Posts Tagged “Mod”

Regina Bar. 5 powodów, dla których będę tu bywał.

Regina Bar. 5 powodów, dla których będę tu bywał.

Regina Bar nie jest zwykłym barem. Regina jest barem z oryginalnymi koktajlami i co dla mnie najważniejsze, miejscem z niecodzienną kuchnią. Kuchnia ta bywa jednak nierówna i dlatego potrzebowałem aż 5-ciu wizyt, żeby ją poznać i odpowiedzialnie napisać recenzję rekomendującą to miejsce. Wiem, że będę tu nadal bywał bo znalazłem co najmniej pięć powodów, dla których warto. Mam nadzieję, że i Was nimi przekonam.

.

Powód #1 – Trisno Hamid

.

Bloggerzy a nawet zawodowi recenzenci restauracji (cokolwiek to znaczy) mają swoich ulubionych szefów kuchni. Oczywiście większość z nich, zapytana o to wprost zaprzeczy ale lektura ich recenzji i porównanie z rzeczywistością często mówią same za siebie.

Nie ukrywam, że Szef Trisno Hamid należy do grona moich ulubionych szefów kuchni. Jest prawdziwym artystą i to nie tylko w kuchni. Skończył Singapurską Akademię Sztuk Pięknych, ale dość prędko porzucił karierę artysty i poświęcił się doskonaleniu się w sztuce kuchni. Jego kulinarny talent dojrzewał między innymi w prestiżowej, francuskiej restauracji Le Gavroche braci Alberta i Michela Roux w Londynie i restauracji hotelu Marriott przy Canary Wharf, z którą rozstawał się jako Szef Kuchni.

Nieco odlotową kuchnię Trisno miałem okazję smakować w krakowskim Yellow Dog’u. W Warszawie dał się poznać najpierw jako mistrz smaków tajskich w słynącej niestety ze złej wentylacji, zamkniętej już restauracji My’o’Thai. Od ponad roku zachwyca swoją kulinarną odwagą i kreatywnością w MOD, restauracji o której miałem przyjemność pisać miesiąc po jej starcie.

To właśnie ekipa z MOD: Trisno Hamid, Kamila Mroczkowska i Patrycja Jaskólska otworzyli niespełna 4 tygodnie temu Regina Bar. I to właśnie MOD ze swoją szaloną kuchnią, łączącą doświadczenia kuchni francuskiej ze smakami Azji spowodował, że Trisno ma u mnie jako Szef Kuchni ogromny kredyt zaufania. Mam więc nadzieję, że jeśli nawet coś jeszcze kulinarnie nie gra w Regina Bar to jest to tylko kwestia czasu.

.

Powód #2 – pomysł i „story” Regina Bar

.

Regina Bar to prawdziwy bar. W karcie znajdziecie kilka naprawdę niezwykłych koktajli. Są tu amerykańskie klasyki rodem z Kalifornii jak Chartreuse Swizzle i australijsko-nowojorski koktajl Penicillin. Znajdziecie tu klasyczny, przygotowywany na bazie ginu, miodu i limonki Bee’s Knees, którego nazwa w czasach prohibicji oznaczała „the best” a potem w miejskim slangu Nowego Jorku była używana jako odpowiednik słowa „cool”. Spróbujcie też koktajlu „Chao Chee Bye” z rumem, limonką i galliano. Ale uwaga! nazwa tego drinku jest jednym z mocniejszych, singapurskich przekleństw (angielskie tłumaczenie to „smelly vagina” ). Równie „niegrzeczny” jest koktajl na bazie tequilli o nazwie Kanina-bu co w używanym w Singapurze dialekcie malezyjskim oznacza „fuck your mother”.

Przede wszystkim spróbujcie jednak tutejszej kuchni. Bo Regina Bar to zupełnie nowy koncept kulinarny ekipy MOD’a, który według twórców ma być niczym Canal Street na Nowojorskim Manhattanie. Canal Street to ruchliwa ulica leżąca na granicy dwóch kultur i „małych, nowych ojczyzn” wielkich kuchni: nowojorskiego Little Italy i China Town. Regina Bar czerpie inspiracje z obu.

