Posts Tagged “kuchnia azjatycka”

The Cool Cat – cool sąsiad z Powiśla

The Cool Cat – cool sąsiad z Powiśla

Jeśli po przeprowadzce na Mokotów czegoś mi żal, to właśnie braku sąsiedztwa powiślańskiej restauracji The Cool Cat, która od ponad półtora roku karmi, poi i bawi swoich fanów przy ulicy Solec 38.

Słowo restauracja w przypadku tego niezwykłego, autorskiego miejsca brzmi nieco sztucznie. The Cool Cat, dzieło Zosi Pazik i Kuby Kaftańskiego, to trochę śniadaniownia, trochę bar, trochę bistro, wreszcie trochę restauracja. Typowo powiślański koncept czyli wszystko naraz, wymykające się klasycznym definicjom. Ale tu wszystko to jest spójne i nie przeszkadza. Dzieje się tak za sprawą świetnej kuchni Kaftana, inspirowanej orientem i dalekim wschodem, odwołującej się z jednej strony do street foodu a z drugiej kuszącej klasycznym, miskowym comfort foodem.

o

o

Jaki lokal i jaka kuchnia – takie menu.

o

o

Dużą część menu The Cool Cat stanowią śniadania. Ale nie dajcie się zwieść nazwie. Nie znajdziecie tu wielu typowych dla tego posiłku potraw.

Od biedy, do tych ostatnich zaliczyć można tosty z awokado i jajkiem sadzonym (15 zł) i słodką jaglankę (15zł). Cała reszta począwszy od shakhsuki (15 zł), przez tabbouleh (15 zł), aż po niezwykle, bogate, wietnamskie banh-mi z koreańskim pate, boczkiem, piklowanymi warzywami, kolendrą i sadzonym jajkiem to dania, które z powodzeniem można zjeść i na śniadanie i na lunch.

Pewnie dlatego w The Cool Cat  śniadania można zamawiać do 22:00. To szczególnie ważne w weekendy, kiedy nie serwuje się dostępnych w tygodniu trzydaniowych zestawów lunchowych (25zł)

o

o

Weekendowe Szaleństwa The Cool Cat

o

o

Od kilku miesięcy w weekendy w The Cool Cat królują niezwykłe zestawy śniadaniowe. Tu nie mogło jednak zabraknąć klasyki, więc wśród trzech różnych, dostępny jest zestaw klasyczny między innymi z jajecznicą, smażona kiełbaską od Pani Ewy z Hali Mirowskiej, twarożkami i serem korycińskim. Przez jakiś czas z klasyką mocno konkurował „zestaw zdrowy” a w nim między innymi grillowany ser halloumi, quinoa z jarmużem, awokado, wędzony pstrąg, jajko pochette w kurkumie, sałatka z pomidorami i pesto, jagody goji, orzechy i morwa, humus z granatem i natką.  Dziś zamiast niego często możemy trafić na zestaw śródziemnomorski, w którym szczególnie mocno widać akcenty bliskiego wschodu (shakshuka, grillowane halloumi, humus buraczany, tabbouleh na kuskusie, labneh z zatarem).

O

O

The Cool Cat

The Cool Cat – weekendowe śniadanie

O

O

Ja jednak najbardziej cenię zestaw azjatycki na który składa się aż 10 wspaniałych porcyjek. Wpływy różnych azjatyckich kuchni mieszają się tu swobodnie, choć całość w formie i poszczególnych składowych najbardziej nawiązuje do Korei i Wietnamu. Mamy tu z jednej strony smażony ryż z jajkiem i kimchi i klasyczny banchan w formie marynowanego korzenia lotosu ale mało klasycznie bo … z wiśnią i sezamem, a z drugiej koreańskie pate i cudownie miękki, pieczony boczek w sosie hoisin, szczodrze obsypany fistaszkami.

o

o

The Cool Cat

The Cool Cat – weekendowe śniadanie – zestaw azjatycki (30 zł)

o

o

Wszystkie zestawy kosztują 30 złotych, co przy ich jakości oznacza naprawdę wyjątkową relację ceny do realnej wartości. Nic dziwnego, że w weekendy, co mogłem zaobserwować w ostatnią sobotę zestawy są zamawiane aż do późnego popołudnia.

o

o

The Cool Cut i słynne bao Szefa Kaftańskiego.

o

o

Magiczne w smakach bao Kaftana są świetnie znane bywalcom zeszłorocznego, warszawskiego Nocnego Marketu. Tegoroczna edycja rusza już 21 kwietnia i z tego co mi wiadomo znajdziecie tam i w tym roku The Cool Cat. Radzę jednak by nie czekać, tylko pędzić na Solec by już dziś spróbować pełnego asortymentu bao. W regularnej karcie możecie trafić nawet na 5 różnych bułeczek.

