Posts Tagged “Michał Bryś”

L’enfant Terrible – awangardowy fine dining Michała Brysia.

L’enfant Terrible – awangardowy fine dining Michała Brysia.

L’enfant Terrible

Jeśli wierzyć inspektorom żółtego przewodnika Gault&Millau, L’enfant Terrible to po Senses i Atelier Amaro trzecia restauracja w Polsce. W ostatniej edycji tego największego kompendium wiedzy o polskich restauracjach L’enfant Terrible i jej szef Michał Bryś otrzymali odznakę trzech czapek kucharskich i 16 na 20 możliwych punktów. W Polsce jest tylko 13 restauracji z trzema czapkami ale żadna inna nie zdobyła aż tylu punktów.

Drogę na podium Michał Bryś pokonał brawurowo. W 2015 (a więc zaraz po otwarciu) otrzymał 13,5 punktu i dwie czapki a już rok później 15,5 punktu dało mu trzecią czapkę. W tym samym roku kolegium redakcyjne Gault&Millau nadało mu tytuł „Szef Jutra”. Pół punktu więcej, o które skoczył w 2017 to niby niewiele ale właśnie tyle by wejść do pierwszej trójki.

W odróżnieniu od Senses i Atelier Amaro, L’enfant Terrible to zupełnie inny pomysł na restauracje. Serwowana tu kuchnia nosi wszelkie znamiona „fine diningu” (ceny zresztą również) ale doskonała atmosfera i profesjonalny ale „na luzie” serwis sprawiają, że etykieta restauracji „eleganckiej” jakoś tu nie pasuje. Drewniano-ceglane ściany i proste stoły, nienakryte obrusami tworzą nieco „podwórkowy” klimat.

Pasuje to bardzo do nazwy, która po francusku znaczy dosłownie „niesforny” lub wręcz „okropny chłopiec”. W przenośnym znaczeniu słowo to stosuje się jednak do określenia kogoś, kto jest awangardowy. Jest na przykład artystą przekraczającym ramy epoki, którego nikt nie rozumie. Przyjmując takie znaczenie tych słów nie sposób nie zgodzić się, że restauracja Brysia jest l’enfant terrible fine diningu w Polsce.

Kim jest Michał Bryś, po jego występach w Hell’s Kitchen właściwie nie trzeba pisać. Z wykształcenia aktor, z zawodu producent teledysków, scenarzysta i reżyser.  Z pasji kucharz samouk choć z rodziny z tradycjami gastronomicznymi. Swoje umiejętności doskonalił na stażach w takich restauracjach jak: De Librije w Zwolle (3 gwiazdki Michelin), The Ledbury w Londynie (2 gwiazdki Michelin), Geranium w Kopenhadze (3 gwiazdki Michelin), The Harwood Arms w Londynie (1 gwiazdka Michelin). Mało? Jego talerze mówią, że nie!

Bywam u Brysia właściwie od samego początku. Mam za sobą wiele lunchy i kolacji ale z wyjątkiem testu zestawów lunchowych nigdy jeszcze nie pokusiłem się na opisanie moich wrażeń kulinarnych z tych wizyt. W końcu przyszedł czas, żeby to zmienić.

o

o

Chleb, po który stałbym w długiej kolejce.

o

o

Gdyby Michał Bryś otworzył własną piekarnie, codziennie cierpliwie czekałbym w długiej kolejce po jego chleb. Domowe pieczywo to codzienność restauracji na tym poziomie, ale jakość tego w L’enfant Terrible przebija dzieła wszystkich, znanych mi piekarzy. Chleb jest pieczony na 17-to letnim zakwasie a jego asortyment zmienia się w zależności od nowych pomysłów i receptur Szefa. Podczas ostatniej wizyty dane mi było spróbować domową foccacię skropioną oliwą, chleb na palonym słodzie z żurawiną i pestkami dyni i ostatnią nowość, chleb w stylu francuskim robiony tak jak 200 lat temu we Francji z różnych lokalnych rodzajów pszenicy.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible –  pierwszy z prawej – chleb wg. starej receptury francuskiej

o

o

Z wcześniejszych wizyt szczególnie mocno zapamiętałem doskonały chleb z orkiszu i żyta z różnych rejonów polski wędzony przed podaniem palonym sianem w dużym garnku. Zjawiskowy smak i bardzo efektowna ceremonia serwowania. Do chleba podawane jest zawsze świetne masło, ostatnio przygotowane na dwa sposoby: na kwaśnej śmietanie i wędzone.

Chleb i masło. Uwierzcie mi, że gdyby nie nęcące nazwami dania mógłbym poprzestać na tym zestawie.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible

o

o

o

o

Amuse-bouche w L’enfant Terrible czyli niegrzeczny chłopiec cieszy usta klientów

o

o

Amuse-bouche to jak wiadomo mała przekąska, na jeden góra dwa kęsy, podana zaraz po złożeniu zamówienia. Jej rolą jest cieszyć (amuse) usta (bouche) klientów czekających na zamówienie. W L’enfant Terrible amuse-bouche zmienia się dość często więc nie daję głowy, że wy również otrzymacie chrzanową panna cottę z musem jabłkowym i pomarańczową galaretką. Jeśli nie to żałujcie, choć na pocieszenie dane Wam będzie cieszyć się pewnie innym smakowitym maleństwem.

W moim amuse-bouche znalazłem i słodycz i kwas. Łagodność śmietany i ostrość chrzanu. Wszystko co trzeba, żeby postawić na baczność zmysł smaku i przygotować się do smakowania kolejnych dań.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: amuse-bouche

o

o

o

o

L’enfant Terrible na dwa sposoby.

o

o

Decydując się na kolację u Michała Brysia możecie wybierać między 6-cio daniowym menu degustacyjnym i zamawianiem a la carte. Menu to dobra opcja na szybkie poznanie większej części karty. Kosztuje co prawda 269 złotych od osoby ale dania są znacznie większe niż w przypadku typowych menu degustacyjnych. W ramach menu oprócz czterech pierwszych dań, jedno z dań głównych i deser są do wyboru.