Byłoby jednak wielkim uproszczeniem powiedzieć, że karta dań Regina Bar to zwykły mix kuchni włoskiej i azjatyckiej. Tak jak w MOD, gdzie smaki francuskie i azjatyckie przenikają się w daniach, w Reginie Włochy i Azja nie dzielą karty na dwie części, ale splatają się w nowe smakowe węzły. Czasem ten związek jest wyraźny, czasem dominuje w daniach smak Azji. Ich dobór oraz pizza ze swoim niezwykłym ciastem, o którym dalej  zdradzają nowojorskie inspiracje, za którymi stoją Kamila i Patrycja.

Regina, podobnie jak MOD ma bezpretensjonalne wnętrze, którego eklektyczny, autorski styl nawiązuje do koncepcji „bycia na granicy różnych kultur”. Znajdziecie tu i wielki kryształowy abażur i okrągły stolik na którym umieszczona jest typowa dla chińskich restauracji obrotowa taca. Talerze są takie jak kuchnia: i chińskie, ozdobne i najzwyklejsze, białe, jak we włoskiej trattorii. Wszystko jest na luzie i zachęca do swobodnego biesiadowania przy drinku i jedzeniu. Bo takie miało być. Smacznie i interesująco kulinarnie, choć o gastronomiczną półkę niżej niż w MOD.

.

Powód #3 – smaki Regina Bar

.

Menu: „Zimne”

.

W menu Regina Bar znajdziecie naprawdę kilka niezwykłych dań. Zacznijcie od „zimnych” . Prosta sałatka „Yee sang” z marynowanym łososiem” (26 zł) imbirem, marchewką, ogórkiem, podgotowanymi burakami, marynowaną rzodkwią jest wręcz rozkoszna. Po zmieszaniu na talerzu warzywa chrupią, zamarynowany, obsypany sezamem łosoś rozpływa się na podniebieniu a prażone orzechy ziemne cudownie stawiają opór zębom. Do tego delikatny, orzeźwiający sos: lekko słodki, lekko kwaśny (sos śliwkowy? ocet ryżowy?). Sałatka ta, której nazwa oznacza „surowe ryby” a fonicznie brzmi po chińsku jak „wzrost obfitości” jest tradycyjnie podawana podczas obchodów Chińskiego Nowego Roku. Do Chińskiego Nowego Roku jeszcze trochę czasu więc dobrze radzę: nie czekajcie tak długo. Próbujcie od zaraz.

.

Regina Bar

Regina Bar: „Yee sang” z marynowanym łososiem

.

Bez zwłoki zamówcie też „Crudo z przegrzebków (24 zł)” . Na ten, przynajmniej z nazwy, ukłon w stronę kuchni włoskiej składają się dość grube plastry surowych przegrzebków, marynowanych w sosie rybnym z cytrusami i posypane białym sezamem z kolendrą. Rozkosz po którą będę sięgał za każdym razem w Regina Bar.

.

Regina Bar

Regina Bar: Crudo z przegrzebków

.

Nie obawiajcie się kulturowego mixu w lekkim danku „Mała sałata rzymska, sos z anchovies, grzanka i parmezan” (16 zł). Świetna, świeża i wyrazista przystawka. Ot! Po prostu: listki sałaty rzymskiej z kremowym, ostrym sosem z sardeli na wierzchu, do tego cieniutka grzanka i trochę płatków parmezanu. Ponieważ jedną z idei Reginy jest biesiadowanie i dzielenie się daniami nie przejmujcie się, że czasem w towarzystwie niezbyt wygodnie je się tę przystawkę sztućcami lub pałeczkami. Po prostu weźcie w całości listek do ręki, posypcie paroma płatkami sera i przegryźcie kawałkiem półprzeźroczystej grzanki.

.

Regina Bar

Regina Bar: Mała sałata rzymska, sos z anchovies, grzanka i parmezan

.