Smaczne choć chyba najmniej efektowne jest bao z tofu smażonym w grubej japońskiej panierce – panko, z czerwoną kolendrą, dymką, japońską rzodkwią daikon i majonezem miso (misomajo) (14 zł). Nie zachwycam się nim bo po pierwsze nie jestem wyznawcą wege a pod drugie konkurencja w tej kategorii jest naprawdę ciężka.

Porównajcie sami to tofu choćby do bao z boczkiem (16 zł)! Cudownie upieczony boczek ukrywa się w gotowanej na parze bułeczce, w towarzystwie śliwkowo-sojowego sosu hoisin, ogórka i kolendry. Wszyscy ci „wspólnicy”, odpowiedzialni za smakowy odlot posypani są orzeszkami ziemnymi.

o

o

The Cool Cat

The Cool Cat – bao klasyczne – boczek, sos hoisin, orzechy ziemne, ogórek, kolendra

o

o

Coraz bardziej powszedniejące poliki wołowe tu nie zawodzą, współtworząc bao w wersji koreańskiej (18 zł). Świetnie uduszone mięso (bez souse-vide i innych wynalazków) potraktowane jest w najbardziej znany, koreański sposób czyli przez użycie sosu/marynaty bulgogi składającej się z sosu sojowego, czosnku, soli, cukru, oleju sezamowego, cebuli oraz sezamu. Koreańsko – azjatyckim kontrapunktem są: domowe kim chi, rzodkiew daikon i dymka.

O

O

The Cool Cat

The Cool Cat – bao: soft shell krab, mango, chilli, kolendra, wasabi najo (30 zł)

O

O

Mnie jednak podniebienie nakazuje wynieść pod niebiosa bao ze smażonym w tempurze soft shell krabem z ostrym od chilli mango, kolendrą i majonezem z wasabi (30 zł) To prawdziwy smakowy odlot! Sztos nad sztosami! I to pomimo tego, że jak zgaduje krab świeżo po wylince, którego można schrupać z miękkim pancerzem, musiał dotrzeć do nas w wersji mrożonej. Chyba, że ktoś dostarcza już świeże, za co chwała mu wielka! Jaki by ten krab nie był przed dotarciem do kuchni, Kuba Kaftański zrobił z niego prawdziwy majstersztyk na wydawce.

o

o

Obiado/kolacja by The Cool Cat

o

o

Rozdział menu z daniami głównymi (tu pt.: „obiado/kolacja”) mimo, że krótki budzi szacunek dla kreatywności Szefa. Każde z dań jest niezwykle przemyślane i dopracowane i mimo, że są to potrawy relatywnie proste to ich smaki dają wiele do myślenia.

Kartę otwiera wywar wołowy z polikiem wołowym, makaronem ryżowym, jajkiem i kolendrą (27 zł). Wywar jest esencjonalny do tego stopnia, że jak wyraził się jeden ze współbiesiadników ma się wrażenie odnalezienia 200% czystej wołowiny w jego smaku. Szef Kaftański nie ukrywa, że bulion to poboczny efekt bardzo długiego kilkudniowego duszenia policzków wołowych w trakcie którego do mięsa i wywaru trafia sporo warzyw. Danie jest nie tylko smaczne ale i barwne za sprawą marynowanego w buraku, gotowanego jajka i sporych płatów wodorostów nori, które należy samodzielnie połamać i zmoczyć w bulionie.