Idealną opcją jest zamówienie przez jedną osobę menu degustacyjnego i uzupełnienie brakujących w nim dań zamówieniem a la carte. Szczęśliwie w odróżnieniu od innych restauracji tej klasy tu jest to możliwe.

o

o

Przystawki w L’enfant Terrible

o

o

Z przystawek największe uznanie znalazł w moich oczach „Jeleń & Mirabelka” (60 zł) Przepyszny prostokącik pasztetu z jelenia podany został z gałką, posypanych wędzoną solą lodów mirabelkowych spoczywających na chrupkiej kruszonce. Na małej brioche ułożono misternie krople puree z suszonych śliwek i żelu z Tokaja. Obok spoczywał mały stożek kremu zrobionego z białej czekolady i foie gras. Miła oku kompozycja okazała się prawdziwą smakową petardą. Każdy element tak charakterystyczny w swoim indywidualnym smaku zagrał jak jedna orkiestra. Niezwykła staranność w dobraniu tekstur produktów zapewniła podniebieniu atrakcyjność wszelkich doznań.

0

0

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Jeleń & Mirabelka

0

0

Równie pyszny a dodatkowo jeszcze ładniejszy był „Przegrzebek & Wanilia” (59 zł) Usmażone w punkt mięczaki złożone zostały na stożkach pysznego kremu waniliowego, otoczonego kleksem sosu atramentowego z mątwy. Żeby w ustach nie było zbyt miałko Szef położył na kremie znakomite chrupki z orzechów pecan z bobem tonka, a dla podkręcenia dania elementem kwaśno-ostrym złożył obok małe, kwadraciki galaretki limonkowej z jalapeno. Atrament mątwy posłużył również do przygotowania ażurowego chipsa pięknie wieńczącego całość. Ostatnim morskim elementem była wybitnej sławy i smaku wędzona sól morska z Maldon. Było w tym daniu lekkie szaleństwo ale wszystko pasowało idealnie.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Przegrzebek & Wanilia

o

o

„Troć & Koper”(55 zł) zachwyciła mnie odrobinę mniej. W zgrabnych połówkach ptysia spoczywały płatki troci, najpierw marynowanej w białym rumie a potem uwędzonej na zimno. Troci, towarzyszył klasycznie koperek ale tu w postaci trojakiej i całkiem nie klasycznej. Był tu i krem koperkowy zamknięty z rybą w ptysiu i lody koperkowe spoczywające na koperkowej kruszonce. Dla przełamania dominacji zielonego towarzysza ryb łososiowatych podano obok musztardę z granatów i gorczycy miło atakującą usta słodyczą i ostrością zarazem.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Troć & Koper

o

o

Dlaczego więc nie padłem na kolana? Pewnie dlatego, że chyba rok temu jadłem tu troć w wydaniu doskonałym. Była to troć fiordowa wędzona na zimno w dymie bukowo dębowym , która wcześniej odbyła kąpiel solankową z ziołami, oraz delikatne marynowanie w likierze limoncello. Tak przygotowana trafiała na talerz w towarzystwie majonezu imbirowego, emulsji kolendrowej, chrupek orzechowych i marynowanej gruszki. Choć potem dane mi było próbować jeszcze innych wersji troci Szefa Brysia ta stała się niedościgniętym benchmarkiem.

0

0

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible

0

0

o

o

Trzy czwarte dań głównych.

o

o

Trzy z czterech dań głównych polecam z czystym sumieniem. Czwartego nie bo zabrakło już sił na degustację.

Palmę pierwszeństwa w moich oczach dzierży „Wieprz barbecue” (85 zł) Peklowana wieprzowina doprowadzona do postaci pulled pork czyli „wyczesanego” na pasemka mięsa zamknięta została w buchcie drożdżowej przypominającej azjatyckie buny. Drugim elementem dania było boudin noir czyli francuska kaszanka przygotowana wyłącznie z krwi. Danie wykańczały dodatki w postaci sosów: domowego barbecue i musztardowego a także marynowanych jabłek i słodko-kwaśnych szalotek. Czysta poezja dla mięsożercy. Dla innych może nieco za ciężka ale im polecam ją w wersji z menu degustacyjnego.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Wieprz barbecue

o

o

Jeśli ktoś woli ryby to może (o ile zdąży bo sezon się kończy) spróbowac „Skrei’a & Porzeczki” (95 zł). Dorsz Skrei to prawdziwa morska doskonałość. Wybornie usmażony, podany został z kontrapunktującym go nutami kwaśnymi risottem porzeczkowym z creme de cassis oraz z czerwoną kapustą. Całość przy stoliku polana została sosem homarowym na bazie szampana. Skrei, jak to Skrei był po prostu obłędny ale tu wokół niego tyle się działo, że moja miłość do tej ryby poszybowała pod nieboskłon.

o

o

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Skrei’ & Porzeczka

o

o

Pięknym talerzem jest też „Przepiórka& róża” (99 zł). Przepiórka była delikatna i soczysta ale tym co najbardziej urzekło w daniu były gnocchi orzechowe. Smak idealnie dopasowany do delikatnego ptaka a do tego niespotykana struktura. Miękkie w środku, z zewnątrz otoczone przypieczoną skorupką przywodziły na myśl delikatne, pieczone i wypełnione orzechowym puree ziemniaki. W zestawieniu z przepiórką dobrze wypadły sos różany i gruszka, a ułożona na wierzchu kosteczka z lekko chrupiącej kalarepki była kolejnym dowodem dbałości Szefa o równowagę tekstur. Ale i tu należy ostrzec, że danie nawet w wydaniu degustacyjnym jest niesłychanie sycące.

