Posts Tagged “kuchnia francuska”

Restauracja Bez Tytułu – nowe miejsce na Poznańskiej

Restauracja Bez Tytułu – nowe miejsce na Poznańskiej

Restauracja Bez Tytułu

Poznańska to ulica szczególna na gastronomicznej mapie Warszawy. Jako jedno z nielicznych w stolicy „centrów restauracyjnych” jest zawsze gwarna i pełna ludzi okupujących kilkanaście lokali z bardzo różnych „półek”. Całkiem niedawno dołączyła do nich restauracja pod odwołującą się do świata sztuki nazwą „Bez tytułu”.jest polsko francuskie od a do z.

Po pierwsze lokal należy do małżeństwa przedstawicieli obu nacji przy czym Ona – Polka prowadzi w tym samej kamienicy Galerie Sztuki (co wyjaśnia źródłosłów nazwy restauracji) a On – Francuz inwestuje sporo w Polsce, między innymi w kamienicę w której mieści się i restauracja i galeria.

Po drugie Chefem jest Francuz Erwan Debono a co za tym idzie menu generalnie międzynarodowe nieco ciąży w stronę kuchni francuskiej choć produkty z założenia mają być i w większości są polskie. Po trzecie obsługa jest polska ale co najmniej dwóch menedżerów zdradza akcentem swoje francusko – polskie korzenie. Jak się okazało jeden z bardzo miłych Panów Menedżerów jest skoligacony z Chefem Mateuszem Gesslerem.

Lokal jest duży ale tak zaaranżowany, że wydaje się być bardzo przytulny. Na ceglanych ścianach plakaty, na prostych stołach ciekawe dizajnerskie gadżety. Do tego ogródek, z którego z przyjemnością udało się skorzystać dwa razy w tym raz dzięki uprzejmości menedżera, który specjalnie dla nas przearanżował stoliki.

Sól i pieprz, jak tubki z farbą.

Sól i pieprz, jak tubki z farbą.

 

Restauracja Bez Tytułu: karta

 

Menu składa się z kilku działów. Rozpoczynająca je lista tapasów przypomina, że to nie tylko restauracja ale również bar do którego można wpaść na wino lub drinka z małym co nieco u boku. Próbuję „grillowane chorizo” za 20 zł (dobre miękkie chorizo jest zawsze … dobre) i ślimaki (16 zł za 6 sztuk), dostarczane z polskiej a dokładnie mazurskiej hodowli i przyrządzone klasycznie z masłem i czosnkiem. Trochę wieje nudą ale jest naprawdę smacznie. „Talerz 3 wędlin” za 25 zł zamówiony przez kolegę podczas pierwszej wizyty i złożony klasycznie z prosciutto, coppy i salame przechodzi bez echa. Generalnie: tapasy bez fajerwerków ale i bez wpadek.

 

Tapas: grillowane chorizo i ślinaki

Restauracja Bez tytułu: Tapas: grillowane chorizo i ślimaki

Talerz 3 wędlin

Restauracja Bez tytułu: Talerz 3 wędlin

 

Czas na przystawki

 

W przystawkach mało oryginalności  ale za to całkiem sporo rozkosznych smaków mile pieszczących foodsnobowe podniebienia. „Siekany befsztyk tatarski” (36 zł) jest niespotykanie jak na Polskę grubo posiekany (przez to taki jak lubię) a dodatkowo cudownie chrupki na podniebieniu przez dodanie maleńkich kosteczek przypieczonych grzanek kompletnie zmieniających strukturę przystawki. Chrzanowy krem, którym udekorowana jest wieńcząca całość grzanka, nuty kwaśności z pikli i kaparów dodają ostrości i zamykają smakowo całe danie. Brawo! Brak frytek (w końcu to befsztyk tatarski prawie znad Sekwany) wybaczamy tym bardziej, że jak się później okaże ich obecność przy innym daniu będzie dość kontrowersyjna.

 

Tatar z siekanej wołowiny

Restauracja Bez tytułu: Tatar z siekanej wołowiny

 

Carpaccio z dorady (32 zł) wydaje się jeszcze lepsze. Cienkie płatki ryby udekorowane i dosmaczone są cytrusową śmietaną, guacamole, orzechami laskowymi i grzankami (znów coś fajnie chrupie) oraz paskami jabłka, Gdzieś w tym wszystkim wyczuwam delikatny smak werbeny. Jest lekko i przyjemnie w sam raz na ciepły, letni, wrześniowy lunch.

