Posts Tagged “Powiśle”

Bez gwiazdek z przewodników. Z gwiazdami na talerzach.

Bez gwiazdek z przewodników. Z gwiazdami na talerzach.

Bez gwiazdek z przewodników restauracyjnych można żyć. Bez gwiazdek na talerzach znacznie trudniej. Na szczęście Robert Trzópek zadbał o to, by w naszych niełatwych czasach życie foodsnobów, foodies i zwykłych smakoszy było lepsze i smaczniejsze.

Restauracja Bez Gwiazdek (B*) zadebiutowała w poniedziałek. Nie przez przypadek otwarcie poprzedziła kolacja z okazji polskiej premiery filmu „Noma My Perfect Storm” poświęconego Rene Redzepiemu i jego Nomie. Robert Trzópek jeszcze przed swoją karierą w warszawskiej Tamce 43 i Harwest pracował w Nomie jako chef de partie. Ma też za sobą, pracę w innej gwiazdkowej restauracji Le Manoir aux Quat’ Saisons w Oxfordzie oraz staż w notowanej na szczytach listy The World’s 50 Best Restaurant – hiszpańskiej El Bulli.

Trudno było się więc oprzeć i nie uczestniczyć na kolacji z okazji premiery filmu. Ale jeszcze trudniej było nie zarezerwować stolika tuż po otwarciu regularnej działalności.

 

Pomiędzy neo-bistro a fine diningiem.

 

Robert Trzópek w przedpremierowym wywiadzie dla portalu mlask.com.pl opisał swój nowy koncept jako „coś pośredniego pomiędzy neo-bistro a restauracją typu fine dining”. Obiecywał proste, niezbyt drogie jedzenie oparte na inspiracjach polską kuchnią i na polskich, lokalnych produktach.      Wczoraj i dziś miałem przyjemność zweryfikować tę obietnicę.

Restauracja jest mała, ma zaledwie 30 miejsc. Również kuchnia, do której łatwo zerknąć zza baru jest niewielka. Ale pracującym w nim Robertowi Trzópkowi i jego prawej ręce Jankowi Kęcikowi nie przeszkadza to w tworzeniu prostych ale wyrafinowanych smakowo dań.

.

Bez Gwiazdek

Bez Gwiazdek

.

W restauracji nie ma klasycznego menu. Trzópek oferuje trzy różne menu degustacyjne złożone z 4/5/6 dań w atrakcyjnych, jak na warszawskie warunki cenach 80zł/100zł/120 zł. Ceny i jakość dań porównywalne są do zestawów lunchowych w fine diningowych restauracjach, które jakiś czas temu miałem przyjemność testować. Ale w podobnych cenach zamiast dwóch, trzech dań stanowiących lekki, popołudniowy posiłek Bez Gwiazdek oferuje wielodaniowe menu stosowne do godzin wieczornych, w których (i to wyłącznie) otwarta jest nowa restauracja.

Obaj szefowie pozostają w stałym kontakcie z gośćmi, podając dania i wyjaśniając tajniki ich przygotowania. Ich starania wspiera sommelier Adrian Górniak, który nie tylko serwuje opisane w menu, sparowane z każdym daniem wina, ale też z zaangażowaniem spełnia indywidualne, winne zachcianki gości. To wszystko tworzy niezwykle sympatyczną atmosferę, która sprawia, że wychodząc z restauracji ma się ochotę wpaść tam nazajutrz. Nie ukrywam, że nie zdołałem oprzeć się tej pokusie i juz następnego dnia po pierwszej wizycie zafundowałem sobie małą repetę.

 

 

Kuchnia polska, nie bez wpływów

 

 

Bez Gwiazdek to prawdziwe wyzwanie dla rzetelnych recenzentów restauracji. Menu ma zmieniać się na bieżąco, co oznacza, że raz w tygodniu będzie pojawiało się tam jedno, może dwa nowe dania. Pewnie gdy czytacie tę recenzje, nie będziecie mieli już szans na spróbowanie wszystkich z opisanych poniżej. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że zetniecie się z ich stylem, duchem i bardzo spójnym podejściem, które prezentuje duet Trzópek i Kęcik.

