Posts Tagged “Port Royal”

Port Royal. Jadalna przystań w Hali Koszyki.

Port Royal. Jadalna przystań w Hali Koszyki.

Port Royal, Hala Koszyki

O Hali Koszyki napisano już mnóstwo tekstów. Były relacje z otwarcia, sporo artykułów na temat generalnego „konceptu” nowej Hali i jeszcze więcej hejtu na ten temat. Były listy restauracji i barów i nieśmiałe próby rekomendacji ale nikt jeszcze nie opublikował recenzji żadnego z miejsc, w których można tu zjeść. (Ktoś? Gdzieś?) Jako miłośnik Hali i jej konceptu, czemu dałem niebezkrytyczny wyraz w poście tuż po otwarciu, poczułem się w obowiązku zmienić ten stan rzeczy. Kilkanaście wizyt w różnych restauracjach i barach daje podstawę do dokonania subiektywnego wyboru miejsc do zarekomendowania. Skupiając się na restauracjach czyli tych miejscach w Hali, które mają własne miejsca do siedzenia zaczynam od Port Royal.

Jeśli szukacie gastronomii wysokich lotów omijajcie Halę. To nie miejsce, w którym da się zaspokoić hedonistyczne potrzeby Foodies z finedinningowej czy nawet casual-finedinningowej półki. Kuchnia w tutejszych restauracjach jest dość prosta. Karty są krótkie, a wśród dań goszczą często małe „talerzyki”, tapasy, przekąski. Nie znaczy to, że nie warto wpadać do Hali. Wbrew temu co się pisze Hala to całkiem fajne, choć ciągle zbyt tłoczne miejsce do biesiadowania dla wszystkich i to bez względu na wiek i stosunek do hipsterstwa.  I taki w większości jest charakter restauracji, które znajdziemy w środku.

 

Dlaczego Port Royal na początek?

 

Bo zdecydowanie mieści się w TOP 3 tutejszych restauracji, wliczając w to nowo otwartą Ćmę.

Bo broni się dobrym produktem, który tylko czasem da się zepsuć podczas przygotowania.

Bo choć staff nie do końca „ogarnia” (co zresztą jest standardem w Hali) to uwzględniwszy ciasnotę kuchni i zaplecza i tak dokonuje prawdziwych cudów.

 

Port Royal – warto zawinąć tu na ostrygi.

 

W swoim teście najlepszych ostryg w Warszawie uhonorowałem Port Royal dwukrotnie. Oprócz  niezłego (drugiego w Warszawie) wyboru różnych rodzajów ostryg, znajdziecie tu też najbardziej kreatywną formę ich serwowania. „Zestaw 4 smaków” (40 zł za 4 sztuki) to ostrygi pacyficzne podane na cztery sposoby. Są tu: ostryga serwowana klasycznie, z bardzo dobrym vinegrette,  ostryga lekko podpieczona i zawinięta w cieniutki plasterek zielonego jabłka, ostryga podane z ogórkiem i marchewkowym vinegrettem oraz ostryga lekko zapiekana w panko.

 

Port Royal

Port Royal: Zestaw 4 smaków.

 

 

Azjatyckie mule w Port Royal.

 

Menu Port Royal składa się z dwóch części a tak naprawdę od jakiegoś czasu z dwóch kart.  Od rana aż do godziny 15:00 dostępna jest karta śniadaniowo – lunchowa (śniadania do 12:00, lunche 12:00 – 15:00). Od 16 możemy korzystać z karty głównej. Ta godzina pomiędzy porą lunchu i kolacji to czas na „social lunch” dla Załogi Port Royal, podczas którego dostępny jest jedynie bar ostrygowy i serwis „take away”.