Niech Was nie zmyli nazwa i nie zniechęci opis kolejnego zimnego „maleństwa”. Szynka w „Gotowanym prosciutto” (19 zł) nie ma nic wspólnego z prosciutto crudo. To po prostu autorska wersja typowego, włoskiego „prosciutto cotto” w postaci dość grubych (2-3 mm) plastrów gotowanej na miejscu szynki. Doskonale peklowana, wyraźnie doprawiona, prosta i pyszna do pogryzania.

.

Regina Bar

Regina Bar: Gotowane prosciutto

.

Menu: „Ciepłe” – coś dla mięsożerców

.

W tej części menu zwracam przede wszystkim uwagę na „Pierożki z wieprzowiną” (15 zł). Delikatne ciasto kryje w sobie farsz z wieprzowiny z odrobina cebuli i imbiru, doprawiony (o ile kubki smakowe mnie nie zwiodły) olejem sezamowym i sosem ostrygowym. Pierożki podane są z rewelacyjnym sosem/bulionem z wołowiny z odrobinką anyżu. Jadłem to danie dwa razy i za każdym razem starannie wybrałem łyżką najmniejsze kropelki bulionu z dna talerza. Pycha!

.

Regina Bar

Regina Bar: Pierożki z wołowiną

.

Jeśli nie chcecie uronić ani kropli cudownego sosu w „Żeberkach w sosie Hoisin” (24 zł) koniecznie zamówcie ryż jaśminowy (6 zł), który doskonale go „zagospodaruje”. Same żeberka są niezwykle soczyste i miękkie ale to sos czyni z nich prawdziwego mistrza. Sos hoisin choć jego nazwa znaczy „owoce morza” swój słodko-pikantny smak w żadnym stopniu nie zawdzięcza ani rybom ani skorupiakom, które w jego składzie wbrew nazwie nie występują. Czerwono-brązowy dip o gęstej konsystencji zrobiony jest z soi i śliwek. Te dwa składniki czynią go idealnym kompanem pieczonych żeberek.

.

Regina Bar

Regina Bar: Żeberka w sosie Hoisin

.

Godny uwagi jest też „Kurczak generała Tso” . To danie słabo znane w Chinach i nie mające nic wspólnego z generałem Tso, kimkolwiek był ten dziewiętnastowieczny Chińczyk. Wymyślił je w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku chiński emigrant Peng Jia w Nowym Yorku. Od tego czasu danie stało się niezwykle popularne w Nowym Jorku i USA. W Reginie nieco odbiega od pierwowzoru. Kurczak nie jest marynowany przed usmażeniem w głębokim tłuszczu, a jeśli był panierowany to w sposób nieomal niezauważalny. Do gęstego sosu w którym oprócz smaku śliwek, imbiru, czosnku wyraźnie czuć chili dodano prawdopodobnie sos sojowy, wino ryżowe i odrobinę cukru, który w pierwotnym przepisie nie był stosowany. Pierś z kurczaka jest bardzo soczysta a słodkość sosu w obliczu trafiających się kawałeczków chili i czosnku nie tylko nie przeszkadza ale wręcz staje się jednym z powodów zaliczenia tego dania do kategorii „ulubionych”.

.

Regina Bar

Regina Bar: Kurczak generała Tso

.

Menu: „Ciepłe” –  fantastyczne wege na pokładzie.

.

„Bakłażan „yu xiang” w sosie z fermentowanych nasion soi z chili” (18 zł) jest daniem, którego nie można pominąć. Więcej – to danie z podium, by nie powiedzieć najlepsze. Bakłażany o rybnym aromacie to klasyczna potrawa kuchni syczuańskiej. Danie składa się z pokrojonych na kawałki bakłażanów, najpierw smażonych w woku a następnie gdy paski bakłażana stają się „maślane” gotowanych w sosie na bazie wywaru oraz pasty z chili i z fermentowanej soi. W daniu wyraźnie czuć imbir, czosnek i ocet ryżowy, których mieszanka uzyskuje bardzo specyficzny aromat, zbliżony do rybnego. Oczywiście tak jak w sosie hoisin nie ma w nim żadnej ryby.