Gdyby jednym zdaniem probować określić smak dominujący w pierwszym menu degustacyjnym  Bez Gwiazdek byłaby to leciutka nuta kwasowości, z którą przeplata się naturalna słodycz owoców i warzyw a czasem mięsne i grzybowe umami. Źródło tej kwasowości bywa różne. Czasem jest to pigwa, czasem kapusta, szczaw a nader często kwaśna śmietana. Choć mamy tu zupełnie inne produkty, trudno oprzeć się wrażeniu, że przez kuchnię polską w autorskim wydaniu Roberta Trzópka przebija się delikatna nuta nowoczesnej kuchni Skandynawii. Przypadek?

 

 

Na początek warzywa i grzyby.

 

 

Menu jest niezwykle konsekwentne. Wszystkie dania komponują się w spójną całość. Nawet w wersjach okrojonych do czterech lub pięciu nie ma wrażenia przypadkowości. To dalej są w pełni grające ze sobą kompozycje.

We wszystkich wersjach, menu zaczyna się od dania zatytułowanego „BURAK Z PIGWĄ”. Odrobinkę nadzwyczajnego puree z topinamburu (proście o więcej!!) wieńczy różyczka z nie za słodkich płatków buraków i pigwy gotowanej w miodzie pitnym dla przełamania jej naturalnej kwasowość. Dodatkowo, kwas pigwy tonizuje odrobina oleju rzepakowego. Płatki przyjemnie chrupią, co  kontrastuje z miękką teksturą puree. Danie barwne, bodaj najładniejsze z całego menu, z prezentacją tylko z pozoru banalną ale na pewno najbardziej ze wszystkich zbliżoną do typowych prezentacji fine diningowych.

 .

Bez Gwiazdek.

Bez Gwiazdek. BURAK Z PIGWĄ. Słonecznik bulwiasty, miód pitny.

 .

Kto zdecydował się na menu 5-cio lub 6-cio daniowe ma szanse spróbować tutejszych grzybów. Nie dziwcie się, że przed podaniem dania „GRZYBY. Sałata rzymska, kwaśna śmietana” na waszym stoliku pojawią się łyżki. Wszystko wyjaśnia się gdy na stół trafiają talerze, na których dnie znajdziecie odrobinę grillowanej sałaty rzymskiej, kawałki rydzów, olej z borowika i wieńczące całość listki szczawiu. W ułamku sekundy ta zgrabna wysepka pogrąża się w smakowitych odmętach bulionu grzybowego nalewanego z małego dzbanuszka przez Szefa Kuchni. Przez duże stężenie grzybowego umami przebija się leciutko kwaśna nuta śmietany i wyraźnie kwaśny szczaw. Zgrillowana sałata rzymska wprowadza równowagę pomiędzy jednym a drugim smakiem.

Nic dziwnego, że danie zdecydowanie zaliczam do pierwszej trójki największych gwiazd nowego menu restauracji Bez Gwiazdek.

.

Bez Gwiazdek

Bez Gwiazdek. GRZYBY. Sałata rzymska, kwaśna śmietana

.

 

Zmienny charakter kalarepy.

 

Podczas pierwszej wizyty nieco mniej przypadło mi do gustu kolejne danie w menu czyli „MIĘTUS. Kalarepa, razowiec, rodzynki”. Ryba choć zacna, najpierw marynowana w zalewie octowej, potem ugotowana przez 30 minut w 60 stopniach, była nieco zdominowana przez zdresowane olejem rzepakowym paseczki kalarepki. Przez jej wyrazisty smak słabo przebijały się również rodzynki marynowane w herbacie. I na domiar złego, w obu porcjach, które postawiono przed nami grzanki z razowca były twarde do granicy wytrzymałości zębów. Moja partnerka powiedziała, że marudzę ale uczciwość recenzenta stawiam nad harmonię pożycia małżeńskiego, więc nie mogę przemilczeć tej jakże małej na tle całości wtopy.

Następnego dnia o dziwo (a raczej o dostawco kalarepy!) całość zagrała jak należy. Kalarepa stała się właściwym tłem dla doskonałego miętusa a rodzynku olśniewały herbacianą słodyczą. I tylko kostki grzanek z chleba niestety były tak samo twarde jak poprzednio.

 

Smaki domu rodzinnego. Tyle, że lepsze.