 

Carpaccio z dorady

Restauracja Bez tytułu: Carpaccio z dorady

 

Za to spożyte następnego dnia, wieczorne „rydze confit” (32 zł) przynoszą już w jesienne klimaty . Świeże, długo duszone polskie rydze (skąd oni mają rydze w tym kompletnie bezgrzybowym roku?) zostają podane z lekką, delikatną ale wyrazistą w smaku emulsją z grzybów leśnych, wśród których zdecydowanie musiały zaistnieć inne niż rydze, gatunki grzybów. Pyszota. talerz powędrował do kuchni  wytarty chlebkiem (szkoda nie własnym!) do ostatniej kropli sosu.

 

Rydze.

Restauracja Bez tytułu: Rydze confit.

 

Sałatom nie, zupom tak!

 

 

Do lata wracam przy okazji „sałat i zup”. O ile nic mnie nie zmusi (ani teraz ani potem) do zamówienia sałatki Cesara to skuszony chłodnikiem z botwinki chętnie jeszcze do niego wrócę. Chłodnik zacny z ciekawym dodatkiem jajka parfait i orzechów laskowych wspaniale wpisał się w ciepłą, wrześniową aurę.

Chłodnik z botwinki

Restauracja Bez tytułu: Chłodnik z botwinki

 

Dania drugie – drugi sort rozkoszy?

 

Mniej szczęścia miałem w kontaktach z daniami głównymi. Próbowałem i mięsa i ryby, które wypadły zresztą o niebo lepiej. Ze wszystkich dań filet z makreli na parze (57 zł) okazał się prawdziwym majstersztykiem. Doskonała ryba faszerowana oliwkami, suszonymi pomidorami i ziołami prowansalskimi została podana z cebulą confit i warzywami sezonowymi wśród, których nie zabrakło listka sałaty rzymskiej, groszku cukrowego i budzącej pewne kontrowersje kukurydzy podanej w formie cząstki kolby wraz z niejadalnym fragmentem. Makrela dzięki parze i farszowi wcale nie sucha a całość lekka i świeża. Mocny punkt. Przy okazji: większość warzyw od Pana Ziółko.

 

Makrela z pary

Restauracja Bez tytułu: Makrela z pary

 

Odrobinę tylko słabszy był dorsz podany z kalafiorem z nawiązującym do smaków Azji sosem z mleczka kokosowego i zielonego curry. Choć ryba była pierwszorzędnego gatunku (był to dorsz arktyczny) przypadła mi zdecydowanie mniej do gustu niż makrela. Mimo sosu wnoszącego pikantne akcenty wydawała mi się zbyt mdła i pardon „rybia” w zapachu. Wiem! Ryba pachnie rybą, ale nie tak.

 

Halibut

Restauracja Bez tytułu: Dorsz z kalafiorem

 

Kolejne dwa klasyki produktowe (pod tym względem to jednak wieje tu okropną nudą) to polędwiczki wieprzowe i pierś kacza. Polędwiczki (49 zł) były dobrze upieczone co można zobaczyć na zdjęciu po idealnym różowym kolorze, przekrojonego mięsa. Puree z selera wyśmienite ale podany do tego wszystkiego sos musztardowy z dużymi ziarnami gorczycy wydawał się do tego wszystkiego po prostu nie pasować.

Polędwiczki wieprzowe

Restauracja Bez tytułu: Polędwiczki wieprzowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Frytki bez tytułu.

 

 

Z kolei pierś z kaczki (54 zł) była nieco przeciągnięta i odrobinę twardawa. Szkoda bo i sos z malin i ziemniaczane gratin z oscypkiem były wyśmienite i mogły to danie ustawić na podium. Przy okazji: było to kolejne danie z orzechami, tym razem nerkowca.  „Orzechowa” słabość Chefa daje jednak tak przyjemne dla podniebienia efekty, że zaliczam ją do pozytywów.

 

Pierś z kaczki

Restauracja Bez tytułu: Pierś z kaczki

 

Żarty się skończyły przy burgerze z siekaną kaczką (39 zł) podanym tradycyjnie w bułce wraz z nietradycyjnymi dodatkami: foie gras, musztardą miodową i serem mimolette. Niestety zestaw zacnych składników dał średni efekt. Szczególnie zawiodła mnie foie gras, przy której do szczęścia zabrakło jakiegoś wyraźnego owocowego „podbicia” . Na nieszczęście Chefa w wyniku pomyłki obsługi zamiast zamówionego sosu pieprzowego otrzymaliśmy sos szalotkowy a na domiar złego frytki, które nam podano do burgera były ociekające tłuszczem, przepieczone i zimne.