Szczęśliwie w obu kartach można znaleźć wybitne „Mule Port Royal” w mleku kokosowym, zielonym curry z limonką i trawą cytrynową w asyście całkiem sporego koszyka z kawałkami bagietki. Pachną i smakują Azją w sposób tak niezwykły, że nie dość że biją na głowę dostępne tu podczas kolacji „Mule Port Classic” (w winie) to zostały uznane przez Moją Ukochaną Żonę za lepsze niż te, które ja serwuje w domu od czasu do czasu. Skandal!  Uwaga! Choć dostępne są w dwóch rozmiarach (0,3 kg za 25 zł i 0,5 kg za 39 zł) bez namysłu bierzcie większe. Miły garnuszek z pokrywką, w którym Wam zostaną podane bardzo prędko okaże się pusty.

 

 

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: Mule Port Royal

 

Podczas kolacji skuście się koniecznie na niezwykłą „Ośmiornice Consome” (26 zł)  Na śmiesznej, emaliowanej  tacce-miseczce otrzymacie niebieski garnuszek z arcymiękkimi kawałkami ramion ośmiornicy, ugotowanej metodą souse-vide (w niskiej temperaturze) w cynamonie, cukrze i cytrusach. Zalejcie ją ciemnym, brunatnym consome z czerwonej kapusty, w którym wyraźnie poczujecie smak karmelu. Całość da niezwykłą, dla mnie rozkoszną mieszankę smaków i zniknie równie szybko jak azjatyckie mule.

 

 

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: Ośmiornica Consome

Port Royal. Haha Koszyki

Port Royal: Ośmiornica Consome

 

 

Port Royal eksperymentuje.

 

Ceniący „klasykę inaczej” mogą zamówić „Śledzia marynowanego” (19 zł) Choć nie mogę zaliczyć go do „moich dań” w Port Royal to trudno odmówić mu oryginalności.  Śledź jest lekko podpieczony, a następnie zamarynowany.  Podany z dodatkami w postaci śliwki, szalotki, kawałkami chrupkiego razowca i olejem o dość charakterystycznym smaku. Do tego półpłynne żółtko i delikatny, anyżowy posmak kopru włoskiego. Ciekawe, ale ja na nie.

 

 

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: śledź marynowany

 

 

Niecodzienne jest też tutejsze „Ceviche” (26 zł), przy czym słowo „niecodzienne” tym razem nie jest komplementem. Przede wszystkim podkreśla jego zmienność. Czasem jest z dorsza, czasem z łososia, a czasem z … ośmiorniczki. Ok! To rozumiem. W końcu to miejsce szczyci się dostawami ryb i owoców morza 6 razy w tygodniu co musi przekładać się na zmienność i zamienność niektórych produktów. Niestety niecodzienny jest też sposób tutejszego  „gotowania na zimno” czyli marynowania kawałków ryb w soku z limonki.

W moim ceviche były one za twarde co wskazywałoby na długie marynowanie. Z drugiej strony było zdecydowanie za mało kwaśne, tak jakby do marynaty nie użyto wystarczająco dużo soku z limonek. Dodatkowo przeszkadzały mi nadmierne ilości warzyw i owoców w postaci batatów, kawałków ananasa i sałaty a brakowało ostrości, mimo „dyżurnej” obecności chili. Na domiar złego do składników dorzucono pieczywo, które na moim talerzu miało formę kawałków suchej bułki. Oj jakże daleko to Ceviche pada od znakomitości serwowanych w Ceviche Bar, o którym pisałem kilka miesięcy temu. A szkoda, bo lubię!

 

 

Port Royal, Hala Koszyki

Port Royal: Ceviche z łososia

 

 

Tatar w Port Royal zmienny jest

 

Za to „Tatar Rybny” (24 zł) choć „zmienny”  z powodów jak wyżej, budzi mniej wątpliwości. Ja trafiłem na wersję z sandacza, który okazał się rybą bardzo wdzięczną na taką formę przygotowania. Pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie nadmiar słodyczy z dodatków a szczególnie z lekko buraczanego kremu, którego kleksy obok żółtych kleksów kremu z żółtka opanowały talerz. Za to smażona skórka z dorsza, która obok zgrabnych wiórków grzanek wnosiła chrupkość do dania to bardzo udany pomysł. Zamawiając tatara poproście zdecydowanie o trochę więcej limonki i dopytajcie z jakiej ryby jest dziś przygotowywany. Może okazać się, że ze względu na różne gatunki ryb będzie smakował za każdym razem nieco inaczej. A może jakiś ranking?

