborne uzupełnienie warzyw i mięsa. Orzechy zarówno te całe jak i w formie posypki różnicowały tekstury i uzupełniały smaki. Całość była czystą kulinarną poezją! Przystawka mistrzowska, zajmująca w nieoficjalnym rankingu na najlepsze danie testu ex equo pierwsze miejsce z tatarem z troci opisywanym wyżej.

 

Sałatka z buraków, pastrami z kaczki, kozi ser i orzechy

La Rottiserie : sałatka z buraków, pastrami z kaczki, kozi ser i orzechy

 

Wybrane przeze mnie danie główne nie było tak piękne jak przystawka ale za to równie smaczne. Wzgardziwszy pieczonym filetem z pstrąga mimo przedmaratońskiej diety rzuciłem się na „policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby”. Mistrz Oszczyk już raz zaskoczył mnie podobnym sosem podczas delektowania się jednym z dań wchodzących w skład jego menu degustacyjnego. Pieprz tasmański pieprzem bynajmniej nie jest ale ponieważ smakiem, nieznacznie słodszym od oryginału bardzo go przypomina jest często stosowany w kuchni antypodów. W przypadku tego dania sos był zbudowany na bazie klasycznego demi glasse i znakomicie łączył się z delikatnym, rozpływającym się w ustach mięsem. Pęczotto, na którym spoczywał uzupełniały grzyby, nazywane przez obsługującego mnie kelnera mimo moich, zgłaszanych watpliwości prawdziwkami.

Jeśli, w co wątpię naprawdę były to borowiki to raczej nie polskie ale szczerze mówiąc ich smak w połączeniu z sosem, mięsem i pęczakiem tak pięknie grał, że przestałem sobie tym zawracać głowę. Wegetariańską wkładką do dania były zblanszowane liście sałaty rzymskiej i lekko podpieczone pomidorki. Całość bardzo zacna i sycąca.

 

La Rottiserie: policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby

La Rottiserie: policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby

 

dsc00488

La Rottiserie (Chef Paweł Oszczyk)
www.larottiserierestaurant.com.pl
Facebook: https://www.facebook.com/MamaisonHotelLeReginaWarsaw#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6 (ach ta przystawka!)

wielkość dań: ocena 5. Przystawka bardzo lekka, danie główne akurat. Głodny nie wyszedłem.

ekstrasy: ocena 4  Brak amuse-bouche (ta Nolita jednak zawyżyła standardy), pieczywo przeciętne, arcypyszny i przebogaty wybór pralin i czekoladek do kawy

koszt menu dwudaniowego: 78 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i wliczony napiwek) 105zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z Nolitą i  kolejną restauracją)

stosunek jakości do ceny: średni – odrobinę lepiej niż Nolita – drugie miejsce w teście

spójność z podstawowym menu: menu daje doskonały wgląd w to co możemy spróbować zamawiając podczas kolacji menu degustacyjne. Jeśli drogi Foodie nie chcesz iść w ciemno na kolacje wpadnij najpierw na lunch. Warto!

Rekomendacja: gdyby nie lokalizacja restauracja byłaby doskonała na elegancki biznes lunch. Wszystkim tym, których nie przeszkadzają trudności w znalezieniu miejsca do parkowania rekomenduję. Fajne kameralne miejsce na elegancki, prywatny lunch we dwoje.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Niestety nie jest publikowane na stronie restauracji ani na Facebooku (tylko profil hotelu). Lunch serwowany jest w godzinach 12-17. Jakość obsługi czasami pozostawia trochę do życzenia.

 

 

L’enfant Terrible

 

 

Kolejne badany zestaw lunchowy to dzieło Michała Brysia. Nie da się ukryć, że mam wielką słabość do tej restauracji i do kulinarnych dzieł samego Chefa. Miejsce choć fine diningowe ma urzekającą atmosferę, tworzona przez niezwykle miłą obsługę, niezobowiązujący wystrój i serwis. Bywam tam relatywnie często choć z zestawu lunchowego korzystałem ostatnio półtora roku wcześniej. Tamto doświadczenie i późniejsze kolacje wywindowały moje oczekiwania wysoko.

Menu lunchowe w „Okropnym dziecku” to do wyboru dwie przystawki, dwa dania główne i deser. Można zamówić kombinację dwóch dań za 79 złotych lub trzech za 89 złotych. Dodany do tego „zestaw obowiązkowy” w postaci butelki wody i espresso podnosi cenę o 22 złote.

Na początek na stół tradycyjnie trafia domowe pieczywo w tym słynny na całą Warszawę chleb pieczony na 17-to letnim zakwasie. To klasa sama w sobie, więc choć wliczenie pieczywa w ceny zestawu to standard tu punktując nie mogłem nie dodać pół punktu za jakość.