 

 

 

Za to kolejne danie (obecne w każdym zestawie) jest prawdziwą „petardą” i drugą gwiazdą menu. Najbardziej polska z polskich zup, czyli gotowana na gęsiej krwi czarnina w wykonaniu Roberta Trzópka po prostu poraża smakiem. Jest przy tym zdecydowanie mniej słodka ale za to znacznie bardziej esencjonalna niż ta gotowana kiedyś przez moją babcię z Kujaw. Nalana z małego dzbanuszka spotyka się na talerzu z rewelacyjnym zestawem dodatków. Pokrojone w drobną kostkę skonfitowane warzywa i gęsie żołądki uzupełnia odrobina kwaśnej śmietany. To wszystko powoduje, że trudno rozstać się z pustym talerzem, próbując łyżką wydobyć ostatnie kropelki z dna.

.

Bez Gwiazdek

Bez Gwiazdek. CZARNINA. Gęś i warzywa.

.

Szynka pieczona w chlebie, to jedna z tradycyjnych potraw Mazowsza. Trzópek nawiązuje do niej podając swoją „SZYNKĘ W CHLEBIE”. Zamiast całej szynki, którą tradycyjnie po zamarynowaniu pieczono w chlebie żytnim (zakwas chlebowy przenikał do mięsa i go aromatyzował) pod cieniutką , zgrabną, oddzielnie upieczoną, chlebową miseczką ukrywa farsz z kapusty i długo gotowanej szynki. Dodając  do farszu i a dodatkowo na talerz zielony olej majerankowy (na bazie oleju lnianego) stara się podkręcić smak dania. Dla mnie jednak to zdecydowanie za mało, żeby to danie dopisać do listy najbardziej wyróżniających się w menu. Zjadłem je dwa razy, cenię jego smak, ale mam wrażenie, że nieco odstaje od reszty.

 

 

Bez Gwiazdek

Bez gwiazdek. SZYNKA W CHLEBIE. Kapusta, grzyby, majeranek, olej lniany.

Bez Gwiazdek

Bez Gwiazdek. SZYNKA W CHLEBIE. Kapusta, grzyby, majeranek, olej lniany

 

 

 

 

Trzecia gwiazda na zakończenie.

 

 

 

Podczas wspomnianej już premierowej kolacji po filmie o Rene Redzepim, jedynym daniem, które nie zachwyciło był deser. Lekko (za lekko!) podgotowane kostki ziemniaka niewystarczająco jak dla mnie związały się z karmelem. Lody kminkowe, choć doskonałe same w sobie nie uratowały całości. Dlatego podczas pierwszej kolacji po oficjalnym otwarciu z wielkim napięciem czekałem na podanie deseru z regularnego menu o intrygującej nazwie „GRUSZKA,ŚLIWKA. Cebula”

Deser ten… no cóż! właściwie to nie wiem jakich słów użyć, żeby go opisać. Składa się z zaledwie czterech składników ale ich zestawienie tworzy jedną z najlepszych, deserowych kompozycji smakowych w moim, niekrótkim życiu smakosza. Słodkawa (ale tak w punkt!) smażona gruszka spotyka się z wyrazistym, kwaskowatym puree śliwkowym i ćwiartkami świeżych śliwek. W randce uczestniczą też  płatki cebuli ze słodko-kwaśnej zalewy i odrobina kwaśnej śmietany. Całość, stanowiąca mój ideał deserowej równowagi (lekko kwaskowata, delikatnie słodka) domyka pętlę ścieżki smaków, którą w menu Roberta Trzópka otworzyła słodkawo-kwaśna różyczka z pigwy i buraków.

 

 

Bez Gwiazdek. GRUSZKA, ŚLIWKA. Cebula.

Bez Gwiazdek. GRUSZKA, ŚLIWKA. Cebula.

 

 

 

Bez Gwiazdek ale za to z charakterem.

 

 

Nowa restauracja Roberta Trzópka to miejsce wyraziste, ze świetnym klimatem i doskonałą, zaskakującą smakami i prostotą kuchnią. To miejsce, które chciałbym mieć po sąsiedzku, żeby co jakiś czas wpadać tam na małą, codzienną kolację a od czasu do czasu  świętować w gronie przyjaciół, w miłej nieformalnej atmosferze. To jedno z tych miejsc, które ma szanse nigdy się nie znudzić. Mnie w każdym razie na pewno nie.