 

 

Port Royal. Haha Koszyki.

Port Royal. Tatar z sandacza.

 

Port Royal między południem a północą

 

Szef kuchni Port Royal Daniel Szmidt przez wiele lat pracował w Norwegii i Danii. Dlatego w menu nie mogło zabraknąć skandynawskiego akcentu. Tutejsza zupa rybna (0,3 l za 15 zł i 0,6 l za 25 zł) smakowe korzenie ma na północy Europy. Gotowana przez osiem godzin na wywarze z ryb słodkowodnych i białych ryb morskich jest biała, lekko słona z wyraźną ale przyjemną, kwaskową nutą. W konsystencji niezbyt gęsta dźwiga na powierzchni kawałki grzanek z bagietki, kryjąc w środku białe warzywa: pietruszkę, seler i białą część pora. Świetna szczególnie teraz gdy za oknem zima. Gorąco polecam!

 

 

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: Zupa rybna (karta lunchowa)

 

 

Północ Europy reprezentuje też tradycyjne „Fish & Chips” (26 zł), ale choć frytki są ze świeżych ziemniaków to jednak ziemniak i ryba smażone w głębokim tłuszczu (nie dociekając, jego świeżości) to coś zdecydowanie nie dla FoodSnoba.

Wyjątkiem od tej reguły są „Sardynki” (19 zł) lekko przyprószone pikantnym mixem i podane w zgrabnym rożku w towarzystwie sosu tatarskiego. Ten klimatycznie bardziej południowy snack jest obok wspomnianych wcześniej muli moją ulubiona pozycją lunchową w Port Royal, po którą chętnie sięgam też w ramach oferty take-away.

 

 

Port Royal, Hala Koszyki

Port Royal: Sardynki

 

 

 

Łowić co dnia w Port Royal

 

Atrakcyjne może być też polowanie na rybę dnia. Jeśli wczoraj był łosoś, dziś mogła przypłynąć  dorada a jutro możecie trafić na pstrąga lub szczupaka, z rodzinnej hodowli ryb słodkowodnych jednej z właścicielek. Jedynie „Dorsz” (44 zł) atlantycki na brązowym maśle z sosem holenderskim ze skorupiaków i puree jest stałym punktem oferty. No prawie stałym bo zdarzyło mi się co najmniej raz, że „miał wolne”.  Dwie pozostałe: ryba dnia z patelni i ryba dnia z pieca to kwestia szczęścia czyli dzisiejszej dostawy.  Mnie los przyniósł fantastycznego zębacza.

Zębacz, występujący w krajach anglosaskich  najczęściej pod nazwą Catfish lub Wolffish ma białe, jędrne, i niezwykle smaczne mięso. Podany na lunch (ryba dnia z patelni jest dostępna również w menu lunchowym) pysznił się swoją idealnie wysmażoną skórką i dodatkami w postaci komosy ryżowej z zielonym groszkiem i puree selerowym z bazylią, barwionym sepią czyli atramentem z mątwy. Dobre to było nadzwyczaj, więc pytajcie o zębacza nie gardząc przy tym równie fajnym szczupakiem z patelni czy pstrągiem z pieca. Aha! Jedyne z czego chyba bym zrezygnował to sos, w typie Gribiche (nie wiem na jakiej bazie był zrobiony, ale smak wskazywał na Gribiche),  który choć przyjemnie kwaśny, jakoś nie łączył mi się ze smażoną rybą. No i prośba do menedżera! Jakby tak codziennie wrzucać mały post na Wasz profil na Facebooku z informacją o rybie dnia byłoby cudownie.