0

0

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Przepiórka& róża

0

0

o

o

L’enfant Terrible na wety.

o

o

Mając do wyboru „Piernik& gruszka” (32 zł) i „Czekoladę & pomarańczę” (32 zł) postawiłem na ten ostatni deser. Na talerzu spotkały się: słodycz ciastka z sycylijskich pomarańczy i migdałów i gałka sorbetu z 70% czekolady. Wspólną ramą był uwodzący orientem sos pomarańczowo-kardamonowy a dodatkiem zbudowany na bazie bitej śmietany i wanilii madagaskarskiej delikatny i lekki krem chantilly. Deser nie tylko ze względu na pomarańcze przywodził na myśl smaki deserów z Sycylii. Był słoneczny i transkulturowy jak tamtejsze desery. Za to mniej słodki przez co jeszcze lepszy.

0

0

l’Enfant Terrible

l’Enfant Terrible: Czekolada & pomarańcza

0

0

o

o

L’enfant Terrible, Michał Bryś czapka (trzy) z głowy

o

o

Kuchnia Szefa Michała Brysia od początku istnienia L’enfant Terrible miała w sobie nutę szaleństwa. Dziś to szaleństwo nieco przycichło co nie zmienia faktu, że Michał Bryś potrafi zaskoczyć jak mało kto. Trudno zarzucić cokolwiek smakom serwowanych przez niego dań. To kuchnia najwyższych lotów, która stawia na pełne partytury smaków nie bojąc się oryginalnych połączeń. Dbałość o tekstury powoduje, że dania atakują podniebienie wszystkimi możliwymi bodźcami. W gotowaniu Szefa Brysia widać, że jest to coś co go bawi i czym mimo upływu czasu Bryś cieszy się jak dziecko. Jednocześnie brak w tym prostackiej zabawy narzędziami i technikami. Tu nie epatuje się souse-vide, ciekłym azotem czy żelowaniem. Liczy się produkt i jego łączenie w całość. Reszta jest milczeniem. Wewnętrzną sprawą kuchni. I dobrze.

Talerze Brysia wizualnie nieco się uspokoiły w stosunku do tych z początków restauracji choć w dalszym ciągu jest w nich mnóstwo „malarskich elementów”. Szczęśliwie formy są wyrafinowane i niepowtarzalne co powoduje, że na każdy serwis czeka się z zaciekawieniem.

Przez blisko trzy lata istnienia L’enfant Terrible ewoluował wspinając się coraz wyżej. To widać szczególnie wtedy, kiedy zbiera się notatki i zdjęcia z tych wszystkich wizyt i porównuje te najstarsze z obecnymi. To cieszy i daje nadzieje na przyszłość. Na zmianę na jeszcze lepsze, kolejne punkty a kiedyś kto wie może i więcej. W końcu niebo gwiaździste nad nami.

I na koniec.

Jedno w L’enfant Terrible jest niezmienne. Serdeczność obsługi i miła atmosfera. Podczas mojego ostatniego pobytu przy stolikach obok bawiła się swobodnie i głośno duża grupa przyjaciół. Mam za sobą cudowne kolacje urodzinowe w Senses, Atelier Amaro i Nolicie. Mam tez przed sobą kolejne okrągłe urodziny. I wiem, że będę chciał je spędzić w L’enfant Terrible. Bo ważne chwile trzeba święcić tam gdzie jest arcysmacznie, miło i sympatycznie. W L’enfant Terrible.

Fine Dine FoodSnob , , , , , ,

Test TOP 5 zestawów lunchowych w restauracjach fine dining w Warszawie

Test TOP 5 zestawów lunchowych w restauracjach fine dining w Warszawie

 

Zestawy lunchowe to codzienność większości restauracji warszawskich. Pojawiły się kilka lat temu przyczyniając się do tego, że coraz częściej jadamy poza domem i biurem. Złożone z dwóch lub trzech dań, zmienianych na ogół codziennie a najrzadziej raz na tydzień kosztują zazwyczaj od 15 do 30 złotych.  Zazwyczaj, bo poza ten przedział cenowy wychodzą lunche serwowane przez restauracje z wyższej półki określanej często terminem „fine dining”. Gdzie więc zjeść najlepszy, elegancki lunch w Warszawie?

Oczywiście całkiem spora grupa restauracji zaliczonych do tej kategorii, w tym obydwie restauracje uhonorowane gwiazdką Michelin, nie ma w swojej ofercie zestawów lunchowych.  Jednak jak pokazał krótki research na stronach i facebookowych profilach co najmniej piętnaście topowych restauracji je serwuje. W przypadku tej grupy przedział cenowy zaczyna się od 39 złotych za dwudaniowy lunch (Elixir Dom Wódki) do 108 zł za lunch trzydaniowy w Platter by Karol Okrasa, przy czym w pierwszej „piątce cenowej” oprócz Plattera są jeszcze: Nolita, L’enfant Terrible, La Rottiserie i Bistro de Paris. W trakcie kilku ostatnich dni FoodSnob odwiedził je wszystkie starając się odpowiedzieć na pytanie jak te oferty mają się do dań a la carte serwowanych w tych restauracjach i z których warto skorzystać.

 

System oceny

 

W celu ułatwienia wyboru  postanowiłem oceniać wszystkie przetestowane zestawy kilkoma kryteriami. Oczywiście głównym kryterium musi być subiektywna ocena smaku, bo przecież on jest głównym motywatorem przy wyborze restauracji. Dodatkowo przy tej okazji ocenię (równie subiektywnie) kreatywność podanych dań. Dla obu kryteriów zastosuję łączną ocenę w skali od 1 do 6.

Ponieważ w prawie wszystkich badanych restauracjach bywałem już wcześniej zamawiając a la carte będę również oceniał opisowo na ile zestaw lunchowy jest wizytówką tego co Chef i jego kuchnia mogą nam zaoferować podczas bardziej wystawnych i … droższych pobytów w ich restauracjach. FoodSnob to blog dla Foodies pragnących poszerzać kulinarne doświadczenia więc to kryterium siłą rzeczy jest bardzo ważne.