Bez Gwiazdek
Szef Robert Trzópek
ul. Wiślana 8, Warszawa
Facebook: https://www.facebook.com/bezgwiazdek
rezerwacje: 22 628 04 45
otwarta: pon-sob 18:00 – 23:45

 

Casual FoodSnob , , , , ,

Da Curio – pizza dla prawdziwego FoodSnoba

Da Curio – pizza dla prawdziwego FoodSnoba

Po rozkoszach testu warszawskich, fine dinningowych zestawów lunchowych przyszedł czas na opisanie miejsca z drugiego bieguna gastronomicznej rozpusty. Gdyby sporządzić zestawienie ostatnich, najbardziej gorących tematów rozmów i rekomendacji stołecznych foodies okazałoby się, że otwarte w połowie wakacji Da Curio może śmiało konkurować z wieloma nowymi restauracjami Warszawy, nawet tymi z wyższej półki.  W odróżnieniu od nich, nie spodziewajcie się tu nowoczesnych technik kulinarnych, bieli obrusów czy też perfekcyjnego serwisu. Za to bądźcie pewni, że znajdziecie prawdziwy smak Rzymu, tradycyjną, rzymską recepturę na ciasto i doskonałej jakości składniki stanowiące wielce wyrafinowany dodatek do… pizzy.

 

Pizzeria inna niż wszystkie

 

img_0272

Da Curio jest bowiem pizzerią, ale pizzerią nie byle jaką, ba! pizzerią jaką trudno znaleść gdzieś poza Rzymem. Podawana tu pizza to typowa, street foodowa pizza al taglio (zwana też pizzą alla pala) czyli pizza sprzedawana na kawałki całkiem jak ta, którą wielokrotnie dane mi było kupować i smakować z witryn otwartych na ulice Wiecznego Miasta.

Serwowana tu pizza jest gruba, spieczona na krawędziach i niezwykle puszysta w środku. Ten efekt został osiągnięty przez  zastosowanie ciasta przygotowanego na sposób rzymski, w którym oprócz wody, drożdży i mąki „0” (w pizzy neapolitańskiej  używa się jej tylko jako domieszki do podstawowej mąki „00”) jest też nie używana w Neapolu oliwa, dzięki której jak ze znawstwem mówi szefowa i właścicielka Pani Zuzanna Curio-Złotnicka ciasto zupełnie inaczej „pracuje”. Oczywiście to własnie specjalnie dobrana mąka kryje w sobie pierwszy sekret jakości i smaku pizzy DaCurio. Sprowadzana z Włoch mieszanka różnych gatunków semoliny – mąki z pszenicy durum o nazwie Scrocchiarella odpowiada za uzyskanie efektu  chrupkości i napowietrzenia finalnego placka. Nota bene Scrocchiarella to rzymska nazwa tego najbardziej rzymskiego rodzaju pizzy.

 

img_0301

Placki scrocchiarelli czekają na smakowite dodatki

 

Tajemnica przygotowania ciasta

 

Ale bez drugiego sekretu jakim jest sposób przygotowania, finalny produkt nie osiągnąłby oczekiwanej jakości.  Ciasto rośnie ponad dobę a proces jego przygotowania dzieli się na trzy etapy. Po fazie wyrabiania ciasto rośnie, by ponownie zostać poddane procesowi wyrabiania z użyciem dodatkowej porcji mąki, W kolejnym etapie odpoczywa w lodówce a potem temperaturze pokojowej. Tuż przed włożeniem do pieca placek jest jeszcze delikatnie spulchniany przez pizzaiolo, co dodatkowo napowietrza ciasto.

 

 

Po upieczeniu (tak jak przystało na scocchiarelę bezpośrednio na dnie pieca – nigdy na blasze) placek jest dekorowany wieloma, bardzo niezwykłymi dodatkami i ląduje pod podgrzewacz, gdzie spokojnie czeka na klientów. Po zamówieniu każdy odkrojony kawałek (12 zł) zapiekany jest na górnej półce pieca i podawany na papierowe tacki lub pakowany na wynos do pudełka, na którym włascicielka ręcznie pisze motto miejsca: fatta con amore – wykonane z miłością. I naprawdę, już po pierwszej degustacji jednego z wielu podawanych tu rodzajów pizzy  trudno nie zgodzić się z tą obietnicą. A wybierać nie dość, że jest z czego to jeszcze wybór ten zmienia się niemal każdego dnia.