 

 

Port Royal, Hla Koszyki

Port Royal: Ryba dnia z patelni – zębacz

 

 

Port Royal z wyższej półki.

 

No i coś czym na wzór  L’Arc Varsovie pyszni się Port Royal: „Seafood platter” czyli mix owoców morza podawanych na zimno dla dwóch (180 zł) lub czterech osób. Talerz jest imponujący i smaczny. Ja jednak tego typu dobrodziejstwa morza lubię spożywać najbardziej na jego brzegu, a będąc z dala od niego cieszyć się owocami morza w skromniejszej formie i … cenie.

Cena niestety musi być wysoka, bo talerz jest naprawdę imponujących rozmiarów. Na naszym znaleźliśmy langustynki, raki, całego kraba kieszeńca, świetne, tknięte tylko patelnią przegrzebki i znajomą już ośmiornicę. Zabawa szczypcami do łamania skorupiaków i cieniutkimi widelczykami do wydłubywania mięsa z odnóży powoduje, że dłonie i nieosłonięte części garderoby przenikają zapachem morza. Szczęśliwie, nawet gdy obsługa zapomni o miseczce do mycia rąk lub saszetkach z mokrymi chusteczkami,  z boku – między barem a salą – dostępne jest specjalne stanowisko do doprowadzenia ich do porządku.

Dla porządku nadmienię tylko,  bo nie próbowałem osobiście, że z tzw „wyższej półki” w Port Royal dostępny jest również ale tylko na zamówienie  homar au gratin czyli zapiekany.

 

Port Royal, Hall Koszyki.

Port Royal: Seafood platter dla dwóch osób.

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: Seafood platter dla dwóch osób.

Port Royal, Hall Koszyki

Port Royal: sztućce do owoców morza.

 

 

Port Royal marzenia a rzeczywistość.

 

Na internetowej stronie Hali Koszyki można znaleźć krótką informację o właścicielach i koncepcie ich restauracji. Cytuję: „Ona – wiedzę o rybach wyniosła z rodzinnej hodowli, On – zakochany w niej i w owocach morza. Wspólnie postanowili stworzyć koncept właśnie z takimi produktami. Ich restauracja jest jak port– ponad 50 gatunków ryb i wielka kuchnia za szkłem. … Z Port Royal wyjść można nie tylko z uczuciem zaspokojonego apetytu, ale również z “morskimi” zakupami. Obsługa, która o rybach wie wszystko podpowie, które z nich warto zabrać do domu oraz jak je przygotować.”

Piękne marzenie i piękna obietnica. Z pewnością częściowo zrealizowana, choć w znacznej cześć na wyrost. Bo i gatunków ryb mniej i ich kupowanie na wynos (jeśli w ogóle jest możliwe) nie stało się popularne.

Ale marzenie o restauracji zdaje się spełniać. Często takie marzenia usychają pośród pustych stolików na sali.  Tu marzenia i brak gastronomicznego doświadczenia musiały sprostać tłumom, które zalały i wciąż zalewają Halę Koszyki. Bez żadnego powolnego rozruchu. Bez czasu na dotarcie. Nie zawsze są w stanie sobie z tym poradzić doświadczeni restauratorzy, prowadzący już wcześniej restauracje. A co dopiero mówić o debiutantach! Z tym większą przyjemnością jadając w Port Royal już od blisko dwóch miesięcy obserwuję proces dojrzewania tego miejsca i coraz sprawniejszego funkcjonowania.  Mimo braku rezerwacji, łatwiej znaleźć stolik bo tylko ich część jest blokowana pod rezerwacje. Można wpisać się a listę i poczekać na miejsce sącząc drinka w Barze Centralnym.  Obsługa coraz lepiej radzi sobie na sali, a kuchnia trzyma poziom.

 

Dlatego, jeśli chcecie spędzić wieczór w Hali Koszyki przy restauracyjnym stoliku śmiało możecie wybrać Port Royal. Ja w każdym razie tak robię. I w tym przypadku będę recydywistą.