 

L'Enfaint Terrible - pieczywo Mistrza Brysia

L’Enfaint Terrible – pieczywo Mistrza Brysia

 

 

Testowane podwójnie

 

Ponieważ miałem szczęście być w uroczym towarzystwie dane mi było spróbować wszystkich dań z wyłączeniem deseru. Właściwie wszystkie były wyśmienite choć zaskoczyły sporym dystansem do tego co wg mojej gastronomicznej pamięci serwuje się a la carte. Wszystkie dania były dość proste z dobrze wyczuwalnym wpływem kuchni tradycyjnej kuchni regionu śląskiego. Być może, nie było żartem stwierdzenie jednej z osób pracujących w restauracji, że Chef ostatnio odwiedził rodzinne strony i wrócił z wieloma nowymi inspiracjami.

Zacząłem od prostego matiasa z ziemniakiem. Doskonałej jakości śledź podany był z creme fraiche z odrobina szczypiorku i pieczonym rozmarynowym ziemniakiem. Całość była ciekawa przede wszystkim na sposób przygotowania tego ostatniego. Wydrążony ziemniak napełniony był lekko rozmarynowym pure ziemniaczanym i dopiero upieczony. Ten prosty zabieg uczynił tego ziemniaka jednym z najlepszych jakie dane mi było kiedykolwiek zjeść.

 

L'Enfaint Terrible: Matjas i ziemniak

L’Enfaint Terrible: Matjas i ziemniak

 

Równie prostą przystawką był krem z dyni, podany z pesto z dyni na brioszy i olejem z pestek dyni. Zacny jesienny akcent, którego gwiazda gdy pisze te słowa nieco przyblakła wobec wczorajszych rozkoszy jakie sprawił mi krem z tego warzywa podany podczas krótkiego, wczorajszego pobytu w Rozbrat 20. Jak to w życiu bywa wszystko jest względne.

 

img_0172

L’Enfaint Terrible: Krem z dyni, briosza, pesto z dyni, olej z pestek dyni.

 

Polskie korzenie dań głównych

 

 

Elementy kuchni polskiej mocno wybiły się przy pierwszym z dań głównych. Doskonała troć podana była w towarzystwie łazanek i czerwonej (modrej) kapusty. I choć moja współtowarzyszka oceniła łazanki jako nieco twardawe, ja z uznaniem chciałem podkreślić jakość i grubość ciasta. Sos winno-cytrusowy wnosił i to jakże elegancko odrobine niezbędnego rybie kwasu. Dodatkowo towarzyszyła mu konfitura cytrynowa.

 

L'Enfaint Terrible: Troć i łazanki

L’Enfaint Terrible: Troć i łazanki

 

W drugim z dań głównych, którego głównym bohaterem był karczek wieprzowy na szczególne wyróżnienie zasługują postaci drugiego planu. Podanie niezłego, ale nie wybitnego kawałka wieprzowiny z babką ziemniaczaną i bardzo oryginalnym sosem z miodu pitnego podniosło danie o dwa szczeble wyżej. Dodatkowo Chef jako dodatku użył niezwykle rzadko używanego w restauracjach, kruczoczarnego grzybka o nazwie lejkowiec czarny. Ten daleki (i kontrowersyjny przez kolor) krewny kurki rzadko widywany jest na restauracyjnych stołach, tym bardziej że nie należy do wybitnych przedstawicieli królestwa grzybów. Tu w cudowny sposób, znany tylko szefowi sposób zadał kłam plotko o miernych właściwościach smakowych.

 

L'Enfaint terrible: Karczek i baba

L’Enfaint terrible: Karczek i baba

 

L’enfant Terrible (Chef Michał Bryś)
http://www.eterrible.pl
Facebook: https://www.facebook.com/enfantterriblerestaurant#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 5 i 6

wielkość dań: ocena 5. Nie musicie obawiać się, że wyjdziecie głodni.

ekstrasy: ocena 5 Jak wszędzie oprócz Nolity brak  amuse-bouche, etc etc. ale magia i smak chleba podniosły ocenę

koszt menu dwudaniowego: 79 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i wliczony napiwek) 101zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z Nolitą i La Rotisserie)

stosunek jakości do ceny: niestety, ostatnie czwarte miejsce w rankingu

spójność z podstawowym menu: mniejsza niż gdzie indziej. Być może to sygnał do jakiejś zmiany w menu. Mimo, że znam to miejsce najlepiej z badanych, przy teście w ciemno nie odgadłbym, że to kuchnia L’Enfante.

Rekomendacja: mimo punktów i surowej oceny stosunku jakości do ceny rekomenduję to miejsce na lunch. Atmosfera powoduje, że ten fine dinning należy do najbardziej „zjadliwych”.  A na pytanie, czy Foodies znajdą w tych zestawach reprezentatywną wizytówkę głównego menu? Odpowiem wkrótce sprawdzając na ile zmieniło się od ostatniego razu.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Można je znaleść w zakładce menu na Facebooku. Lunch serwowany jest w godzinach 12-15.

 

Bistro de Paris Michel Moran

 

 

Ostatni a zarazem najtańszy z najdroższej piątki zestaw lunchowy – zwany tu „business lunchem” znajdziecie w Bistro de Paris. Tu polityka cenowa jest nieco bardziej skomplikowana niż u konkurencji. Za danie główne i deser zapłacicie 64 złote. Przekąska i danie główne to koszt 69 złotych, a komplet kosztuje 89 złotych. Wybieracie z trzech starterów (w tym zupa dnia), dwóch dań głównych i dwóch deserów. Uwaga! Kawę i wodę otrzymujecie w cenie! A dodatkowo otrzymujecie naprawdę całkiem duże porcje. Ale.. Pamiętam kuchnię w Bistro de Paris ze swoich dwóch wieczornych wizyt. Nigdy nie byłem jej  wielkim fanem ale podziwiałem za pewną francuską finezję.