O

O

The Cool Cat

The Cool Cat – wywar wołowy, polik wołowy, makaron ryżowy, jajko marynowane w buraku, nori, kolendra i sezam

O

O

Bardzo smacznym, powiślańskim fusion jest „Kaftan burger” (32 zł) Część składników jak np. wołowina z angusa i hereforda z Beskidzkiego Wypasu jest „normalna”, czytaj europejska, choć jak widać z opisu niezwykle starannie dobrana. Ale już ser cheddar przed wsadzeniem go do hamburgera został o dziwo! (i o smaku!) opanierowany w japońskim panko. Majonez z jalapenio, słodko –kwaśna, domowa konfitura z czerwonej cebuli i domowe ogórki małosolne dodają do mięsa i sera pokaźną dawkę smaków nie ograniczonych geografią czy rodzajem kuchni. Na pozór zwykłe frytki posypane są roztartym na pył wodorostem nori i koreańskim ostrym gochugaru czyli sproszkowanym chilli. W jednym banalnym z pozoru daniu tyle smaków z tylu kontynentów. I to tak dobrze pasujących do siebie.

O

O

The Cool Cat

The Cool Cat – Kaftan burger

O

O

o

o

Mistrzowie obiado-kolacji.

o

o

Dwa ostatnie dania z bieżącej karty to makrela i flaki. Oba pokazują, że nie w liczbie składników ale w ich jakości i doborze jest siła i źródło oryginalnego smaku.

Makrela (34 zł) jest wzorcowo usmażona. Chrupka skórka kryje jędrne, soczyste mięso. Tak zrobiona ryba broni się prawie sama, ale tu za jej wyróżnieniem przemawiają również dodatki. Pod chrupkimi chipsami ze słonecznika bulwiastego chowa się delikatnie ziemiste puree z pietruszki, które za sprawą dodanych orzechów laskowych szlachetnieje i tworzy solidne i wyraźne tło dla pozostałych smaków. Płatki marynowanego buraka wnoszą lekką, słodko-kwaśną mieszankę. Posiekany szczypior i oliwa szczypiorkowa nadają całości wiosennej, pikantnej nuty.

0

0

The Cool Cat

The Cool Cat: makrela, marynowany burak, puree pietruszkowe z orzechem laskowym, czipsy z topinambura, oliwa szczypiorkowa

0

0

Flaki (27 zł) są za to zdecydowanie najbardziej oryginalnym daniem. Pocięte na kawałeczki usmażone w głębokim tłuszczu w panko chrupią i w niczym nie przypominają jakichkolwiek innych flaków, które dane mi było zjeść. Maskowaniu ich smaku pomaga nie tylko tekstura ale i dodana do nich emulsja z orzechów laskowych. Podane w misce na pszennym makaronie z piklowaną marchwią i piórkami cebuli oraz świeżym szczypiorkiem wymagają starannego wymieszania całości, tak by smaki połączyły się przed dotarciem składników na podniebienie. Danie naprawdę przepyszne, więc Ci co nie przepadają za polskimi flakami po warszawsku, czy włoskimi trippa ala florentina niech nie zrażają się nazwą tylko próbują!

O

O

The Cool Cat

The Cool Cat – flaki w panko z emulsją z orzechów laskowych, z  pszennym makaronem i piklowaną marchewką i cebulą czerwoną

O

O

o

o

Dlaczego The Cool Cat?

o

o

To miejsce niczego nie udaje. Jest takie jak jego właściciele i szefowie. Dla tych co nie lubią Powiśla może będzie za bardzo hipsterskie, choć z racji położenia (to jednak peryferia, „klasycznego”, hipsterskiego Powiśla) i charakteru kuchni wymyka się spod takiej uproszczonej definicji. Jest tu miło i niezobowiązująco. I wystrój i bardzo bezpośrednia, sympatyczna obsługa nie odbiega od standardów dzielnicy.

To co wyróżnia The Cool Cat spośród podobnych miejsc na Powiślu to właśnie kuchnia i stosunek jakości do ceny. Tu naprawdę dają dobrze i niebanalnie jeść za bardzo przyzwoite pieniądze. Każdy, kto jest otwarty na nieustająco modne mieszanie smaków Zachodu i Dalekiego Wschodu wyjdzie stąd naprawdę w pełni ukontentowany.

Autorski i pierwszy własny projekt Kuby Kaftańskiego  i Zosi Pazik (oboje wcześniej Patio, Miłość) w październiku skończy dwa lata. Od otwarcia (a abserwuje ich od stycznia ub. roku) kuchnia Kaftana okrzepła a menu stworzyło spójną całość. Wydaje się, że w swojej kategorii The Cool Cat nie ma sobie równych na Powiślu i z czystym sumieniem włączam go do moich rekomendacji. Plasuje się w nich wysoko, zaraz po powiślańskiej pierwszoligowej, restauracyjnej trójce czyli restauracjach Bez Gwiazdek, Dyletanci, Rozbrat 20.