Burger z kaczki

Restauracja bez tytułu: Burger z kaczki

 

Burger z kaczki

Restauracja Bez tytułu: Burger z kaczki

Frytki do burgera z kaczki

Restauracja Bez tytułu: Frytki do burgera z kaczki

 

Zdaję sobie sprawę, że takie drobne błędy zdarzają się na starcie większości restauracji ale jak wiadomo pierwsze wrażenie robi się tylko raz. Drobne potknięcia obsługi czy też brak wiedzy na temat potraw i … nazwiska szefa to rzeczy, o których zapominam wobec niezwykłej atencji, kompetentnych menedżerów czuwających bezpośrednio nad wszystkim . To nie częste, na pewno godne uwagi i podkreślenia.

 

img_0651

 

Czy tu wrócę? Czy rekomenduję? Tak. Po dwakroć tak. Wrócę bo moim zdaniem za miesiąc dwa będzie o niebo lepiej. Tak to bywa, przykładów można wymienić wiele. Wrócę bo jest to miejsce wystarczająco eleganckie ale i wystarczająco luźne na mniej lub bardziej formalne spotkania ze znajomymi. Wrócę bo na Poznańskiej jest wiele fajnych miejsc ale nie za wiele z tej półki. Wreszcie wrócę bo w tym przedsięwzięciu „Bez tytułu” jest jakaś spójność i konsekwencja. A to w tej branży dobrze wróży. Więc rekomenduję: testujcie „Bez tytułu” Z każdym tygodniem na pewno będzie jeszcze lepiej!

 

 

Warszawa, Poznańska 16

www.beztytulu.com

facebook: https://www.facebook.com/beztytulurestaurant/#

REZERWACJE@BEZTYTULU.PL, 22 251 52 88

Kuchnia czynna:

wtorek – czwartek: 12-22

piatek – sobota: 12-23

niedziela: 10-18

poniedziałek: nieczynne

Bez Tytułu Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Casual FoodSnob , , , , , ,

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD

Jeszcze nie zdarzyło mi się tak by zaledwie cztery dni po otwarciu restauracji konieczne, ba! niezbędne było rezerwowanie stolika. Aż do ostatniego wtorku, kiedy zachęcony entuzjastyczną recenzją na froblog.pl popędziłem wchłonąć opisywane tam delicje. Maleńkie wnętrze zapełnione było do ostatniego miejsca. Na szczęście udało się jakoś wcisnąć i… I słowo ciałem się stało!

Pieczywo z masłem było tak niezwykłe jak to opisywała autorka bloga, pierożki z boeuf bourguignon zgodnie z treścią recenzji zbudowały na moim podniebieniu trwały most rozkosznego porozumienia między kuchnią Dalekiego Wschodu a kuchnią Świata Zachodu, a boczek …

img_4562

MOD – do 18:00 tylko jako MOD-Donut z najlepszymi Donutami w Warszawie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale po kolei. Jeśli jeszcze tego nie wiecie MOD & MOD Donuts to nowa restauracja Trisno Hamid, wcześniej tworzącego i „ustawiającego” kuchnie w MY’oTai i chefującego w krakowskim Yellow Dog-u. Jedno miejsce, dwie nazwy i dwa zmieniające się w czasie oblicza. Czas jest w tym miejscu niezwykle ważny, bo do 18:00 (od wczoraj zdaje się, że już tylko do 17:00) miejsce oferuje ponoć nadzwyczajne donaty aby po tej godzinie zamienić się w najwyższych lotów bistro.

Pierwsze podejście, samotne a w dodatku z bagażem nie najlepszego lunchu w brzuchu poświęciłem szybkiemu testowi wspomnianych wyżej trzech dań.

 

MOD – zachwycające pieczywo

 

Chleb i masło są tu rzeczywiście niezwykłym zjawiskiem. Trzy rodzaje bułek z trzema rodzajami masła z wieloma akcentami francuskimi, japońskimi czy też szerzej wschodnio azjatyckimi. Tak więc jemy pain the campaigne czyli francuski chleb wiejski na zakwasie (ale tu z pieprzem syczuańskim), bułkę mleczną hokkaido czyli delikatne jak chałka, japońskie białe pieczywo, pieczone metodą tang zhong, wreszcie gougeres – bułeczkę z „ptysiowego” ciasta z dodatkiem sera – popularną francuską przegryzkę do wina. Do tego trzy nadzwyczajne masła o smakach miso, śledzia i alg. Proste i wyrafinowane zarazem. Bez wątpienia warte 10 złotych, które trzeba zapłacić za tę pierwszą na liście przystawek pozycję.

img_4564

MOD – pieczywo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD-a przystawki niezwykłe

 

Pisząc o kolejnych przystawkach trudno zrezygnować z euforycznego tonu. „Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty” , to idealne połączenie smaku klasycznej, francuskiej wołowiny duszonej w czerwonym winie (schowanej w delikatnym, ale jędrnym cieście pierożka) ze smakiem świeżego pecorino i żelu z wasabi. Wodorostowe patyczki dodają element chrupki do miękkiej struktury pozostałych elementów tego dania.