 

Port Royal
Szef Kuchni – Daniel Szmidt
Hala Koszyki
Koszykowa 63, Warszawa
godziny otwarcia:
pon-nie 9:00 – 23:00
rezerwacje:
tel. 792 020 707
Facebok: @portroyale

 

Casual FoodSnob , , , , ,

Ostrygi w Warszawie. FoodSnob testuje!

Ostrygi w Warszawie. FoodSnob testuje!

Brand zobowiązuje, więc jak na  FoodSnoba przystało przez ostatnie kilka tygodni testowałem dla Was najlepsze ostrygi w Warszawie. Nie twierdzę, że było to wielkie poświęcenie, bo ostrygi uwielbiam i to w dodatku w każdej postaci.

Powiedzieć, że Warszawa „ostrygami stoi” byłoby nadużyciem. Nie działa żaden prawdziwy „oyster bar” a restauracji z owocami morza, w których podaje się więcej niż jeden rodzaj ostryg jest mniej niż palców u jednej ręki. Oprócz tej ostrygowej elity,  w kolejnych siedmiu, ośmiu restauracjach można spotkać ostrygi w podstawowym wyborze. Dodatkowo w ciągu roku dwie, trzy restauracje organizują od czasu do czasu ostrygowe eventy i festiwale. To dziwne, bo dostawców jest wielu a ostryga w odróżnieniu od innych owoców morza jest zdecydowanie bardziej odporna na transport i przechowywanie.

Tym niemniej, jeśli kochacie albo przynajmniej lubicie ostrygi jest parę miejsc godnych uwagi.

 

Top 1 Największy wybór ostryg w Warszawie

 

W tej kategorii lider nie budzi żadnych wątpliwości. Największy wybór ostryg dostaniecie przez siedem dni w tygodniu w Restauracji L’Arc. Ostrygi są dostarczane na bieżąco, więc nie ma wątpliwości, że zawsze będą świeże. Zamawiając „Talerz ostryg – mix” (79 zł) możemy delektować się sześcioma różnymi mięczakami. Oczywiście mamy tu najbardziej znaną pacyficzną ostrygę Fine de Claire (10 zł za szt.) ale oprócz niej jest kilka innych, między innymi ostrygi normandzkie (17 zł za szt.) o delikatnym, lekko orzechowym posmaku i intensywnym smaku jodu oraz ostrygi irlandzkie (14 zł za szt.).

Mało tego! Na talerzu znajdziemy też reprezentantkę zacnych ostryg z Marennes-Oléron (17 zł za szt.). Ich szczególny smak i lekko zielonkawy kolor, to efekt żywienia się tych mięczaków w końcowej fazie hodowli pewnym endemicznym gatunkiem glonów. Ma to miejsce w małych basenach wykopanych wprost w  słonej ziemi. Ostrygi Marennes-Oleron są naprawdę pyszne ale z całej szóstki podawanej w L’Arc mnie najbardziej przypadły do gustu dwa kolejne rodzaje.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie. L’Arc talerz 6-ciu róznych ostryg

Ostrygi w Warszawie – best of the best

Pierwszym z nich jest najdroższa, pochodząca z Irlandii Ostra Regal (21 zł za szt). Ostrygę tę hoduje się dwuetapowo, najpierw pozwalając jej rosnąć w Zatoce Clew Bay na północnym zachodzie Irlandii. Po dwóch, trzech latach małże przewożone są do leżącej na południowym wschodzie, pół zamkniętej zatoki Bannow Bay, która ze względu na specyficzne położenie i kształt gromadzi dużo planktonu. Po kolejnych dwóch latach „życia na wypasie” ostrygi są sprzedawane. Delektując się  ich jędrnością (koniecznie gryząc a nie łykając) czujecie zarówno słony jak i lekko słodki smak.