PS. Jak przystało na Powiśle The Cool Cat to miejsce gdzie można wpaść po prostu na drinka, wino, jeden z wielu autorskich koktajli czy na całkiem spory asortyment herbat, naparów i kaw przelewowych. Dla tych co chcą przy tym cos przegryźć czekają małe tapasy spośród których musze wymienić następcę słynnego tatara Szefa Kuby Kaftńskiego a a mianowicie guy tataki czyli wołowinę marynowaną po japońsku z sosem ponzu, porem, piklowanymi warzywami i grzybkami shimeji. Od tego zacznijcie przygodę z The Cool Cat. Naprawdę warto. Smacznego.o

The Cool Cat
Szef Kuba Kaftański
Solec 38, Warszawa
Facebook: https://www.facebook.com/thecoolcatbar/
Rezerwacja: 575 703 721
Godziny otwarcia
pon-czw          8:30 – 22:00
pią                      8:30 – 01:00
sob                      9:00 – 01:00
nie                      8:30 – 22:00
Casual FoodSnob, Street FoodSnob , , ,

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD

Jeszcze nie zdarzyło mi się tak by zaledwie cztery dni po otwarciu restauracji konieczne, ba! niezbędne było rezerwowanie stolika. Aż do ostatniego wtorku, kiedy zachęcony entuzjastyczną recenzją na froblog.pl popędziłem wchłonąć opisywane tam delicje. Maleńkie wnętrze zapełnione było do ostatniego miejsca. Na szczęście udało się jakoś wcisnąć i… I słowo ciałem się stało!

Pieczywo z masłem było tak niezwykłe jak to opisywała autorka bloga, pierożki z boeuf bourguignon zgodnie z treścią recenzji zbudowały na moim podniebieniu trwały most rozkosznego porozumienia między kuchnią Dalekiego Wschodu a kuchnią Świata Zachodu, a boczek …

img_4562

MOD – do 18:00 tylko jako MOD-Donut z najlepszymi Donutami w Warszawie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale po kolei. Jeśli jeszcze tego nie wiecie MOD & MOD Donuts to nowa restauracja Trisno Hamid, wcześniej tworzącego i „ustawiającego” kuchnie w MY’oTai i chefującego w krakowskim Yellow Dog-u. Jedno miejsce, dwie nazwy i dwa zmieniające się w czasie oblicza. Czas jest w tym miejscu niezwykle ważny, bo do 18:00 (od wczoraj zdaje się, że już tylko do 17:00) miejsce oferuje ponoć nadzwyczajne donaty aby po tej godzinie zamienić się w najwyższych lotów bistro.

Pierwsze podejście, samotne a w dodatku z bagażem nie najlepszego lunchu w brzuchu poświęciłem szybkiemu testowi wspomnianych wyżej trzech dań.

 

MOD – zachwycające pieczywo

 

Chleb i masło są tu rzeczywiście niezwykłym zjawiskiem. Trzy rodzaje bułek z trzema rodzajami masła z wieloma akcentami francuskimi, japońskimi czy też szerzej wschodnio azjatyckimi. Tak więc jemy pain the campaigne czyli francuski chleb wiejski na zakwasie (ale tu z pieprzem syczuańskim), bułkę mleczną hokkaido czyli delikatne jak chałka, japońskie białe pieczywo, pieczone metodą tang zhong, wreszcie gougeres – bułeczkę z „ptysiowego” ciasta z dodatkiem sera – popularną francuską przegryzkę do wina. Do tego trzy nadzwyczajne masła o smakach miso, śledzia i alg. Proste i wyrafinowane zarazem. Bez wątpienia warte 10 złotych, które trzeba zapłacić za tę pierwszą na liście przystawek pozycję.

img_4564

MOD – pieczywo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD-a przystawki niezwykłe

 

Pisząc o kolejnych przystawkach trudno zrezygnować z euforycznego tonu. „Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty” , to idealne połączenie smaku klasycznej, francuskiej wołowiny duszonej w czerwonym winie (schowanej w delikatnym, ale jędrnym cieście pierożka) ze smakiem świeżego pecorino i żelu z wasabi. Wodorostowe patyczki dodają element chrupki do miękkiej struktury pozostałych elementów tego dania.