Kolejnym kryterium będzie … wielkość dań – tu tak jak w przypadku smaku będę używał skali 1-6.  Pod opublikowanymi  na Instagramie i Facebooku zdjęciami z testowanych restauracji mogłem przeczytać uwagi typu: „byłam i wyszłam głodna”, na które przy w tej publikacji zamierzam odpowiedzieć. Oczywiste jest, że dania w zestawach lunchowych są mniejsze niż zwykle (nie dotyczy dań z menu degustacyjnych) ale ich wielkość, co powinna pozwalać na zaspokojenie obiadowego głodu. Nie mogę również pominąć tzw ekstrasów, czyli dań i dodatków oferowanych bezpłatnie w ramach zestawów. Skala? Jak wyżej.

Ostatnie kryterium – stosunek jakości do ceny będzie podsumowaniem powyższych ocen i zrelatywizowaniem ich do ceny każdego z testowanych zestawów. Ranking wyznaczy proste dzielenie wartości lunchu przez liczbę uzyskanych punktów. Proste i jasne? Więc do dzieła.

Nolita

 

Zbieranie materiałów rozpocząłem od Nolity Jacka Grochowiny, którego kuchnię a la carte znam i niezwykle cenię. Dwudaniowy lunch kosztuje tu 79 złotych a za zestaw powiększony o deser trzeba zapłacić o 10 złotych więcej. Ale uwaga! to cena  jedzenia. Zamawiając do posiłku butelkę wody i espresso, trzeba wyjąć z kieszeni dodatkowe 24 złote. To istotny czynnik do układania „rankingu cenowego” biorąc pod uwagę, że w innych restauracjach woda a czasem i woda i kawa są wliczone w cenę zestawu. Za to w Nolicie i tylku tu w cenie zestawu jest kieliszek wina.

 

Niespodzianki mile widziane

 

W menu lunchowym do wyboru są po dwie przystawki, dwa dania główne i dwa desery. Menu zmienia się raz na tydzień i jest regularnie publikowane na facebooku i na stronie restauracji. W celu zachowania porównywalności oraz … linii zdecydowałem się zamawiać we wszystkich restauracjach menu dwudaniowe złożone z przystawki i dania głównego.

Jednak w Nolicie decydując się na taki wariant lunchu niespodziewanie otrzymałem dodatkowo amuse-bouche. W moim przypadku była to odrobinka terriny z królika z pestkami dyni i pudrem z prażonej pestek zwieńczona kapką musztardy jabłkowej z całymi ziarnami gorczycy  i cząstką borówki amerykańskiej marynowanej w occie z czarnego bzu. Małe, dobre i dobrze nastawiające do świata co nieco.

 

Amuse bouche: terina z królika, dynia, borówka

Amuse-bouche: terina z królika, dynia, borówka

 

 

 

 

 

 

 

 

Do posiłku  podano nie tylko pięknie wyglądające ale i pyszne, domowe pieczywo: mały bochenek żytniego chleba i bułkę z makiem. Wyjątkowy smak pieczywa podkreślały domowe masła:  klasyczne, osełkowe z solą Maldon z Essex oraz palone, również posypane tą solą. Nikt oprócz znanego z pieczywa L’enfaint Terrible nie uraczył mnie taką jakością i starannością podania.

 

 

Domowe pieczywo i masło

Domowe pieczywo i masło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mięso kontra ryby

 

Na etapie zamawiania przystawki consomme rybne przegrało z ravioli cielęcym. Nie wiem co straciłem nie jedząc bulionu ale wiem co zyskałem gdy podano mi zgrabne pierożki spoczywające na delikatnym sosie z letniej trufli. Idealne ciasto, delikatny farsz z cielęciny (jakaś nuta szałwii?) i esencjonalny sos zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Na taką przystawkę warto tu wpaść nie bacząc na cenę.

 

Nolita: Ravioli cielęce

Nolita: Ravioli cielęce

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przy okazji dania głównego wynik meczu „mięso kontra ryby” został ustalony na 2:0 bo na mój stół zamiast troci i dzikich ziół został podany kawałek długo pieczonego boczku umoszczonego na puree z pasternaku. Boczek po długim procesie pieczenia rozpływał się w ustach a delikatne ale jakże charakterystyczne w smaku puree skontrapunktowane zostało ostrością szalotkowych pikli. Całość zwieńczał półprzeźroczysty, tajemniczy chips z ziemniaka, o którego procesie przygotowania udało mi sie tylko dowiedzieć, że trwa aż dwa dni.

 

Boczek, pasternak, piklowana cebulka

Boczek, pasternak, piklowana cebulka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Espresso i domowe czekoladki

Espresso i domowe czekoladki

 

 

 

 

Nolita (Jacek Grochowina)
www.nolita.pl
Facebook:  https://www.facebook.com/restauracjanolita/?fref=ts#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6.  absolutne mistrzostwo świata oddające wiernie rozkosze jakie za niemałe pieniądze czekają na gości podczas kolacji

wielkość dań: ocena 5. Zarówno przystawka jak i danie główne były niewielkie (szczególnie w porównaniu z liderami w tej kategorii rankingu) choć wystarczająco zaspokoiły mój głód.

ekstrasy: ocena 6. Oprócz standardowych ciasteczek lub pralin serwowanych prawie w każdej z testowanych restauracji, dostałem w cenie amuse-bouche, świetnej jakości domowe pieczywo i kieliszek wina. Nolita to zdecydowany lider tej kategorii testu.

koszt menu dwudaniowego: 79 zł ( w tym kieliszek wina), koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i butelkę wody) 103 zł

łączna liczba punktów: 23 (najwyższa wśród testowanych)

stosunek jakości do ceny: wysoki – III miejsce w teście

spójność z podstawowym menu: bardzo wysoka. Dania lunchowe są dobrą wizytówką znakomitej kuchni Jacka Grochowiny. Warto przyjść tu na lunch by zbudować sobie wyobrażenie o tym co nas czeka gdy zdecydujemy się na kolacje a la carte lub menu degustacyjne.