MOD

MOD:„Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty”

MOD

Podobną rolę pełnią chrupkie nitki, serowego ciasta kanafeh w „Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto” W tym wypadku spotkanie klasycznej pozycji kuchni francuskiej (fois gras) ze wschodem nastąpiło nieco bliżej bo na gruncie arabskim, skąd korzenie przytoczonego wyżej, serowego ciasta tu w wersji „szorstkiej” czyli khishnah . Jedyna, nieco mnie entuzjastyczna uwaga: sos porto był idealnie słodki, ale trafiło mi się go nieco za mało.

img_4575

MOD: Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto

img_4577

MOD: Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin

 
MOD

Kaczkę po pekińsku zna chyba każdy i prawie każdy lubi. W MOD można spróbować wariacji na jej temat w postaci przystawki „Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin” , w której zamiast rozebranej pieczonej na sposób pekiński kaczki podaje się ją w wersji konfit pardon! confit czyli czyli w formie mięsa ugotowanego lub długo pieczonego we własnym tłuszczu. Nie spytałem jak jest w tym przypadku, dopytam następnym razem. Jedno wiem już teraz – było pyszne.

MOD na „główne”

Podczas dwóch wizyt w MOD udało mi się spróbować tylko jednego dania głównego spośród trzech zwanych tu „talerzami”

„Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina” to porządny sześcian pieczonego boczku, glazurowanego w kawie z zielonym „daszkiem” z persillade czyli mieszanki pietruszki, odrobinki czosnku i szalotki. Obok spoczywa zupełnie zwykłe ziemniaczane pure, zwieńczone krążkami duszonego pora. Dopełnieniem jest delikatny sos z białego wina. Wszystko to razem tworzy fantastyczną kompozycję smakową, naprawdę godną polecenia.

img_4569

MOD: Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina

 

 

 

 

„Miski” w MOD

 

Z „misek” wybrałem za drugim razem „Paitan ramen – makaron ramen, wieprzowina charsiew, marynowane jajko, słodki bambus, dymka, wywar z kurczaka i bonito”. To nie było pierwsze spotkanie z ramenem w wykonaniu Trisno, więc nie byłem zaskoczony ani esencjonalnym bulionem ani marynowanym jajkiem ani kawałkami boczku charsiew, który w klasycznej kantońskiej wersji przed pieczeniem jest marynowany w mieszańce miodu, sosu sojowego, sosu hoisin, przyprawy pięciu smaków i wina ryżowego. Sądząc po kolorze, do pieczenia tego użyto innej marynaty, co nie zmienia faktu, że choćby z nazwy i mięsa przepis na ten konkretny ramen miał bez wątpienia korzenie w Chinach.

 

I wreszcie desery!

 

Generalnie nie jestem ich entuzjastą więc mnie nie zachwyciły w odróżnieniu od reszty karty. Ale zdecydowanie, zamówione przeze mnie cztery „maleństwa” czyli „Petit fours – paris-brest z kremem kokosowym, trufla z czekoladą i chilli, beza dacqouise z słodkim żółtkiem, makaronik z budyniem miso i sezonowymi owocami” były lepsze niż zwykła „Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta”, z której ze wstydem przyznaje najbardziej smakowała mi ta ostatnia …No cóż, obsługa lojalnie ostrzegała nas, że tak będzie.

img_4586

MOD: Petit fours

img_4589

MOD: Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD – jest co poprawiać!

 

Co do obsługi, serwisu i generalnie stafu to zdecydowanie zabrakło jeszcze czasu na trening i „dotarcie się” grupy. Czasem gubi się kuchnia, czasem kelnerzy, a efektem bywa dość długie oczekiwanie. Ale ze względu na jedzenie odpuszczam nie tylko to ale i hałas i temperaturę w lokalu. Wszak to bistro! Nie za szybkie ale bistro!

W dodatku jak twierdzi Małgosia M. bistro, którego otwarcie będzie wydarzeniem sezonu w Warszawie.
img_4800
img_4798

 

Casual FoodSnob , , , , ,
Go Top