Mój drugi ulubiony rarytas to okrągła ostryga Belon (19 zł za szt). Belon to niewielka rzeka w Bretanii, przy ujściu której hoduje się ostrygi. Tutejsze specjały należą do gatunku płaskiej ostrygi europejskiej i ze względu na niewielką produkcję są jednymi z najrzadszych ostryg na świecie. Pełne umami, mocno słone ale gładkie i kremowe mięso smakuje wybornie zostawiając na końcówce lekko  lekko metaliczny posmak. W L’Arc oprócz standardowego rozmiaru czasem można zamówić większe o rozmiarze145+g. Ja miałem to szczęście. Polecam.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie. Restauracja L’Arc. ostrygi Belon 145+g

 

Ostrygi w Warszawie- Port Royal

Tuż za restauracją L’Arc w tej kategorii plasuje się restauracja Port Royal mieszcząca się w Hali Koszyki. W każdy wtorek i czwartek jest tu dostawa dwóch-trzech rodzajów ostryg. Oprócz ostrygi pacyficznej z Normandii (9 zł za szt.) można tu delektować się ostrygami Imperial Oyster z Holandii (9 zł za szt.) i wyśmienitą Perle Blanche  z Francji (14 zł za szt.). Ta ostatnia również „wędruje”. Po sześciu miesiącach w bogatych w plankton wodach Normandii, jest przewożona do regionu Charente Maritime, gdzie przez trzy lata hodowli w niskozasolonej wodzie w basenach Marennes nabiera słodyczy.

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Port Royal – od lewej ostryga pacyficzna z Normandii, ostryga Perle Blanche z Francji, ostryga Imperial z Holandii

 

 

Ostrygi w Warszawie – reszta stawki

Dwa rodzaje ostryg: fine de claire i geay (producent ostryg z Marennes-Oléron) można znaleźć w Bistro La Cocotte (7 zł za sztukę, 39 zł za 6 szt). Z kolei Osteria w swoim imponującym ostrygarium ma zawsze świeże ostrygi z zatoki Mont Saint Michel i to czasem w dwóch rozmiarach (12 zł za ostrygę no 2).

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Osteria – ostrygarium z ostrygami z zatoki Mont Saint Michel

 

TOP 2 Najlepszy sposób serwowania świeżych ostryg.

 

Na ogół świeże ostrygi podaje się z cytryną lub szalotkowym vinegrette.  Jednak w kilku warszawskich restauracjach można trafić na inne, bardzo ciekawe i smaczne sposoby podawania ostryg. Na pierwsze miejsce wybija się tu Port Royal, który w swoim „Zestawie 4 smaków” (40 zł za 4 sztuki) oferuje ostrygi pacyficzne podane na cztery sposoby. Mamy tu ostrygi podane klasycznie, z bardzo dobrym vinegrette, mamy lekko podpieczone i zawinięte w cieniutki plasterek zielonego jabłka, wreszcie podane z ogórkiem i marchewkowym vinegrettem oraz lekko zapiekane w panko. Choć te ostatnie powinny startować w kolejnej kategorii – ostryg zapiekanych to zestaw ten nominuje i nagradzam palmą pierwszeństwa w tej kategorii. To zdecydowanie najbardziej kreatywny zestaw ostryg w mieście.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Ostrygi w Warszawie: Restauracja Port Royal: Ostrygi – zestaw 4 smaków.

 

 

Niezła jest również ostryga podana w Lar’c-u na sałatce z krabem, ananasem i koprem (59 zł za 3 sztuki). Spora ilość świeżej chili powoduje jednak, że dodatki zamiast podkreślać smak ostrygi mocno go tłumią.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja L’Arc – ostryga z krabem, ogórkiem, ananasem i koprem

 

Z jeszcze innym sposobem serwowania świeżych ostryg można spotkać w Osterii. Ostrygi z zatoki Mont Saint Michel podawane są tu po rosyjsku, z kwaśną śmietaną i kawiorem z łososia (16 zł za sztukę). Choć tego ostatniego w muszli niewiele, to wystarcza by zdominował smak doskonałej skądinąd ostrygi.  Stąd dopiero trzecie miejsce w tej kategorii.