Rekomendacja: zarówno na poważne lunche biznesowe jak i dla Foodies szukających nowych smaków.

Uwagi: menu luchowe publikowane regularnie na profilu na Facebooku, powyżej 4 osób doliczany jest serwis w wysokości 12,5% wartości rachunku. Lunch serwowany jest w godzinach 12-15.

 

 

Platter by Karol Okrasa

 

 

Miejsce, które dotąd z tajemniczych powodów pomijałem w swoich restauracyjnych wypadach oferuje najdroższy w Warszawie zestaw lunchowy. Lunch menu stworzone przez Karola Okrasę, jest również najbogatsze bo oferuje aż cztery przystawki do wyboru i po 3: pierwsze dania, zupy i dania główne. Każde z tych dań można zamówić osobno, choć jak na dania lunchowe niemało kosztują (przystawki 48 zł, pierwsze dania 54 zł, zupy 28 zł a dania główne 71 zł. Ceny wysokie więc korzystniejszy jest wybór opcji zestawu w dwóch wariantach: menu dwudaniowe za 98 złotych i trzydaniowe za 108 złotych.

Woda (krajowa) jest w cenie każdego zestawu. Niestety obowiązkowe dla mnie po każdym posiłku espresso kosztuje aż 16 złotych co winduje koszt dwudaniowego lunchu na niezagrożona pozycję cenowego lidera w Warszawie. Oprócz dość przeciętnego pieczywa i oliwy oraz wspomnianej wyżej wody nie możemy liczyć na to, że dostaniemy coś więcej np amus-bouche. Za to sama kuchnia wydaje się być absolutnie olśniewająca i skłaniająca do powrotu.

 

Tatar, który potrafi zaskoczyć

 

Na przystawkę wybrałem danie z pozoru banalne bo tatar z troci. Ku mojemu zaskoczeniu (był to mój pierwszy kontakt z kuchnią Okrasy w Platterze) otrzymałem prawdziwe arcydzieło niezwykle bogate w smakach i strukturach. Rzeczona ryba (sama w sobie doskonałej jakości) nieznacznie zamarynowana spoczywała na pikantnej, lekko chrupkiej sałatce z kaszy gryczanej i suszonych pomidorów. Posiekane pomarańczowe mięso  posypane było czarnuszką a za „dostawę” smaku kwaśnego odpowiedzialny był sos z mirabelki i listki szczawiku zajęczego, który oprócz nasturcji stanowił piękny jadalny dekor. Źródłem odrobiny słodyczy łagodzącej pikantność  i kwas tych dodatków było kilka kropli sosu buraczkowego. Porcja nie za wielka ale przepyszna i cudownie podana na dizajnerskim talerzu. Jeśli tak wygląda rzeczywistość kuchni Plattera to wrócę tam wkrótce na pogłębione studia.

 

 

Platter by Karol Okrasa: tatar z troci z sałatką z kaszy gryczanej i sosem z mirabelki

Platter by Karol Okrasa: tatar z troci z sałatką z kaszy gryczanej i sosem z mirabelki

 

O ile rozmiar przystawki budził wątpliwości w materii zaspokojenia głodu to wybrane przeze mnie danie główne  było naprawdę okazałe. Choć tytułową bohaterką dania była pyza poznańska to o jego sile stanowiło połączenie cudownie miękkiej i soczystej jagnięciny z konfiturą z czerwonej cebuli.  Proste dodatki w postaci blanszowanych i podpieczonych warzyw (pasternak, marchew, brokuł, rzodkiew i groszek cukrowy) oraz delikatnie słodka emulsja z buraków uzupełniały smaki potrawy a popcorn z kaszy, którym posypano mięso od czasu do czasu przyjemnie chrupał na zębach. Jeżeli miałbym mieć zastrzeżenia do czegokolwiek to dotyczyłyby wspomnianej już pyzy poznańskiej zwanej inaczej pampuchem czyli pyzy/kluski z ciasta drożdżowego gotowanej na parze.

Prawzorzec pampucha jaki noszę w głowie jest zdecydowanie bardziej puszysty i gąbczasty przez co tak doskonale chłonie sosy do których jest podawany. Pyza Okrasy była dla mnie odrobinę za ścisła i podsuszona. Wypadek przy pracy?

 

Platter by Karol Okrasa: pizza poznańska z soczystą jagnięciną i konfiturą z czerwonej cebuli

Platter by Karol Okrasa: pizza poznańska z soczystą jagnięciną i konfiturą z czerwonej cebuli

 

 

Platter by Karol Okrasa
www.platter.pl
Facebook: https://www.facebook.com/PlatterbyKarolOkrasa/#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6 (choć w kategorii smaku przystawka na 7 czyli poza skalą a danie główne na 5)

wielkość dań: ocena 6. Przystawka niewielka ale danie główne naprawdę zaspakajające każdy obiadowy głód.

ekstrasy: ocena 4. Pieczywo przeciętne, kawa podana bez ciasteczek a woda „w cenie” wiosny nie czyni.

koszt menu dwudaniowego: 98 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę) 114 zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z dwiema kolejnymi restauracjami)

stosunek jakości do ceny: poniżej średniej – ostatnie piąte miejsce w teście. No cóż w tym wypadku to nie tyle jakość co cena zaważyła na takim wyniku.

spójność z podstawowym menu: brak danych (na razie)

Rekomendacja: restauracja na lunche biznesowe i to aż do bólu. Jako jedyna w stawce była prawie pełna, ale oprócz białych kołnierzyków znalazłem może dwóch gości prywatnych, zdecydowanie zresztą hotelowych. Dla Foodies miejsce nieco onieśmielające a w dodatku atrakcyjność cenowa wobec regularnych cen umiarkowana. Zresztą, nie bójmy się tego słowa Platter należy jesli nie do top3 do na pewno do top 5 najdroższych miejsc w Warszawie. Szkoda, bo miejsce warte grzechy.