.

Regina Bar

Regina Bar: Bakłażan „yu xiang” w sosie z fermentowanych nasion soi z chili

.

Menu: „Pizza” –  w Regina Bar inaczej.

.

Pizza zajmująca oddzielny dział menu nie przypomną żadnej pizzy włoskiej. Jej placek to prawdziwe nowojorskie arcydzieło. Dlaczego nowojorskie? Bo jak twierdzi Patrycja Jaskólska właśnie takaą pizzę: na puszystym, lekkim cieście z charakterystycznymi, cętkami przypieczenia na krawędzi zapamiętała z ulic Nowego Jorku, gdzie można ją spotkać w pizzeriach prowadzonych przez przedstawicieli kolejnych, zamerykanizowanych pokoleń włoskich emigrantów. Placek wypiekany jest z ciasta zrobionego na zakwasie chlebowym z trzech różnych mąk, które przez 24 godziny dojrzewa i rośnie. Na ten „niewłoski” krążek trafiają niekoniecznie włoskie a jeśli już to na pewno nie klasyczne dodatki.

.

Regina Bar

Regina Bar: Pizza z jarmużem, słoniną, miodem, mozzarellą i sosem pomidorowym.

.

Z siedmiu rodzajów pizzy w karcie Regia Bar spróbowałem tylko dwóch. Pizza z jarmużem, słoniną, miodem, mozzarellą i sosem pomidorowym, była intersująca, choć jak dla mnie nieco za słodka. Przyjemna w smaku, lekka i świeża była pizza z ricottą, świeżymi ziołami, migdałami i … limonkowym vinaigrettem.   Na przyszłe wizyty zostawiłem sobie intrygującą pizzę z mozzarellą i tajska bazylią oraz pizzę z brukselką, pancettą, ricotta i pecorino.

.

Regina Bar

Regina Bar: Pizza z ricottą, świeżymi ziołami, limonkowym vinaigrettem i migdałami.

.

Menu: „Desery” czyli Regina Bar na słodko.

.

Choć nie przepadam za deserami nie mogę przemilczeć mocnych punktów w słodkiej części menu. „Pistacjowe lody w ciastku” (12 zł), których uszczknąłem nieco współtowarzyszce okazały się prostym, świetnym zakończeniem posiłku. Ale bardziej niż lody zaskoczyło mnie „Bananowe Tiramisu” (16 zł) które spróbowałem dopiero za czwartym razem, obawiając się (niesłusznie), że będzie to deser zbyt słodki. Faktycznie słodyczy w nim nie brak ale całość jest zadziwiająco lekka i dowodzi, że eksperymentowanie z nawet najbardziej klasycznymi przepisami włoskich deserów ma sens.

.

Regina Bar

Regina Bar: Lody pistacjowe w ciastku

Regina Bar

Regina Bar: Bananowe Tiramisu

.

Powód #4 – ceny w Regina Bar

.

Regina Bar to pomysł na relatywnie tanie, ale naprawdę świetne jedzenie. Ceny są tu niższe niż w MOD i z wyłączeniem kaczki po kantońsku nie przekraczają 30 złotych. Pizza, której cena waha się między 19 zł („Mozzarella, bazylia tajska, sos pomidorowy” ) i 30 zł („Jarmuż, słonina, miód, mozzarella, czerwona cebula”) również cenowo nie odbiega bardzo od cen w nie sieciowych pizzeriach warszawskich, zostawiając je w tyle na polu kreatywności dodatków i oryginalności ciasta. (no może z wyłączeniem niesłychanej pizzy w Da Curio)

Naprawdę obfita, czteroosobowa kolacja z butelką wina zamknęła się w cenie 240 złotych, a dwuosobowe wypady lunchowe to koszt około 100 zł. Regina Bar jest miejscem, które mimo braku klasycznych zestawów lunchowych może konkurować cenowo z lunchem w innych miejscach, znacząco przebijając je smakiem. Dodatkowo jest naprawdę atrakcyjnym cenowo miejscem na luźną kolację w gronie przyjaciół. Z obu okazji korzystałem i zamierzam to robić w przyszłości.