 

 

Top 5 ostrogoths w Warszawie

Restauracja Osteria – Ostryga nr 2 po rosyjsku z kwaśną śmietaną i kawiorem z łososia (16 zł za sztukę)

 

 

Top 3 – Najlepsze, zapiekane ostrygi w Warszawie.

 

 

Dla niektórych to barbarzyństwo ale skoro występują i mają grono zwolenników to nie sposób je pominąć w tym rankingu. Tylko w jednym ze znanych mi miejsc w Warszawie podaje się ostrygi wg najsłynniejszego przepisu na ich zapiekanie. Ostrygi Rockefeller, bo o nich mowa, możecie spróbować w Restauracji Der Elefant / Fishmarket.

Danie, wymyślone pod koniec XIX wieku na południu USA przygotowuje się zapiekając ostrygę pod lekko podduszonym szpinakiem, okruszkami chleba i parmezanem. Nazwa pochodząca od nazwiska Johna Rockefellera (wtedy najbogatszego obywatela USA) miła odpowiednio i „na bogato” pozycjonować tak podawaną ostrygę. Dla mnie ten rodzaj zapiekanej ostrygi jest zbyt ciężki a w dodatku  w Der Elefant ostryga ( za 16 zł za szt.) razem z całym jej smakiem tonie w odmętach  pleśniowego sera lazur i tylko nazwą przypomina dziewiętnastowieczny,  nowoorleański pierwowzór.

Top 5 ostrygi w Warszawie

Restauracja Der Elefant / Fishmarket – Ostryga Rockefeller

Zwycięzcą kategorii „zapieczonych” są podawane w Restauracji  L’Arc ostrygi zapiekane ze szpinakiem, szafranowym aioli i parmezanem ( 59 zł za 3 sztuki). Są znacznie lżejsze od wcześniej opisanych, zachowują półpłynną konsystencję i mają niezwykły smak dzięki użytemu sosowi. Aioli jest delikatne (nie przesadzono z czosnkiem, który zabiłby smak ostrygi) a użyty szpinak jest tylko minimalnie zblanszowany. Do tego kilka drobinek czerwonego pieprzu i mamy mistrza tej kategorii. Byłbym w pełni szczęśliwy gdyby mięczak odcięty był od skorupy bo po prostu zdecydowanie łatwiej byłoby go jeść. Ale smakowo – mistrz!

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja L’Arc – Ostryga zapiekana ze szpinakiem, szafranowym aioli i parmezanem.

 

Ostrygi w Warszawie – niewypały

 

Za to zupełnym nieporozumieniem są „Ostrygi zapiekane a la Osteria” (14 zł za sztukę) podawane w tej najstarszej w Warszawie restauracji z owocami morza. Zapiekane i to dość mocno pod serem mozarella z bazyliowym pesto i pomidorkiem cherry smakują jak…  spieczona mozarella z pesto. Mału tu smaku ostrygi – szkoda więc czasu, pieniędzy i … samego mięczaka.

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Osteria: ostrygi zapiekane a’la Osteria

 

Z recenzenckiego obowiązku muszę wspomnieć, że w Restauracji L’Arc możecie również spróbować ostryg zapiekanych z serem gruyere (49 zł za 3 sztuki) a w Der Elephant / Fishmarket ostryg zapiekanych z krewetkami (26 zł za sztukę). Pierwsze są niezłe, choć daleko im do lidera kategorii. Drugie, posypane krewetkami koktajlowymi i grubą warstwą mocno zapieczonego sera (cytuje za kucharzem: „a la parmezan”) to kompletne nieporozumienie. Jak ktoś lubi serowe zapiekanki, to niech je zamawia. Miłośnikom ostryg odradzam.