Uwagi: menu lunchowe ma sezonowy charakter, nie jest zmieniane codziennie ani raz w tygodniu. Nie jest też publikowane na Facebooku a menu opublikowane na stronie nie odpowiada rzeczywistości. Lunch serwowany jest w godzinach 12-17). Bardzo sprawna, wręcz ekspresowa obsługa.

 

 

La Rottiserie

 

 

Nie ukrywam, że po ostatniej wizycie w królestwie Pawła Oszczyka opisanej kilka tygodni temu, na ten lunch bardzo liczyłem. Kolejny raz ze względu na pogodę nie dane było mi nacieszyć się pięknym patio ale główna sala restauracji po świeżo zakończonej renowacji, choć pustawa była równie przyjemna. Tutejsze autorskie lunche zwane „Prosto z targu” serwowane są od poniedziałku aż do soboty (to rzadkość) i oferują dania oparte na sezonowych produktach. Menu nie wyróżnia przystawek, dań głównych i deserów ale już pobieżna lektura pozwala na ich identyfikację i dokonanie wyboru spośród dwóch przystawek, dwóch dań głównych i jednego deseru. Za kombinację dwudaniową zapłacimy 78  a za trzy dania 88 złotych. Doliczony obligatoryjnie do rachunku serwis w wysokości 10 % winduje cenę na drugą pozycję wśród najdroższych zestawów lunchowych w Warszawie, szczególnie gdy ktoś nie zauważy informacji i tak jak ja zostawi dodatkowo napiwek w gotówce.

Ale rozkosze podniebienia warte są każdych pieniędzy o ile… są prawdziwymi rozkoszami. W przypadku La Rottiserie absolutnie były.

 

Sezonowe kuszenie

 

Choć sałatka z burraty, arbuza i szynki kusiła, wybrałem na przystawkę brzmiącą bardziej „sezonowo” sałatkę z buraków. Jakże słuszna była to decyzja! Na pięknie podanej sałatce, w której czerwonym i żółtym burakomi  towarzyszyły różne smakowite listki spoczywały cudowne plasterki, różowej, soczystej i miękkiej kaczki. Buraki były najpierw podpieczone dla pobicia smaku a potem podgotowane dla delikatności. Dwa spore kleksy piany z koziego sera oraz lekko słodkie patyczki buraczanej bezy tworzyły wyborne uzupełnienie warzyw i mięsa. Orzechy zarówno te całe jak i w formie posypki różnicowały tekstury i uzupełniały smaki. Całość była czystą kulinarną poezją! Przystawka mistrzowska, zajmująca w nieoficjalnym rankingu na najlepsze danie testu ex equo pierwsze miejsce z tatarem z troci opisywanym wyżej.

 

Sałatka z buraków, pastrami z kaczki, kozi ser i orzechy

La Rottiserie : sałatka z buraków, pastrami z kaczki, kozi ser i orzechy

 

Wybrane przeze mnie danie główne nie było tak piękne jak przystawka ale za to równie smaczne. Wzgardziwszy pieczonym filetem z pstrąga mimo przedmaratońskiej diety rzuciłem się na „policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby”. Mistrz Oszczyk już raz zaskoczył mnie podobnym sosem podczas delektowania się jednym z dań wchodzących w skład jego menu degustacyjnego. Pieprz tasmański pieprzem bynajmniej nie jest ale ponieważ smakiem, nieznacznie słodszym od oryginału bardzo go przypomina jest często stosowany w kuchni antypodów. W przypadku tego dania sos był zbudowany na bazie klasycznego demi glasse i znakomicie łączył się z delikatnym, rozpływającym się w ustach mięsem. Pęczotto, na którym spoczywał uzupełniały grzyby, nazywane przez obsługującego mnie kelnera mimo moich, zgłaszanych watpliwości prawdziwkami.

Jeśli, w co wątpię naprawdę były to borowiki to raczej nie polskie ale szczerze mówiąc ich smak w połączeniu z sosem, mięsem i pęczakiem tak pięknie grał, że przestałem sobie tym zawracać głowę. Wegetariańską wkładką do dania były zblanszowane liście sałaty rzymskiej i lekko podpieczone pomidorki. Całość bardzo zacna i sycąca.

 

La Rottiserie: policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby

La Rottiserie: policzki z prosięcia duszone w pieprzu tasmańskim, pęczak i grzyby

 

dsc00488

La Rottiserie (Chef Paweł Oszczyk)
www.larottiserierestaurant.com.pl
Facebook: https://www.facebook.com/MamaisonHotelLeReginaWarsaw#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 6 i 6 (ach ta przystawka!)

wielkość dań: ocena 5. Przystawka bardzo lekka, danie główne akurat. Głodny nie wyszedłem.

ekstrasy: ocena 4  Brak amuse-bouche (ta Nolita jednak zawyżyła standardy), pieczywo przeciętne, arcypyszny i przebogaty wybór pralin i czekoladek do kawy

koszt menu dwudaniowego: 78 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i wliczony napiwek) 105zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z Nolitą i  kolejną restauracją)

stosunek jakości do ceny: średni – odrobinę lepiej niż Nolita – drugie miejsce w teście

spójność z podstawowym menu: menu daje doskonały wgląd w to co możemy spróbować zamawiając podczas kolacji menu degustacyjne. Jeśli drogi Foodie nie chcesz iść w ciemno na kolacje wpadnij najpierw na lunch. Warto!

Rekomendacja: gdyby nie lokalizacja restauracja byłaby doskonała na elegancki biznes lunch. Wszystkim tym, których nie przeszkadzają trudności w znalezieniu miejsca do parkowania rekomenduję. Fajne kameralne miejsce na elegancki, prywatny lunch we dwoje.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Niestety nie jest publikowane na stronie restauracji ani na Facebooku (tylko profil hotelu). Lunch serwowany jest w godzinach 12-17. Jakość obsługi czasami pozostawia trochę do życzenia.