.

Powód #5 – nadzieja, że będzie jeszcze lepiej.

.

Nie będę ukrywał, że Regina Bar cierpi jeszcze na chorobę niemowlęctwa. Choć jakość obsługi i jej znajomość podawanych dań rosły z wizyty na wizytę, to nie sposób ukryć, że na początku bywało różnie.

Kuchnia również bywa kapryśna. Niektóre dania są niezwykle trudne do upolowania. „Burrata z oliwą z bazylii tajskiej” (22 zł) mimo pięciu wizyt nie została przeze mnie oceniona, bo jej główny produkt był … niedostępny. Więcej szczęścia miałem z „Carpaccio wołowym z lukrem kawowym i gorgonzolą” (18 zł). Za czwartym razem udało mi się spróbować tego intrygującego zestawieniem składników dania i … przeżyć rozczarowanie. O ile kawowy lukier i gorgonzola stworzyły arcyciekawą strukturę smaków to skądinąd dobrej jakości rozbef upieczony na medium rare, okazał się po prostu ich pozbawiony. Może zabrakło odrobiny przypraw przy pieczeniu (w tym soli) a może jego 2-3 mm plastry były zbyt grube, by „pożyczyć” smak od pozostałych składników. Szkoda, bo danie ma potencjał.

.

Regina Bar: Carpaccio wołowym z lukrem kawowym i gorgonzolą

Regina Bar: Carpaccio wołowym z lukrem kawowym i gorgonzolą

.

Być albo nie być – Trisno na pokładzie

.

Z jakości części serwowanych dań można łatwo wywnioskować kiedy w kuchni jest sam Tris a kiedy pochłonięty  swoim „pierworodnym ” MOD’em zostawia kuchnię swojemu zastępcy.

Wydana podczas jego nieobecności „Kaczka po kantońsku” (36 zł) wróciła do kuchni dojedzona w połowie.  Niestety jej twardość przekraczała jakiekolwiek akceptowalne granice. Również „Duszoną wołowinę z shitake i selerem naciowym” trudno nazwać miękką a na dodatek choć otaczający ją rzadki sos mięsno sojowy z dużymi shitake i drobniutkimi kawałkami selera był dobry, mięso samo w sobie było pozbawione smaku.

.

Regina Bar

Regina Bar: Kaczka po kantońsku

Regina Bar: Wołowina

Regina Bar: Duszona wołowina z shitake i selerem naciowym

.

Nie zachwyciło mnie również „Pak choi z woka”. Podsmażone na chrupko liście z dodatkiem sosu ostrygowego zostały podlane mocno olejem i utonęły w nim na amen razem ze wszystkimi smakami.

.

Regina Bar

Regina Bar: Pok choi z woka

.

Zdaję sobie sprawę z tego, że prowadzenie dwóch restauracji to karkołomna przygoda. Wiem, że MOD jest bardziej wymagający i we własnym interesie jestem za tym, żeby doglądał go osobiście Trisno Hamid. Mam jednak wielką nadzieję, że ekipa na stałe rezydująca w Reginie rozwinie swoje umiejętności pod jego nadzorem i podczas kolejnych wizyt i Was i mnie nie spotkają takie przykre niespodzianki. Będę bywał, będę sprawdzał.

.

Regina Bar – jest potencjał.

.

Regina Bar jest już na liście moich ulubionych, codziennych „miejscówek” w Warszawie. Jeszcze nie wszystko tu gra. Jednak koncept, smaki większości dań i ich ceny sprawiają, że zasługuje na to, żeby aktywnie obserwować jej dojrzewanie. Wierzę, że Trisno, Patrycja i Kamila doprowadzą ją do finalnego blasku. Trzymam za to kciuki.

A jeśli chodzi o Was Drodzy Czytelnicy, to rozważcie proszę moje argumenty, sprawdźcie sami jak jest i…bardzo proszę dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze opinie.