Ku mojemu zdziwieniu przystawka, którą zamówiłem niewiele miała z nią wspólnego.  Oczywiście zamawiając zapieczonego z pomidorami i serem parmezan bakłażana mogłem wydedukować, że z podanej mi wariacji na temat „melanzane parmignana” trudno wycisnąć jakąś finezję, ale noblesse oblige! To danie było naprawdę smaczne, całkiem spore ale przepraszam arcymiłego Chefa rozczarowało.

 

Bistro de Paris: Bakłażan zapieczony z pomidorami i serem parmezan, mix sałat

Bistro de Paris: Bakłażan zapieczony z pomidorami i serem parmezan, mix sałat

 

Ciekawsza wydała się za to „Cassolette” z cielęcej grasicy i cynaderek. Uwielbiam podroby a wspomnienie z próbowanego kiedyś we Francji cassolette z wątróbek kurzych było na tyle ekscytujące, że bez namysłu dokonałem wyboru. Samo ragout zaprezentowało się  znakomicie:  grasica była perfekcyjna a nereczki zaskakująco miękkie. Ponieważ w tygodniu „testu” miałem już spotkania z konfitowaną, czerwoną cebulą kolejna nie powaliła mnie na kolana, choć absolutnie komponowała się w całość. Zaskoczeniem za to był dodatek w postaci kojarzonych z kuchnią niemiecką „szpecli” ale szybko uprzytomniłem sobie, że prawdziwy Francuski Chef może podać jedynie ich alzacką wersję (o czym zresztą było napisane w menu). Danie może nie finezyjne, ale jeśli ktoś lubi podroby to na pewno będzie zadowolony. Mimo niepozornego rozmiaru bardzo sycące.

 

Bistro de Paris: "Casosolette" z grasicy i cynaderek, confit z czerwonej cebuli i alzackie speatzle

Bistro de Paris: „Casosolette” z grasicy i cynaderek, confit z czerwonej cebuli i alzackie speatzle

 

Bistro de Paris (Chef Michel Moran)
http://www.restaurantbistrodeparis.com
Facebook: brak oficjalnej strony

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 5 i 4 (smak zdecydowanie wziął górę nad kreatywnością)

wielkość dań: ocena 6. Tu zdecydowanie się najecie.

ekstrasy: ocena 5 Oprócz wody i kawy w cenie, bezy i ciasteczka do kawy.

koszt menu dwudaniowego: 69 zł, koszt rzeczywisty … 69 zł !!!

łączna liczba punktów: 20 (ostatnie miejsce w rankingu, przy minimalnej różnicy w punktach)

stosunek jakości do ceny: najlepsza, choć głównie ze względu na … cenę

spójność z podstawowym menu: to zdecydowanie inna bajka. Kuchnia lunchowa i kuchnia a la carte to dwie różne bajki.

Rekomendacja: Bistro de Paris straszy nieco swoim „ąę” wystrojem ale jak fine dining to fine dining. Bardzo miła obsługa i krążący po sali z ujmującym uśmiechem i życzący „smacznego” Chef ocieplają atmosferę. Nie wiem czy chciałbym bywać tu z ukochaną, ale biznesowy lunch i bardziej formalne rodzinne spotkanie można organizować tu śmiało.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Niestety nie można go znaleść w Internecie. Wisi  za to w gablotce przy wejściu.

 

Najlepszy lunch w Warszawie?

 

Pięć najdroższych w Warszawie zestawów lunchowych prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Bardzo wysoki i wyrównany, choć ranking (tak, tak! wiem że subiektywny) wykazał ewidentne różnice. Moim zdecydowanym faworytem jest Nolita. Za kuchnię niezwykłą, kreatywną i smaczną. Gdyby nie wnętrze (i cena)  chętnie jadałbym w Platterze, gdyby nie było tak daleko często wpadałbym do La Rottiserie. To moja pierwsza trójka.

Nie znaczy to, że porzucę ulubionego L’enfante czy też zapomnę o legendarnych przegrzebkach w Bistro. Pamiętajcie oceniałem tylko lunche i to nie wszystkie z tych godnych uwagi. Ponieważ do rankingu wybrałem pięć najdroższych zestawów lunchowych w Warszawie siłą rzeczy zabrakło tu Concept 13, z jego legendarnymi lunchami czy też Belwedere, której kuchnię odkryłem na nowo podczas ostatniego Fine Dining Restaurant Week. Mam świadomość, że te braki trzeba będzie nadrobić, więc jeśli pytacie czy będzie ciąg dalszy… nie potwierdzę i nie zaprzeczę.

Fine Dining FoodSnob, Testy, rankingi, wydarzenia FoodSnob , , , , , , , , , , , ,
Go Top