 

 

L’enfant Terrible

 

 

Kolejne badany zestaw lunchowy to dzieło Michała Brysia. Nie da się ukryć, że mam wielką słabość do tej restauracji i do kulinarnych dzieł samego Chefa. Miejsce choć fine diningowe ma urzekającą atmosferę, tworzona przez niezwykle miłą obsługę, niezobowiązujący wystrój i serwis. Bywam tam relatywnie często choć z zestawu lunchowego korzystałem ostatnio półtora roku wcześniej. Tamto doświadczenie i późniejsze kolacje wywindowały moje oczekiwania wysoko.

Menu lunchowe w „Okropnym dziecku” to do wyboru dwie przystawki, dwa dania główne i deser. Można zamówić kombinację dwóch dań za 79 złotych lub trzech za 89 złotych. Dodany do tego „zestaw obowiązkowy” w postaci butelki wody i espresso podnosi cenę o 22 złote.

Na początek na stół tradycyjnie trafia domowe pieczywo w tym słynny na całą Warszawę chleb pieczony na 17-to letnim zakwasie. To klasa sama w sobie, więc choć wliczenie pieczywa w ceny zestawu to standard tu punktując nie mogłem nie dodać pół punktu za jakość.

 

L'Enfaint Terrible - pieczywo Mistrza Brysia

L’Enfaint Terrible – pieczywo Mistrza Brysia

 

 

Testowane podwójnie

 

Ponieważ miałem szczęście być w uroczym towarzystwie dane mi było spróbować wszystkich dań z wyłączeniem deseru. Właściwie wszystkie były wyśmienite choć zaskoczyły sporym dystansem do tego co wg mojej gastronomicznej pamięci serwuje się a la carte. Wszystkie dania były dość proste z dobrze wyczuwalnym wpływem kuchni tradycyjnej kuchni regionu śląskiego. Być może, nie było żartem stwierdzenie jednej z osób pracujących w restauracji, że Chef ostatnio odwiedził rodzinne strony i wrócił z wieloma nowymi inspiracjami.

Zacząłem od prostego matiasa z ziemniakiem. Doskonałej jakości śledź podany był z creme fraiche z odrobina szczypiorku i pieczonym rozmarynowym ziemniakiem. Całość była ciekawa przede wszystkim na sposób przygotowania tego ostatniego. Wydrążony ziemniak napełniony był lekko rozmarynowym pure ziemniaczanym i dopiero upieczony. Ten prosty zabieg uczynił tego ziemniaka jednym z najlepszych jakie dane mi było kiedykolwiek zjeść.

 

L'Enfaint Terrible: Matjas i ziemniak

L’Enfaint Terrible: Matjas i ziemniak

 

Równie prostą przystawką był krem z dyni, podany z pesto z dyni na brioszy i olejem z pestek dyni. Zacny jesienny akcent, którego gwiazda gdy pisze te słowa nieco przyblakła wobec wczorajszych rozkoszy jakie sprawił mi krem z tego warzywa podany podczas krótkiego, wczorajszego pobytu w Rozbrat 20. Jak to w życiu bywa wszystko jest względne.

 

img_0172

L’Enfaint Terrible: Krem z dyni, briosza, pesto z dyni, olej z pestek dyni.

 

Polskie korzenie dań głównych

 

 

Elementy kuchni polskiej mocno wybiły się przy pierwszym z dań głównych. Doskonała troć podana była w towarzystwie łazanek i czerwonej (modrej) kapusty. I choć moja współtowarzyszka oceniła łazanki jako nieco twardawe, ja z uznaniem chciałem podkreślić jakość i grubość ciasta. Sos winno-cytrusowy wnosił i to jakże elegancko odrobine niezbędnego rybie kwasu. Dodatkowo towarzyszyła mu konfitura cytrynowa.

 

L'Enfaint Terrible: Troć i łazanki

L’Enfaint Terrible: Troć i łazanki

 

W drugim z dań głównych, którego głównym bohaterem był karczek wieprzowy na szczególne wyróżnienie zasługują postaci drugiego planu. Podanie niezłego, ale nie wybitnego kawałka wieprzowiny z babką ziemniaczaną i bardzo oryginalnym sosem z miodu pitnego podniosło danie o dwa szczeble wyżej. Dodatkowo Chef jako dodatku użył niezwykle rzadko używanego w restauracjach, kruczoczarnego grzybka o nazwie lejkowiec czarny. Ten daleki (i kontrowersyjny przez kolor) krewny kurki rzadko widywany jest na restauracyjnych stołach, tym bardziej że nie należy do wybitnych przedstawicieli królestwa grzybów. Tu w cudowny sposób, znany tylko szefowi sposób zadał kłam plotko o miernych właściwościach smakowych.

 

L'Enfaint terrible: Karczek i baba

L’Enfaint terrible: Karczek i baba

 

L’enfant Terrible (Chef Michał Bryś)
http://www.eterrible.pl
Facebook: https://www.facebook.com/enfantterriblerestaurant#

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 5 i 6

wielkość dań: ocena 5. Nie musicie obawiać się, że wyjdziecie głodni.

ekstrasy: ocena 5 Jak wszędzie oprócz Nolity brak  amuse-bouche, etc etc. ale magia i smak chleba podniosły ocenę

koszt menu dwudaniowego: 79 zł, koszt rzeczywisty (uwzględniający kawę i wliczony napiwek) 101zł

łączna liczba punktów: 21 (drugie miejsce ex equo z Nolitą i La Rotisserie)

stosunek jakości do ceny: niestety, ostatnie czwarte miejsce w rankingu

spójność z podstawowym menu: mniejsza niż gdzie indziej. Być może to sygnał do jakiejś zmiany w menu. Mimo, że znam to miejsce najlepiej z badanych, przy teście w ciemno nie odgadłbym, że to kuchnia L’Enfante.