 

 

Regina Bar
Szef Kuchni: Trisno Hamid
Koszykowa 1, Warszawa
rezerwacje: 22 621 42 58
facebook: https://www.facebook.com/Reginabar-1269804053060716/
godziny otwarcia: pon-nie 12:00 – 00:00
Casual FoodSnob , , , , , ,

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD, gdzie Azja spotyka się z Francją.

MOD

Jeszcze nie zdarzyło mi się tak by zaledwie cztery dni po otwarciu restauracji konieczne, ba! niezbędne było rezerwowanie stolika. Aż do ostatniego wtorku, kiedy zachęcony entuzjastyczną recenzją na froblog.pl popędziłem wchłonąć opisywane tam delicje. Maleńkie wnętrze zapełnione było do ostatniego miejsca. Na szczęście udało się jakoś wcisnąć i… I słowo ciałem się stało!

Pieczywo z masłem było tak niezwykłe jak to opisywała autorka bloga, pierożki z boeuf bourguignon zgodnie z treścią recenzji zbudowały na moim podniebieniu trwały most rozkosznego porozumienia między kuchnią Dalekiego Wschodu a kuchnią Świata Zachodu, a boczek …

img_4562

MOD – do 18:00 tylko jako MOD-Donut z najlepszymi Donutami w Warszawie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale po kolei. Jeśli jeszcze tego nie wiecie MOD & MOD Donuts to nowa restauracja Trisno Hamid, wcześniej tworzącego i „ustawiającego” kuchnie w MY’oTai i chefującego w krakowskim Yellow Dog-u. Jedno miejsce, dwie nazwy i dwa zmieniające się w czasie oblicza. Czas jest w tym miejscu niezwykle ważny, bo do 18:00 (od wczoraj zdaje się, że już tylko do 17:00) miejsce oferuje ponoć nadzwyczajne donaty aby po tej godzinie zamienić się w najwyższych lotów bistro.

Pierwsze podejście, samotne a w dodatku z bagażem nie najlepszego lunchu w brzuchu poświęciłem szybkiemu testowi wspomnianych wyżej trzech dań.

 

MOD – zachwycające pieczywo

 

Chleb i masło są tu rzeczywiście niezwykłym zjawiskiem. Trzy rodzaje bułek z trzema rodzajami masła z wieloma akcentami francuskimi, japońskimi czy też szerzej wschodnio azjatyckimi. Tak więc jemy pain the campaigne czyli francuski chleb wiejski na zakwasie (ale tu z pieprzem syczuańskim), bułkę mleczną hokkaido czyli delikatne jak chałka, japońskie białe pieczywo, pieczone metodą tang zhong, wreszcie gougeres – bułeczkę z „ptysiowego” ciasta z dodatkiem sera – popularną francuską przegryzkę do wina. Do tego trzy nadzwyczajne masła o smakach miso, śledzia i alg. Proste i wyrafinowane zarazem. Bez wątpienia warte 10 złotych, które trzeba zapłacić za tę pierwszą na liście przystawek pozycję.

img_4564

MOD – pieczywo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD-a przystawki niezwykłe

 

Pisząc o kolejnych przystawkach trudno zrezygnować z euforycznego tonu. „Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty” , to idealne połączenie smaku klasycznej, francuskiej wołowiny duszonej w czerwonym winie (schowanej w delikatnym, ale jędrnym cieście pierożka) ze smakiem świeżego pecorino i żelu z wasabi. Wodorostowe patyczki dodają element chrupki do miękkiej struktury pozostałych elementów tego dania.