MOD

MOD:„Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty”

MOD

Podobną rolę pełnią chrupkie nitki, serowego ciasta kanafeh w „Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto” W tym wypadku spotkanie klasycznej pozycji kuchni francuskiej (fois gras) ze wschodem nastąpiło nieco bliżej bo na gruncie arabskim, skąd korzenie przytoczonego wyżej, serowego ciasta tu w wersji „szorstkiej” czyli khishnah . Jedyna, nieco mnie entuzjastyczna uwaga: sos porto był idealnie słodki, ale trafiło mi się go nieco za mało.

img_4575

MOD: Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto

img_4577

MOD: Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin

 
MOD

Kaczkę po pekińsku zna chyba każdy i prawie każdy lubi. W MOD można spróbować wariacji na jej temat w postaci przystawki „Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin” , w której zamiast rozebranej pieczonej na sposób pekiński kaczki podaje się ją w wersji konfit pardon! confit czyli czyli w formie mięsa ugotowanego lub długo pieczonego we własnym tłuszczu. Nie spytałem jak jest w tym przypadku, dopytam następnym razem. Jedno wiem już teraz – było pyszne.

MOD na „główne”

Podczas dwóch wizyt w MOD udało mi się spróbować tylko jednego dania głównego spośród trzech zwanych tu „talerzami”

„Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina” to porządny sześcian pieczonego boczku, glazurowanego w kawie z zielonym „daszkiem” z persillade czyli mieszanki pietruszki, odrobinki czosnku i szalotki. Obok spoczywa zupełnie zwykłe ziemniaczane pure, zwieńczone krążkami duszonego pora. Dopełnieniem jest delikatny sos z białego wina. Wszystko to razem tworzy fantastyczną kompozycję smakową, naprawdę godną polecenia.

img_4569

MOD: Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina

 

 

 

 

„Miski” w MOD

 

Z „misek” wybrałem za drugim razem „Paitan ramen – makaron ramen, wieprzowina charsiew, marynowane jajko, słodki bambus, dymka, wywar z kurczaka i bonito”. To nie było pierwsze spotkanie z ramenem w wykonaniu Trisno, więc nie byłem zaskoczony ani esencjonalnym bulionem ani marynowanym jajkiem ani kawałkami boczku charsiew, który w klasycznej kantońskiej wersji przed pieczeniem jest marynowany w mieszańce miodu, sosu sojowego, sosu hoisin, przyprawy pięciu smaków i wina ryżowego. Sądząc po kolorze, do pieczenia tego użyto innej marynaty, co nie zmienia faktu, że choćby z nazwy i mięsa przepis na ten konkretny ramen miał bez wątpienia korzenie w Chinach.

 

I wreszcie desery!

 

Generalnie nie jestem ich entuzjastą więc mnie nie zachwyciły w odróżnieniu od reszty karty. Ale zdecydowanie, zamówione przeze mnie cztery „maleństwa” czyli „Petit fours – paris-brest z kremem kokosowym, trufla z czekoladą i chilli, beza dacqouise z słodkim żółtkiem, makaronik z budyniem miso i sezonowymi owocami” były lepsze niż zwykła „Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta”, z której ze wstydem przyznaje najbardziej smakowała mi ta ostatnia …No cóż, obsługa lojalnie ostrzegała nas, że tak będzie.

img_4586

MOD: Petit fours

img_4589

MOD: Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD – jest co poprawiać!

 

Co do obsługi, serwisu i generalnie stafu to zdecydowanie zabrakło jeszcze czasu na trening i „dotarcie się” grupy. Czasem gubi się kuchnia, czasem kelnerzy, a efektem bywa dość długie oczekiwanie. Ale ze względu na jedzenie odpuszczam nie tylko to ale i hałas i temperaturę w lokalu. Wszak to bistro! Nie za szybkie ale bistro!

W dodatku jak twierdzi Małgosia M. bistro, którego otwarcie będzie wydarzeniem sezonu w Warszawie.
img_4800
img_4798

 

Casual FoodSnob , , , , ,
Go Top