Rekomendacja: mimo punktów i surowej oceny stosunku jakości do ceny rekomenduję to miejsce na lunch. Atmosfera powoduje, że ten fine dinning należy do najbardziej „zjadliwych”.  A na pytanie, czy Foodies znajdą w tych zestawach reprezentatywną wizytówkę głównego menu? Odpowiem wkrótce sprawdzając na ile zmieniło się od ostatniego razu.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Można je znaleść w zakładce menu na Facebooku. Lunch serwowany jest w godzinach 12-15.

 

Bistro de Paris Michel Moran

 

 

Ostatni a zarazem najtańszy z najdroższej piątki zestaw lunchowy – zwany tu „business lunchem” znajdziecie w Bistro de Paris. Tu polityka cenowa jest nieco bardziej skomplikowana niż u konkurencji. Za danie główne i deser zapłacicie 64 złote. Przekąska i danie główne to koszt 69 złotych, a komplet kosztuje 89 złotych. Wybieracie z trzech starterów (w tym zupa dnia), dwóch dań głównych i dwóch deserów. Uwaga! Kawę i wodę otrzymujecie w cenie! A dodatkowo otrzymujecie naprawdę całkiem duże porcje. Ale.. Pamiętam kuchnię w Bistro de Paris ze swoich dwóch wieczornych wizyt. Nigdy nie byłem jej  wielkim fanem ale podziwiałem za pewną francuską finezję.

Ku mojemu zdziwieniu przystawka, którą zamówiłem niewiele miała z nią wspólnego.  Oczywiście zamawiając zapieczonego z pomidorami i serem parmezan bakłażana mogłem wydedukować, że z podanej mi wariacji na temat „melanzane parmignana” trudno wycisnąć jakąś finezję, ale noblesse oblige! To danie było naprawdę smaczne, całkiem spore ale przepraszam arcymiłego Chefa rozczarowało.

 

Bistro de Paris: Bakłażan zapieczony z pomidorami i serem parmezan, mix sałat

Bistro de Paris: Bakłażan zapieczony z pomidorami i serem parmezan, mix sałat

 

Ciekawsza wydała się za to „Cassolette” z cielęcej grasicy i cynaderek. Uwielbiam podroby a wspomnienie z próbowanego kiedyś we Francji cassolette z wątróbek kurzych było na tyle ekscytujące, że bez namysłu dokonałem wyboru. Samo ragout zaprezentowało się  znakomicie:  grasica była perfekcyjna a nereczki zaskakująco miękkie. Ponieważ w tygodniu „testu” miałem już spotkania z konfitowaną, czerwoną cebulą kolejna nie powaliła mnie na kolana, choć absolutnie komponowała się w całość. Zaskoczeniem za to był dodatek w postaci kojarzonych z kuchnią niemiecką „szpecli” ale szybko uprzytomniłem sobie, że prawdziwy Francuski Chef może podać jedynie ich alzacką wersję (o czym zresztą było napisane w menu). Danie może nie finezyjne, ale jeśli ktoś lubi podroby to na pewno będzie zadowolony. Mimo niepozornego rozmiaru bardzo sycące.

 

Bistro de Paris: "Casosolette" z grasicy i cynaderek, confit z czerwonej cebuli i alzackie speatzle

Bistro de Paris: „Casosolette” z grasicy i cynaderek, confit z czerwonej cebuli i alzackie speatzle

 

Bistro de Paris (Chef Michel Moran)
http://www.restaurantbistrodeparis.com
Facebook: brak oficjalnej strony

 

Oceny i podsumowanie:

 

smak i kreatywność: ocena 5 i 4 (smak zdecydowanie wziął górę nad kreatywnością)

wielkość dań: ocena 6. Tu zdecydowanie się najecie.

ekstrasy: ocena 5 Oprócz wody i kawy w cenie, bezy i ciasteczka do kawy.

koszt menu dwudaniowego: 69 zł, koszt rzeczywisty … 69 zł !!!

łączna liczba punktów: 20 (ostatnie miejsce w rankingu, przy minimalnej różnicy w punktach)

stosunek jakości do ceny: najlepsza, choć głównie ze względu na … cenę

spójność z podstawowym menu: to zdecydowanie inna bajka. Kuchnia lunchowa i kuchnia a la carte to dwie różne bajki.

Rekomendacja: Bistro de Paris straszy nieco swoim „ąę” wystrojem ale jak fine dining to fine dining. Bardzo miła obsługa i krążący po sali z ujmującym uśmiechem i życzący „smacznego” Chef ocieplają atmosferę. Nie wiem czy chciałbym bywać tu z ukochaną, ale biznesowy lunch i bardziej formalne rodzinne spotkanie można organizować tu śmiało.

Uwagi: menu lunchowe zmienia się raz w tygodniu. Niestety nie można go znaleść w Internecie. Wisi  za to w gablotce przy wejściu.

 

Najlepszy lunch w Warszawie?

 

Pięć najdroższych w Warszawie zestawów lunchowych prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Bardzo wysoki i wyrównany, choć ranking (tak, tak! wiem że subiektywny) wykazał ewidentne różnice. Moim zdecydowanym faworytem jest Nolita. Za kuchnię niezwykłą, kreatywną i smaczną. Gdyby nie wnętrze (i cena)  chętnie jadałbym w Platterze, gdyby nie było tak daleko często wpadałbym do La Rottiserie. To moja pierwsza trójka.

Nie znaczy to, że porzucę ulubionego L’enfante czy też zapomnę o legendarnych przegrzebkach w Bistro. Pamiętajcie oceniałem tylko lunche i to nie wszystkie z tych godnych uwagi. Ponieważ do rankingu wybrałem pięć najdroższych zestawów lunchowych w Warszawie siłą rzeczy zabrakło tu Concept 13, z jego legendarnymi lunchami czy też Belwedere, której kuchnię odkryłem na nowo podczas ostatniego Fine Dining Restaurant Week. Mam świadomość, że te braki trzeba będzie nadrobić, więc jeśli pytacie czy będzie ciąg dalszy… nie potwierdzę i nie zaprzeczę.

Fine Dine FoodSnob, Testy i rankingi FoodSnob , , , , , , , , , , , ,
Go Top