 

„Dodatkowy” zawrót głowy

 

img_0267

 

Znajdziemy tu klasyki takie jak Margerita, jest „CURIOSO” na której pysznią się po rzymsku pomidory San Marzano, gałązki pomidorków koktajlowych i pomidorki truskawkowe, wreszcie są nie znane gdzie indziej, całkiem odjazdowe i wyrafinowane kreacje nieograniczonej niczym wyobraźni Właścicielki.

 

img_0292

 

Spróbujcie koniecznie „OCTOCURIO” czyli pizzę z delikatną, mięciutką, przygotowywaną własnoręcznie przez Panią Zuzannę ośmiornicą, pomidorami, cebulą i piri-piri. Nie zapomnijcie (póki sezon) o wariacji na temat innego rzymskiego klasyka czyli o „CURIOSISSIMIE” z anchois, rozkosznymi kwiatami cukinii i serkiem riccotta. Godna uwagi jest też pizza z jarmużem i włoską salsicią.

 

img_0269

Po lewej: jarmuż, salsicia. Po prawej CURIOSISSIMA – cukinia i kwiat cukinii, ricotta i anchois

 

Nie rezygnujcie z choćby jednego, jedynego kawałka „CURIOCITY” z posypanym morską solą, grillowanym bakłażanem, pomidorami, rozmarynem, parmezanem i odrobiną oliwy z czosnkiem. Koniecznie skuście się na „CURIOZOOM” w której słodycz zapieczonych fig klasycznie komponuje się z prosciutto a gałązki lawendy to nie tylko dekoracja ale i smaczny dodatek w postaci jadalnych kwiatów.

 

img_0295

CURIOZOOM – prosciutto, figi i kwiaty lawendy

 

Być może, szczęście Wam bardziej dopisze i znajdzie się dla Was choćby mały kawałeczek „BOSCA CURIO” czyli rarytasu z kurkami duszonymi w koniaku i szpinakiem.  A może (o szczęściarze już Wam zazdroszczę) Wasze kubki smakowe dostąpią przyjemności kontaktu z jej wersją „na bogato” z kaniami i szpinakiem lub borowikami duszonymi w winie Marsala  i włoską, świeżą kiełbaską w wersji Bosca Curio (bosca to leśna) porcini, marsala&salsicia?

 

img_0298

DOLCE CURIO – nadzienie czekoladowe, kakao, maliny

 

Jeśli starczy Wam siły poproście na deser, którąś ze słodkich wariacji na temat pizzy o nazwie „DOLCE CURIO”. Otrzymacie cudo przełożone kremem czekoladowym,  posypane kakao i  świeżymi owocami a czasem nawet  i…  stokrotkami. Ale jeśli z deserów najbardziej lubicie sery, to  zamówcie rozkoszny mix szpinaku, gruszki i gorgonzola piccante.

 

img_0294

 

 

Czy pizza może uzależniać?

 

W DaCurio nie usiądziecie. Macie do dyspozycji kilka wysokich stolików-blatów, znad których możecie podglądać pizzaiolo – Pana Rafała przy pracy. Nie ma tu też (i to już spora wada) wina ale z tego co ostatnio pisała właścicielka na facebookowym profilu to kwestia czasu, więc być może już jutro dane będzie Wam się delektować kawałkiem scocchiarelli i kieliszkiem prosecco, frascati lub primitivo. Jeśli tak będzie to rozejrzyjcie się dookoła. Niewykluczone, że tym gościem w rogu z kilkoma kawałkami pizzy przed sobą będę właśnie ja. Cóż zrobić? W CURIOUZALEŻNIENIE wpada się niezwykle łatwo.

 

Da Curio

ul. Tamka 45 a
tel. 660 211 666

Facebook: https://www.facebook.com/DaCurio-972449866180452/
godziny otwarcia:
pon – czw 12-22.00
pt 12.00-00.00
sob-nd 13.00-00.00

Street FoodSnob , , , , , ,
Go Top