MOD

MOD:„Pierożki – wołowina bourguignon, żel wasabi, pecorino, wodorosty”

MOD

Podobną rolę pełnią chrupkie nitki, serowego ciasta kanafeh w „Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto” W tym wypadku spotkanie klasycznej pozycji kuchni francuskiej (fois gras) ze wschodem nastąpiło nieco bliżej bo na gruncie arabskim, skąd korzenie przytoczonego wyżej, serowego ciasta tu w wersji „szorstkiej” czyli khishnah . Jedyna, nieco mnie entuzjastyczna uwaga: sos porto był idealnie słodki, ale trafiło mi się go nieco za mało.

img_4575

MOD: Fois Gras – agrest, ciasto kanafeh, sos porto

img_4577

MOD: Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin

 
MOD

Kaczkę po pekińsku zna chyba każdy i prawie każdy lubi. W MOD można spróbować wariacji na jej temat w postaci przystawki „Naleśniczki – konfit z kaczki, świeże warzywa, sos hoisin” , w której zamiast rozebranej pieczonej na sposób pekiński kaczki podaje się ją w wersji konfit pardon! confit czyli czyli w formie mięsa ugotowanego lub długo pieczonego we własnym tłuszczu. Nie spytałem jak jest w tym przypadku, dopytam następnym razem. Jedno wiem już teraz – było pyszne.

MOD na „główne”

Podczas dwóch wizyt w MOD udało mi się spróbować tylko jednego dania głównego spośród trzech zwanych tu „talerzami”

„Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina” to porządny sześcian pieczonego boczku, glazurowanego w kawie z zielonym „daszkiem” z persillade czyli mieszanki pietruszki, odrobinki czosnku i szalotki. Obok spoczywa zupełnie zwykłe ziemniaczane pure, zwieńczone krążkami duszonego pora. Dopełnieniem jest delikatny sos z białego wina. Wszystko to razem tworzy fantastyczną kompozycję smakową, naprawdę godną polecenia.

img_4569

MOD: Boczek – chrust persillade, kawa, puree, duszone pory i sos z białego wina

 

 

 

 

„Miski” w MOD

 

Z „misek” wybrałem za drugim razem „Paitan ramen – makaron ramen, wieprzowina charsiew, marynowane jajko, słodki bambus, dymka, wywar z kurczaka i bonito”. To nie było pierwsze spotkanie z ramenem w wykonaniu Trisno, więc nie byłem zaskoczony ani esencjonalnym bulionem ani marynowanym jajkiem ani kawałkami boczku charsiew, który w klasycznej kantońskiej wersji przed pieczeniem jest marynowany w mieszańce miodu, sosu sojowego, sosu hoisin, przyprawy pięciu smaków i wina ryżowego. Sądząc po kolorze, do pieczenia tego użyto innej marynaty, co nie zmienia faktu, że choćby z nazwy i mięsa przepis na ten konkretny ramen miał bez wątpienia korzenie w Chinach.

 

I wreszcie desery!

 

Generalnie nie jestem ich entuzjastą więc mnie nie zachwyciły w odróżnieniu od reszty karty. Ale zdecydowanie, zamówione przeze mnie cztery „maleństwa” czyli „Petit fours – paris-brest z kremem kokosowym, trufla z czekoladą i chilli, beza dacqouise z słodkim żółtkiem, makaronik z budyniem miso i sezonowymi owocami” były lepsze niż zwykła „Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta”, z której ze wstydem przyznaje najbardziej smakowała mi ta ostatnia …No cóż, obsługa lojalnie ostrzegała nas, że tak będzie.

img_4586

MOD: Petit fours

img_4589

MOD: Brzoskwinia – gotowana, rózowa granita i kandyzowana mięta

 

 

 

 

 

 

 

 

MOD – jest co poprawiać!

 

Co do obsługi, serwisu i generalnie stafu to zdecydowanie zabrakło jeszcze czasu na trening i „dotarcie się” grupy. Czasem gubi się kuchnia, czasem kelnerzy, a efektem bywa dość długie oczekiwanie. Ale ze względu na jedzenie odpuszczam nie tylko to ale i hałas i temperaturę w lokalu. Wszak to bistro! Nie za szybkie ale bistro!

W dodatku jak twierdzi Małgosia M. bistro, którego otwarcie będzie wydarzeniem sezonu w Warszawie.
img_4800
img_4798

 

Casual FoodSnob , , , , ,
Go Top