Top 5 ostryg w Warszawie

Restauracja Der Elefant / Fishmarket – Ostryga (tak, to ostryga!) zapiekana z krewetkami.

 

 

Top 4 Najbardziej „męskie” ostrygi w Warszawie

 

 

Ze względu na swoje legendarne właściwości, ostrygi jako morskie afrodyzjaki cenione są przez panów. W niedawno otwartej w Warszawie restauracji  Ed Red, w której króluje przednia, sezonowana wołowina i znakomite podroby można spróbować ostrygi zaserwowanej w niezwykle męski sposób. Podawany tu „Oyster shooter” (20 zł) to nic innego jak szklanka wódki J.A Baczewski, w której pływa wspaniała Fine de Claire no 2 obficie posypana pieprzem. Reklamowana jako „idealny digestif i perfekcyjny afrodyzjak” zachwyca nie tyle smakiem (o biedna zalana w trupa ostrygo!) ale właśnie oryginalnością podania. Spotkaliście się gdziekolwiek z podobnym?

 

 

Top 5 - ostrygi w Warszawie

Restauracja Ed Red: Oyster shooter
Ostryga w pieprzowej wódce J.A. Baczewski jako idealny digestif i perfekcyjny afrodyzjak (20 zł)

 

 

Top 5 Ostrygowe miejsce w Warszawie, za którym najbardziej tęsknie.

 

 

Jak wiadomo, ostrygi należy jeść w miesiącach, które w angielskiej nazwie mają literkę „r”.  Miesiące letnie bez „r” w nazwie (may, june, july i august) to okres rozrodu ostryg, w którym ich smak jest zdecydowanie gorszy. Są jednak ostrygi letnie – specjalnie hodowany gatunek, który się nie rozmnaża w tym okresie i smakuje równie wybornie. Od kilku lat są dostępne w Restauracji L’Arc a tego lata można było je spróbować na warszawskim Nocnym Markecie.  Serwował je na jednym ze stoisk Pan Homar znany, bezpośredni importer owoców morza, którego można spotkać na warszawskim  Bio Bazarze i na Targu Rybnym.

Pan Homar serwował swoje ostrygi na kilka sposobów. Podawał je klasycznie (pod uroczą nazwą „french me up” ) z szalotką i octem winnym i bardzo awangardowo. I właśnie te bardziej ekstrawaganckie budziły prawdziwy zachwyt. Mogliśmy rozkoszowca się ostrygami  z molekularną pianką z szampana i pomarańczy („get lucky”) czy  z granitą z ogórków. limonki i chili („so fresh & so green”). Mnie jednak zachwycały, najbardziej „letnie” ostrygi z musem z truskawek, mięty i prosecco.

Ostrygi w Warszawie – Pan Homar

Pan Homar sprowadza ostrygi bezpośrednio z małego parku ostryg położonego na oceanie u wybrzeży Normandii. Szczyci się tym, że omija hurtowników, giełdy rybne i pośredników co powoduje, że w jego ofercie nie ma ostryg niewiadomego pochodzenia.  Podawane na Nocnym Markecie, głeboko wbiły się w moją pamięć. I smakiem, i… typowym dla Nocnego Marketu luzem w ich serwowaniu i jedzeniu.   Dlatego choć z Panem Homarem i jego ostrygami można spotkać się na Bio Bazarze to  ja z niecierpliwością czekam na jego kolejny sezon na Nocnym Markecie.

Bo nigdzie w Warszawie ostrygi nie smakowały mi tak bardzo jak tam.

Póki co pędzę na ostrygi do L’Arc i Port Royal, zdecydowanie omijam Osterię i przestrzegam przed ostrygowymi zapiekankami w Der Elefant.

 

 

Top 5 ostryg w Warszawie

Nocny Market – Stoisko z ostrygami Pana Homara

 

 

Fine Dine FoodSnob, Testy i rankingi FoodSnob , , , , , , , , , , , ,
Go Top